sobota, 29 listopada 2014

MANFRED MANN - Lone Arranger - (2014) -

MANFRED MANN
"Lone Arranger" - (CREATURE MUSIC) -
*


Co to jest? Czy to jakiś kiepskiej urody żart? Nie, to najnowsza płyta bardzo zasłużonego dla muzyki Manfreda Manna. Jednego z moich dawnych ulubieńców, choćby za sprawą kierowanej niegdyś przez niego kapitalnej "Ziemskiej Orkiestry". Pomimo, iż dla innych jego fanów może być to okres z Chapter III, a znajdą się i tacy, dla których opus magnum stanowią wczesne piosenki w rodzaju "Pretty Flamingo", itp....  Jak mawiają, to było dawno i nieprawda.
Zapomnijmy o wszystkim czego ten nieprzeciętnej kompozytorskiej urody muzyk dotąd dokonał. Nie wspominajmy "The Roaring Silence", czy tak krytykowanej niegdyś "Angel Station", bo żalu nie będzie końca. Jest rok 2014, a nasz maestro przyodział eksperymentalny kaftan, w którym zupełnie mu nie do twarzy. Bo oto ten postanowił przypodobać się hipsterskim klubowiczom. Do pełni szczęścia brakuje mu tylko w dłoni Fritz Coli i siedliska z darmowym wi fi.
Co oferuje nam "Lone Arranger"? Ano sporo muzycznej klasyki - i to nie tylko klasyki rocka, ale i popu, ballady, czy egzotyki hiszpańskiej, a nawet afro-płd./amerykańskiej, często podanej w rytmach trip hopu, jazzu, no i hip hopu także. Słowem - koszmar! Jest tu niemal to wszystko, czego w muzyce nie znoszę. Najgorsze, że sam artysta bardzo uwierzył w swoją wizję i konsekwentnie brnie w jej zatapialne bagno. Już pewne przebłyski jawiły się na ostatniej płycie firmowanej szlachetną nazwą Manfred Mann's Earth Band, zatytułowanej "2006". Jednak tam, obok ewidentnych gniotów, było także całkiem sporo interesującej, a nawet i pięknej muzyki. Z której kompletnie już nic nie pozostało.
Nawet nie mam ochoty zmuszać kogokolwiek do przekonania się o tym na własnej skórze, wystarczy bowiem, że mnie nieco cennego czasu z życia upłynęło. Lecz jeśli ktoś ma taką potrzebę ....
Na całej tej płycie można się przekonać jak idzie perfekcyjnie spieprzyć to, czego nawet ja jako kompletne muzyczne beztalencie, nie byłbym w stanie sprofanować.
Na początek "One Hand In The Air", to nic innego jak shańbiona nowa wersja pięknego niegdyś "You Are I Am". Teraz bełkocze tu Jay-Z, a jakiś babski wyjec z radością mu asystuje w tle. Tuż później "All Right Now". Tak tak, przeróbka słynnego klasyka grupy Free. To co zrobiono z tą kompozycją zakrawa wręcz o kryminał. A jest tutaj tego całe mnóstwo. Nawet wyciąg ze słynnego "Concierto De Aranjuez" w postaci "Footprints (En Aranjuez Con Tu Amor)", czy nowa wersja cudownego niegdyś "For You" (z rep. Bruce'a Springsteena) - teraz jako "I Came For You" - z użyciem oryginalnego wokalisty Chrisa Thompsona, gdzie  oprócz tego detalu, całość nie ma zbyt wiele wspólnego z piosenką, która była w 1980 roku ozdobą powszechnie przecież także znienawidzonej płyty "Chance" - a jednej z moich ulubionych w dorobku MMEB.
Nic to, "polecam" przekonać się o współczesnym "geniuszu" Manfreda Manna za sprawą coveru The Doors do kompozycji "Light My Fire". Ręce opadają. Te wszystkie trąbki, skrzypce, trójwokal m.in. z ponownie zaproszonym Chrisem Thompsonem, czynią atmosferę towarzystwa bractwa zgredów w błyszczących okularach. To samo dotyczy innej przeróbki do utworu "Nothing Compares To You" - z rep. Prince'a. Piosenki spopularyzowanej ćwierć wieku temu przez Sinead O'Connor, którą w ogóle samą w sobie tutaj trudno rozpoznać.  I tak dalej, i tak dalej.... Dość już, oszczędźmy męki sobie i naszemu darczyńcy.
Aby posłuchać chociażby dla przyjemności "tego charakterystycznego" brzmienia klawiszy, trzeba poczekać aż do 11-tego nagrania "Aranjuez First Movement", który tak samo jak "Footprints" jest "inspiracyjnym" wyciągiem z "Aranjuez Con Tu Amor". Radości jednak starcza na kilka, góra kilkanaście sekund.
Niewiarygodne, ale nawet najmniej przekombinowana Doors'owska przeróbka "The Crystal Ship", brzmi po prostu okropnie, choć i tu na moment Mann zabrzmiał po staremu.
W mojej prywatnej gradacji ocen muzyki, ten album zajmuje najwyższy stopień muzycznego upośledzenia, którego zawartości nawet nie usprawiedliwi fakt, iż został spłodzony przez zacnego keyboardzistę i sprawnego niegdyś kompozytora.
Nie pamiętam kiedy słyszałem coś równie okropnego. Niestety obawiam się, że nie jest to ostatnie słowo Manfreda Manna.





Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP





czwartek, 27 listopada 2014

zmarł Stanisław Mikulski

Dzisiaj zmarł Stanisław Mikulski. Bardzo go lubiłem. Najbardziej za to co wszyscy, czyli za rolę Hansa Klossa (vide Janka i J 23) w "Stawce większej niż życie". To zresztą w ogóle jeden z seriali wszech czasów, a sama kreacja Stanisława Mikulskiego po prostu obłędna. Co prawda, dla samego aktora rola ta okazała się przekleństwem na całe życie, ale ja właśnie za nią go pokochałem.
W ogóle lubiłem Stanisława Mikulskiego na ekranie, choć później widywałem go już tylko epizodycznie, bowiem tylko tak bywał obsadzany. Ale za postać "Wujek Dobra Rada" przypiąłbym mu order uśmiechu.
W latach 1992-94 często odwiedzałem Warszawę. Średnio co półtora/dwa tygodnie. Szybko załatwiałem swoje sprawy, a później włóczyłem się po mieście w oczekiwaniu na późnopopołudniowy pociąg. I tak, pewnego razu będąc w ścisłym Centrum na wysokości Rotundy, wychodząc spod podziemnego przejścia, niemal nie zderzyłem się czołowo z Hansem Klossem. Elegancko przyodzianym w jasny i niegruby płaszcz. Spojrzałem mu w oczy, lecz zabrakło odwagi i czasu, by ukłonić się nisko. Już drugiej takiej szansy mieć nie będę, tak więc zachowam aktora w swej pamięci oraz w filmowych kadrach.
A jeszcze nie tak dawno temu widziałem jak w jakimś telewizyjnym programie współcześni Kloss i Bruner wspominali czasy "Stawki", anonsując pewne wydawnictwo książkowe. Ach....
Aktor zmarł w wieku 85 lat.











Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP





wtorek, 25 listopada 2014

po 23 latach ....

Nie pilnuję rocznic, choć niektóre pamiętam. O większości jednak tradycyjnie dowiaduję się każdego roku i zawsze bywam tak samo zaskoczony.
Potrafię jednak podczas swobodnej pogawędki, ot znienacka wyrecytować datę śmierci Adama Mickiewicza, Fryderyka Chopina czy Freddiego Mercury'ego, jednak gdy przyjdzie ów 24 listopada, to musi mi o wokaliście Queen przypomnieć Facebook - jak dziś. Dlatego nie składam nikomu życzeń na urodziny, imieniny lub rocznice ślubu, chyba że przypomni mi o nich moja szanowna małżonka. Zresztą, jakie to ma znaczenie wobec ogarniającego nas wszechświata. Co to za różnica, czy to 13-ta, 19-ta, albo 23-cia rocznica jakiegokolwiek wydarzenia. Tam gdzie leżą nam bliscy, nikt przecież czasu nie mierzy. Ten istotny jest tylko dla nas.
Pamiętam 23 i 24 listopada 1991 roku. Mój Tata, który o muzyce ma takie pojęcie jak ja o budowie mostów, w przeddzień śmierci Fredka wysłuchał w radio, że artysta jest chory na AIDS, i musiało to zabrzmieć poważnie, skoro niezwłocznie mi to przekazał. Bo Tata ma dwie lewe ręce do muzyki, za to lubi wyzwania wiertniczo-młotkarskie, ale akurat to go ruszyło. Następnego dnia dołożył jeszcze oliwy do ognia, przekazując tym razem tę najgorszą wiadomość. Byłem wstrząśnięty. Tak samo jak po śmierci Johnna Lennona. Trudno mi to teraz wszystko opisać, ponieważ takich emocji nie da się przelać na kartkę papieru.
Zanim na dobre zapanowała wkrótce w Polsce, jak i na świecie, prawdziwa Queenomania, zdążyłem trochę o Freddiem pomyśleć bez pomocy mediów. Wkrótce MTV i radio grało "jego" muzykę bez opamiętania. A tylko dlatego, że ta zaczęła się ponownie sprzedawać. Medialni "łaskawcy" gdyby mogli, zamieniliby ją nawet w kolędy, byle nabijała procenty na kontach bankowych..
Pamiętam jak z moją jeszcze wówczas "nie żonką" pojechaliśmy do jej brata do Grudziądza, gdyż ten odrabiał zaszczytną wojskową służbę - ku chwale ojczyzny, no i poszliśmy posiedzieć sobie do pewnego pubu, a w nim z nastawionego MTV mieniły się tylko klipy Queen i solowego Freddiego. Nikt jednak nie śmiał się zagrymasić - bo to były po prostu przepiękne kawałki, i dziś wiemy - jak bardzo ponadczasowe. Nic ich nie wytrąciło z miana liderów peletonu.
Queen wówczas non stop gościli na eterowych falach, nawet częściej od bijącej rekordy powodzenia Nirvany, czy depczącym po ich piętach Pearl Jam'om. Jedynie Guns N'Roses sprzedający prawdziwe hektolitry płyt, nie odstawali zbytnio. Zresztą, właśnie w owym okresie ci mieli swoje "pięć minut", a co znaczą dzisiejsze "bezSlashowe" Gunsy, wiemy już od dawna.
Tak tylko chciałem na chwilę przywołać tamten czas, a przy okazji przez myśl przewinął mi się mój pierwszy kontakt z "Bohemian Rhapsody" (chyba najpiękniejszy numer wszech czasów !!!). Z Tonpressowskiego singla. Wtedy myślałem, że świat się wali. Nieprawdopodobnym wydawał się fakt (i wydaje nadal), że można było "coś takiego" ludzką ręką skomponować. Jako "niesłuchacz" radia, pamiętam jak bodaj w "radiokurierze" (czy jakoś tak), pierwszy raz poleciało "Bicycle Race" - bałem się, że nawet moje młode serce tego nie wytrzyma. To było coś obłędnego. Pamiętam jak dziś, pierwsze westchnienia przy płytach "A Night At The Opera", "A Day At The Races", "News Of The World" czy "Jazz", jak i te pożegnalne przy równie cudownej "Innuendo". Wszystko to kocham na równi z najbliższymi memu sercu. I niech to się już nigdy nie zmienia.



Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP






poniedziałek, 24 listopada 2014

"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 23 listopada 2014 - Radio "Afera", Poznań, 98,6 FM + "BLUES RANUS" - zastępstwo




"BLUES RANUS" - zastępstwo
program z 23 listopada 2014 r.


RADIO "AFERA" 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!!
www.afera.com.pl

realizacja: Michał Cybula
prowadzenie: Andrzej Masłowski



HUMBLE PIE - "Humble Pie" - (1970) -
- Live With Me

ROAD - "Road" - (1972) -
- Space Ship Earth
- Friends

THE JIMI HENDRIX EXPERIENCE - "Are You Experienced" - (1967) -
- Foxy Lady
- Fire

FOGHAT - "Night Shift" - (1976) -
- Night Shift
- I'll Be Standing By

ELIAS HULK - "Unchained" - (1970) -
- Free

LINDA HOYLE - "Pieces Of Me" - (1971) -
- Backlash Blues


=========================================
=========================================





"NAWIEDZONE STUDIO" 
program z 23 listopada 2014 r. 

 
RADIO "AFERA" 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!!
www.afera.com.pl

realizacja: Krzysztof Piechota      
prowadzenie: Andrzej Masłowski




KRUK - "Be4ore" - (2014) -
- Moja Dusza

ALLEN / LANDE - "The Great Divide" - (2014) -
- In The Hands Of Time
- Lady Of Winter

ALLEN / LANDE - "The Revenge" - (2007) -
- Master Of Sorrow

CETI - "Brutus Syndrome" - (2014) -
- Fight To Kill

AC/DC - "Black Ice" - (2008) -
- She Likes Rock'n'Roll

VEGA - "Stereo Messiah" - (2014) -
- 10 x Bigger Than Love - {wokalny duet NICK WORKMAN & JOE ELLIOTT}

U2 - "Songs Of Innocence" - (2014) -
- Cedarwood Road

SIMPLE MINDS - "Big Music" - (2014) -
- Human
- Spirited Away

BRYAN FERRY - "Avonmore" - (2014) -
- Soldier Of Fortune
- Johnny And Mary

THE PINEAPPLE THIEF - "Magnolia" - (2014) -
- The One You Left To Die
- A Loneliness
- Bond

OSADA VIDA - "The After-Effect" - (2014) -
- Sky Full Of Dreams

UK - "Night After Night" - (1979) -
- Rendezvous 6:02
- Nothing To Lose

ARENA - "Songs From The Lions Cage" - (1995) -
- Crying For Help IV - {gościnne gitarowe solo STEVE ROTHERY}

ARENA - "Pride" - (1996) -
- Medusa

ANEKDOTEN - "Gravity" - (2003) -
- Ricochet

BJORN RIIS - "Lullabies In A Car Crash" - (2014) -
- Stay Calm
- Disappear

SEBASTIAN HARDIE - "Four Moments" - (1975) -
- Openings

PINK FLOYD - "The Endless River" - (2014) -
- The Lost Of Conversation
- On Noodle Street
- Night Light
- Allons-y (1)
- Autumn '68
- Allons-y (2)
- Talkin' Hawkin'
- Calling
- Eyes Of Pearls
- Surfacing
- Louder Than Words - {śpiew DAVID GILMOUR}

PENDRAGON - "Men Who Climb Mountains" - (2014) -
- Faces Of Darkness





Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP


niedziela, 23 listopada 2014

PINK FLOYD - "The Endless River" - (2014) -

PINK FLOYD
"The Endless River" - (PARLOPHONE / WARNER) -
*****


Kiedy w 2008 roku zmarł Rick Wright byłem absolutnie przekonany o kresie działalności Pink Floyd. Na posterunku pozostali już tylko David Gilmour i Nick Mason, bo choć Roger Waters zgodził się co prawda wziąć udział prawie dekadę temu w festiwalu Live8, to jego egoistyczna i skonfliktowana natura po prostu nie miały chęci na dłuższe zawarcie sojuszy. Trudno było zatem wyobrazić sobie grupę jako duet, plus na siłę doklejony sztab muzyków wspomagających.
Dlatego, gdy przed niewieloma tygodniami padło zapewnienie z ust żony Davida Gilmoura - Polly Samson, że fani zespołu niebawem dostaną "to coś", przecierałem oczy ze zdziwienia.
Lekki niepokój wzbudzał też fakt, iż materiał wcale nie jest taki świeży, albowiem ten powstał pomiędzy 1993 a 1994 rokiem (na słynnym pokładzie Astorii), stanowiąc za zbiór przeróżnych szkiców, miniatur czy fragmentów niewykorzystanych na albumie "The Division Bell". Chwile grozy wzbudziło dodatkowe zapewnienie, że w nowej muzyce Pink Floyd pojawi się sporo ambientu. Pamiętając koszmarny flirt Gilmoura z tworem o nazwie The Orb, nie wróżyło to najlepiej. Jedyne co ukazywało promyk nadziei, to chęć muzyków do oddania hołdu Rickowi Wrightowi. Dawało to pewne gwarancje jakości już na samym starcie i nie było mowy o żadnej fuszerze. Ponadto, zapadła jeszcze deklaracja, iż "The Endless River" będzie na pewno ostatnim studyjnym dziełem zespołu.
W dobie wszech ogarniającego nas internetu trudno zachować aurę tajemniczości, a co za tym idzie - dostarczyć odbiorcy czekających go niespodzianek. Zanim więc płyta na dobre się ukazała każdy już wiedział co ta będzie zawierać, kto na niej zagra, kto ją wyprodukuje, itp...  Nawet Gilmour nie pozwolił swemu odbiorcy zastanowić się nad tytułem całości, odsłaniając karty, iż ten wziął się z tekstu do "High Hopes". Jak to dobrze, że nie wymyślono dotąd poznawania samej muzyki jeszcze przed jej de facto posłuchaniem.
"The Endless River" jest 18-utworową suitą, podzieloną na cztery akty, tak aby 2-płytowy winyl z racji musu przekładania na kolejną stronę w niczym nie stracił wobec obszernych możliwości płyty kompaktowej. Tak więc nawet na płycie CD otrzymujemy podział na strony A,B,C i D.
Muzycy wykorzystali co od dawna mieli już zarejestrowane, z dużym naciskiem na partie klawiszowe Ricka Wrighta, do których dopisano jeszcze dodatkowych "kilka nut".
Wbrew towarzyszącym obawom powstało niezwykle wciągające i zarazem poruszające dzieło, które czerpiąc pełnymi garściami z chwalebnej przeszłości, jawi się i tak swoistym urokiem. A co ważne - trzymając się mocno wypracowanemu przez lata zespołowemu stylowi. "The Endless River" nie jest albumem dającym się łatwo zaszufladkować czy nawet porównać z którymkolwiek z wcześniejszych, choć na pewno znajdziemy na nim odnośniki do "Wish You Were Here", "Dark Side Of The Moon" czy nawet "Meddle", jak i do ostatnich dwóch post-Waterowskich płyt, tj: "A Momentary Lapse Of Reason" oraz "The Division Bell".
Gdyby ta płyta powstała 20-30 lat temu, mogłaby spokojnie wkomponować się w krajobraz najbardziej doskonałych floydowskich dzieł. Dziś też jest to możliwe, choć jak wiemy wszystko musi nabrać mocy wraz z upływem czasu. Myślę, że utwory takie jak: "It's What We Do", "Sum", "Anisina" (obłędnie piękne zwieńczenie pierwszej części albumu), "Allons-y", "Talkin' Hawkin' " czy jedyny wokalny i zarazem finalizujący całość "Louder Than Words" już teraz należą do kolektywu najlepszych w dorobku grupy.
Każdy kto naprawdę lubi Pink Floyd właśnie otrzymał to, do czego ta zasłużona nazwa zobowiązuje.
Gilmourowskie liczne gitarowe sola, które poruszają emocjami i fantazją, do tego nieocenione i pełne wyobraźni klawiszowe zagrywki oraz pasaże Ricka Wrighta, plus zawsze przeze mnie lubiane proste i takie nieco "fanfarowe" bębny Nicka Masona.
Powstała płyta pełna uroku i niezbadanych pokładów piękna, które słuchacz odkrywa wraz z każdym kolejnym przesłuchaniem.
O ile twórczość Pink Floyd była już zapewne tematem niejednej pracy naukowej, a samo "The Endless River" mogłoby tylko ich objętość poszerzyć, najlepiej chyba będzie dać się ponieść fali, jaką kieruje się nasz samotnik z albumowej okładki (w domyśle Rick Wright) pędzący na łodzi "przed siebie".




Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP






sobota, 22 listopada 2014

zapraszam przed odbiorniki już od 21-szej !!!

W niedzielę 23 listopada, zapraszam przed odbiorniki już o godzinie 21-szej.
Mam zastępstwo za Krzysztofa Ranusa, a później już normalnie "Nawiedzone Studio".
Mamy dla siebie 5 godzin najlepszej muzyki na falach eteru.
Będzie sporo nowości, ale i nie mniej wykwintnego starego rocka. Niekoniecznie tego najbardziej znanego.
Polecam się Państwa uwadze i pamięci.
Do usłyszenia !

zastępstwo w "Blues Ranus" + "Nawiedzone Studio" od 21.00 do 2.00   !!!!!




Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP



kolejna porażka PiS :-)

Wiedziałem, że to niemożliwe, dlatego w minioną niedzielę przecierałem oczy ze zdziwienia. Dziś już wiadomo, w skali kraju Platforma Obywatelska po raz kolejny zwyciężyła, a Prezes Kaczyński poniósł znowu kompromitującą porażkę. Teraz tylko należy oczekiwać protestów, burd ulicznych, odwołań, nieuznania obowiązującej demokracji, komisji śledczych i podważania wszystkiego co pokonało tę miłosierną i dobrotliwą partię
Mam satysfakcję i śmieję się prosto w twarz tym, którzy "zaśmiali" się w moją - w niedzielę 16 listopada.
Co prawda o kilkadziesiąt setnych procenta PiS zanotowało lepszy bilans, ale przecież najważniejsza jest liczba mandatów, z czego zwycięzcy i pokonani zdają sobie sprawę.

A oto fakty:





Dziękuję za uwagę :-)



Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP




wtorek, 18 listopada 2014

w niedzielę godzinę wcześniej

Na najbliższą niedzielę, tj. 23 listopada, zapraszam już od 21-szej. To efekt zastępstwa za Krzysztofa Ranusa.
a na fotce dla smaku trochę mocnej klasyki, której sobie tym razem
akurat nie posłuchamy :-)
Posłuchamy sobie czegoś smakowitego. Dobrego starego rocka. Takiego mniej znanego, któremu nie przyszło w swojej epoce stanąć na największych scenach, lecz jakość zaproponowanej muzyki absolutnie nie ustępowała ówczesnej ekstraklasie. Zatem obok tzw. "smaczków", dołożę również ze dwie/trzy nieco bardziej popularne nazwy. Myślę, że będzie to piękna "podróż do wnętrza ziemi" - parafrazując mistrza Ricka Wakemana.
W granicach pt./sob. przypomnę się Państwu jeszcze z tą niedzielą.




Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP



poniedziałek, 17 listopada 2014

z klasą

Gdy poprzednimi razy PiS tradycyjnie przegrywało wybory (i słusznie!) nie dopiekałem nikomu en face, jedynie swoją satysfakcję głosiłem sekretnie na blogu. Bo co innego kopać wirtualnie, a co innego przyłożyć leżącemu. Jako człowiek z klasą odpuściłem biedakom.
Pamiętam jak przy tamtych głosowaniach do sejmu przełknąłem rozsadzającą od środka dumę, choć korciło nią wroga dźgać jak każdy zwycięzca. Nawet dwóch pisowskich znajomych (mam też takich) zdziwiło się moją postawą, obiecując przy tym, że jak to oni wreszcie wygrają, też nie przyłożą. Znając to środowisko byłem wręcz pewien nie dotrzymania zadeklarowanej obietnicy. Co prawda jeden z owego tandemu nie chodzi już moimi ścieżkami, za to ten drugi zupełnie zapomniał o elegancji i złożonemu przyrzeczeniu (nie dziwne, wszak jego partyjny rodowód nigdy tego nie gwarantował). Na dokładkę dorzucę, iż po wczorajszym ogłoszeniu wyników nie obeszło się również bez kilku kąśliwych sms/ów, za które rzecz jasna "bardzo dziękuję". Nawet bym się mocno zdziwił, gdybym ich nie otrzymał. W końcu, naczekali się długich dziewięć lat i wielka szansa, że to ich jedyny i ostatni gol na lawinę dotąd wpuszczonych.
I co z tego w zasadzie wynika? Ano dużo dobrego. Od dawna uważałem, że PiS powinni trochę porządzić (skoro te 30 procent tak bardzo tego pragnie), a choćby po to, by ludzie sobie o nich przypomnieli. Poza tym, młode pokolenie kompletnie nie ma prawa pamiętać jak to niegdyś było. Jeśli grunt ma zostać w miarę szybko oczyszczony, to właśnie trafiła się najlepsza ku temu okazja. Mało tego, skoro już do tego doszło, to niech PiS zdobędą także za rok władzę i ponownie sprowadzą "zagubionych" do parteru. Samorządowe zwycięstwo niczego tej partii przecież nie daje, ponieważ ta nie posiada żadnej zdolności koalicyjnej. Zresztą trudno się dziwić. Nawet dupowłazy z PSLu nie mają ochoty bratania się z kimś takim. Oni już wiedzą czym to śmierdzi.
Praktycznie we wszystkich wielkich miastach PiS przegrało prezydentury !!! , a w samorządach dadzą radę w jednym, góra w dwóch okręgach - z czternastu !!!. Takie to ich zwycięstwo.
I co ważne - nie w Wielkopolsce. Zresztą cała zachodnia Polska PiSowi pokazała środkowy palec. Polska bogata, prężna i perspektywiczna. Polska ludzi przedsiębiorczych i elastycznych. 
Dlatego nie ma się co obrażać, puszyć, tylko do ogólnokrajowych wyborów już wszyscy powinni być zmobilizowani, pójść i zagłosować, ponieważ te trzydzieści procent zrobi to zawsze. Proszę o tym pamiętać. A zatem, odpuszczenie wyborów lub oddawanie nieważnych głosów, zawsze przechwyci PiS. Jeśli więc, pragniemy kraju nowoczesnego, a nie usłanego pomnikami, rozpasanym klerem, Smoleńskimi awanturami i "drogami krzyżowymi", to pomyślmy o tym już dziś.



Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP




"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 16 listopada 2014 - Radio "Afera", Poznań, 98,6 FM



"NAWIEDZONE STUDIO" 
program z 16 listopada 2014 r. 

 
RADIO "AFERA" 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!!
www.afera.com.pl

realizacja: Krzysztof Piechota      
prowadzenie: Andrzej Masłowski





ALLEN / LANDE - The Great Divide" - (2014) -
- Down From The Mountain

CETI - "Brutus Syndrome" - (2014) -
- Wizards Of The Modern World

RHAPSODY OF FIRE - "Dark Wings Of Steel" - (2013) -
- Silver Lake Of Tears
- Custode Di Pace

RATED X - "Rated X" - (2014) -
- You Are The Music
- On The Way To Paradise

VEGA - "Stereo Messiah" - (2014) -
- Ballad Of The Broken Hearted
- Tears Never Dry

KOMPENDIUM - "Beneath The Waves" - (2013) -
- Exordium

PINK FLOYD - "The Endless River" - (2014) -
- Things Left Unsaid
- It's What We Do
- Ebb And Flow
- Sum
- Skins
- Unsung
- Anisina

U2 - "Songs Of Innocence" - (2014) -
- Song For Someone

DAMIEN RICE - "My Favourite Faded Fantasy" - (2014) -
- I Don't Want To Change You

SPANDAU BALLET - "The Story - The Very Best Of" - (2014) - kompilacja + 3 nowe utwory
- Through The Barricades - {oryginalnie na LP "Through The Barricades" - 1986}
- This Is The Love - {nowy utwór - 2014}

MONACO - "Music For Pleasure" - (1997) -
- What Do You Want From Me?
- Happy Jack

ELECTRONIC - "Get The Message - The Best Of Electronic" - (2006) -
- Out Of My League - {oryginalnie na LP "Raise The Pressure" - 1996}

PET SHOP BOYS - "PopArt - The Hits" - (2003) -
- Flamboyant

PET SHOP BOYS - "Disco" - (1986) -
- Paninaro

SIMPLE MINDS - "Big Music" - (2014) -
- Midnight Walking
- Honest Town

HUSSEY - "Songs Of Candlelight And Razorblades" - (2014) -
- When I Drift Too Far From Shore
- Swan Song (Lament)

RAIN ON BAMBOO - "Sleep & Poetry" - (1994) -
- No Burning Soul

LLOYD COLE - "Lloyd Cole" - (1990) -
- Downtown

THE CHURCH - "Heyday" - (1985 Australia / 1986 reszta świata) -
- Myrrh
- As You Will

THE CHURCH - "Gold Afternoon Fix" - (1990) -
- Monday Morning

THE WATERBOYS - "This Is The Sea" - (1985) -
- The Whole Of The Moon

THE OCEAN BLUE - "Cerulean" - (1991) - 
- Ballerina Out Of Control









Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP




niedziela, 16 listopada 2014

cichosza

Pochmurno dzisiaj i choć nosa za okno wychylić się nie chce, to czuję, że i zimno także. Ciemno jakoś, a i cicho, bo wszak przedwyborcza cisza. Do punktu wyborczego mam trzydzieści sekund drogi, a gdybym tak dobrze przymierzył i szczęśliwie z parapetu odbił, to jeszcze szybciej.
Pójdę pójdę, nie martwcie się o mnie moi Państwo. Zawsze chodzę. Nie wiem tylko na kogo zagłosować. Do Grobelnego przekonania od dawna nie mam, na PiSowskiego żadnego dziada nigdy i nigdzie - i na wieki wieków..., a na SLD też jakoś nie potrafię, bo przecież z nimi niegdyś wszyscy walczyliśmy, nawet jeśli ci często i mądrze gadają - człowiek coś nieufny. Chyba na miejscu zadecyduję, prawem spontanicznego odruchu.
Idźcie do wyborów i oddajcie ważny głos. Pamiętajcie, że wyznawcy tego małego wrednego człowieczka zawsze są zdeterminowani. Oni już od piątej rano nie śpią i ze swoimi kompleksami przyjdą do urn.
Warto się zastanowić czy chcemy nowoczesnego Poznania, czy będziemy zamieniać szkoły lub kina na kościoły, miejsca kultu i nowe pomniki. 



Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP



środa, 12 listopada 2014

anarchy in Poland

Żonka mnie zapytała - a czy ty chodziłeś kiedyś na jakieś demonstracje ?  Pytanie zadała pod wrażeniem wspólnie przez nas obejrzanego dokumentu na TVP Kultura "Zew wolności". Rzecz to o polskim rocku w kontekście walki z systemem komunistycznym w dekadzie 80's. Ciekawe wypowiedzi, fragmenty koncertów oraz obrazki ze stłamszonej rzeczywistości przywołały nieco wspomnień. Zgodnie z prawdą odrzekłem, że na żadne manify, i tym podobne, nigdy nie chodziłem. Bynajmniej wcale nie ze strachu , a z braku zainteresowania. Jakoś nie widziałem siebie wrzeszczącego w tłumie, nawet w świetle najjaśniejszych celów. Nie chodziłem zatem, nie chodzę i raczej nigdy nie przewiduję udzielać się na żadnych ryczących paradach, nawet jeśli ktoś nazwie mnie z tego powodu tchórzem czy bezideowcem. Nie mam ochoty, ni czasu na pierdoły. Mam ciekawe życie i tysiąc razy fajniejsze problemy, a więc niech robią to za mnie inni. A piję tutaj do tych porządnych demonstrantów, a nie do tego chlewu robiącego burdy, jak choćby wczoraj w Warszawie. Dziwię się skąd u nas ta demokratyczna pobłażliwość. Powinno się wprowadzić "zamordyzm", wyłapać szarańczę, zakuć w dyby na miesiąc lub co "grzeczniejszych" osadzić na codzienną półdobową harówę w kamieniołomach. Odechciałoby się jednemu z drugim wyrywania bruku, niszczenia wiat czy dewastacji aut.
Już pomijam idiotów skandujących "precz z komuną". To wyłysiałe kapturowe draństwo nawet nie wie czym tak naprawdę była ta komuna, bo w większości ci urodzili się już w wolnej Polsce, w której mamuśki nie karmiły owego twardzielstwa cyckiem, a wychuchanym bebiko z proszku, które to bebiko moje pokolenie mogło nabywać jedynie w Pewexie. Tak więc, typowi słabeusze, pękający po trzecim piwku, silni tylko w grupie.
Podobno w Poznaniu obyło się bez incydentów, tak więc jak co roku przeparadował ulicą przebieraniec św.Marcin na koniu, a tłum Poznaniaków w tym czasie objadał się rogalami i darmową muzyką. Mnie najbardziej rozbawiło, gdy ujrzałem w telewizji materiał z pewnej kolejki po darmową gęsinę. Podobno dobre to i zdrowe mięso. Nie pamiętam, bym miał okazję, ale wierzę na zapewnienie. Pan kroił po gratisowym plastrze dla każdego, a tłum sięgał pół godzinnego marznięcia po obiecaną rozkosz. Po plaster "goruncego mincha". Gdybym był prezydentem mego miasta, to w ramach przedwyborczej kampanii dałbym temu wygłodniałemu ludowi po tym wytęsknionym plasterku. Z budżetowej kasy - rzecz jasna. Na zasadzie, jak kanclerz Zamoyski, który ofiarował królowi szwedzkiemu Niderlandy - "daję, bo nie moje!".



Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP




wtorek, 11 listopada 2014

cały dzień w odtwarzaczu kręci się "The Endless River"

Podczas kiedy ci idioci na warszawskich ulicach się tłuką, kłócą i nienawidzą (podobno w imię przyjaźni i pokoju), to ja sobie przez cały dzień leniuchuję i słucham kapitalnej muzyki Pink Floyd. Odtwarzacz rozgrzany do czerwoności, a "The Endless River" gra już chyba szósty lub siódmy raz. Na okrągło. Kończy się, i od nowa... W ciągu jednego ranko-popołudnia nauczyłem się "The Endless River" na pamięć. Mógłbym już dzisiaj wyłożyć tę muzykę na uniwersytecie dobrego smaku - i to bez przechwalstwa. Cudna muzyka! Niech mi Państwo uwierzą na słowo i zakupią tę płytę w ciemno. Jak ktoś lubi Pink Floyd, to oszaleje z zachwytu. Nie odsłuchujcie żadnych próbek w internecie, nie odbierajcie sobie przyjemności, bo pogrzebiecie pierwszą radość obcowania z TĄ MUZYKĄ.
Żonka do kompletu zrobiła cudowny obiad.  Szkoda tylko, że przez ten szpital mocno mi się skurczył żołądek i o dokładce nie było mowy. Kurczak z zapiekanymi jabłkami + zapiekane brokuły z serem i boczkiem - o ja pierniczę jakie cudo! No i jeszcze frytki, które jadam tak rzadko. Normalnie - danie roku! Gesslerową by szlag trafił z zazdrości. Zresztą i tak bym się nie podzielił. Słodyczami (których już tak za dużo nie mogę) oraz dobrymi konkretami dzielić się nie lubię. I się nie dzielę. Na widok ewentualnego sępa szybko wszystko chowam pod pierzynę. Nie ma głupich.
Wracając do muzyki, już w niedzielę podczas Nawiedzonego Studia powiedziałem Krzyśkowi Piechocie, że mam tak dużo płyt z nowościami, iż większości nie zdążyłem posłuchać, a gdybym tak każdego tygodnia prezentował po dwie/trzy z nich, to starczyłoby mi ich do końca stycznia. Także, mamy słuchania a słuchania.
Jeszcze na chwilkę zahaczę o nowych Pink Floyd. Pięknie, że muzycy oddali hołd Rickowi Wrightowi, bo na dwóch trzecich rządzą jego zagrywki klawiszowe. To jest to brzmienie, to jest to granie, to są te emocje. Gilmour gra przecudownie, a bębny Masony wyraźne, zaakcentowane przy każdym istotnym przejściu. Zresztą, ja bardzo lubię tę prostą i fanfarową grę Masona. Cała płyta, choć zmienna nastrojowo, trzyma bardzo równy (najwyższy!!!) poziom. Trzeba jej słuchać tylko w całości, bo wszystko jest tutaj logiczne, a każdy kolejny utwór konsekwentnie wypływa z poprzedniego. Znajdziemy tu akcenty (czytaj: nawiązania) ze wszystkiego już nam dobrze znanego, tj. z płyt "Wish You Were Here", "The Division Bell", "A Momentary Lapse Of Reason", "Meddle" czy "Dark Side Of The Moon". Naprawdę. Album podzielono na cztery części. Myślę, że z uwagi na podwójnego winyla, a co za tym idzie - cztery grające strony. Tak więc, otrzymujemy 18 utworów w czterech aktach. Nawet na rewersie kompaktowego opakowania wydawca zapisał: Side 1, Side 2, Side 3 i Side 4.
Pokochacie "It's What We Do", "Sum", "Anisina", "Talkin' Hawkin' " czy jedyny zaśpiewany w tym zbiorze fragment "Louder Than Words". Nie wierzę, by jakiemuś "Floydziarzowi" ta płyta mogła się nie spodobać. 
Kupcie Państwo ten album - gorąco polecam!. To będzie jedna z płyt roku, o ile już nią osamotnienie nie jest.



Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP






floydowskie pierwsze wrażenia

Lubię niezwykłość, nieszablonowość, dlatego postanowiłem najnowszy Pink Floyd zdobyć w wersji nietuzinkowej. Czytaj: bogatszej i ładniejszej. W dodatku, nie ma mowy o trzeszczącym winylu, tylko o sterylnym kompakcie, tak aby mi nic nie przeszkadzało we właściwym odbiorze. Winyla także sobie kupię, lecz jedynie dla okładki, a raczej do postawienia na półce.
Postanowiłem ustrzelić fotkę, abyście Państwo zobaczyli, że warto pójść moim tropem.
A sama płyta kręci się nieustannie...
To drugi premierowy album Pink Floyd odkąd żyjemy w wolnej Polsce. W takim dniu jak dzisiaj, nabiera to tym bardziej swoistego symbolu. Zupełnie jakby David Gilmour, Nick Mason i zza światów Rick Wright, o tym wiedzieli.
Boksik zawiera płytę CD oraz DVD, do tego zgrabny digibook - ze zdjęciami i tekstem do jedynego śpiewanego utworu, a także trzy kartki pocztowe - w tym jeden trójwymiar.
Cena boksiku w Saturnie 89,90 zł. Promocja, bo normalnie za chwilę jego wartość wzrośnie do ok. 120 złotych. Podstawowa edycja kosztuje 44,90 zł. I to także jest cena na teraz, gdyż ostatecznie ta wzrośnie o 15-20 złotych. Z tym, że znając życie, tej podstawowej edycji na pewno natłukli tak wiele, że pewnie cena nie zdąży pójść w górę, bo promocja automatycznie przejdzie w obniżkę.
Słucham tego nowego Pink Floyd z nieukrywaną przyjemnością, tym bardziej, że grają i brzmią jak "najprawdziwszy" Pink Floyd. I coś mi się zdaje, że jest to kapitalna płyta! Ale jeszcze muszę się nasłuchać, bo może uległem tzw. pierwszemu wrażeniu?



Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP



poniedziałek, 10 listopada 2014

"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 9 listopada 2014 - Radio "Afera", Poznań, 98,6 FM




"NAWIEDZONE STUDIO" 
program z 9 listopada 2014 r. 

 
RADIO "AFERA" 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!!
www.afera.com.pl

realizacja: Krzysztof Piechota      
prowadzenie: Andrzej Masłowski






RHAPSODY OF FIRE - "Dark Wings Of Steel" - (2013) -
- Fly To The Crystal Skies
- My Sacrifice

LUCA TURILLI's RHAPSODY - "Ascending To Infinity" - (2012)-
- Luna

ALLEN / LANDE - "The Great Divide" - (2014) -
- Come And Dream With Me
- Reaching For The Stars
- Bittersweet

"Celebrating JON LORD The Rock Legend" - (2014) -
- Burn - {śpiew GLENN HUGHES & BRUCE DICKINSON}

U2 - "Songs Of Innocence" - (2014) -
- This Is Where You Can Reach Me Now

PENDRAGON - "Men Who Climb Mountains" - (2014) -
- Netherworld

DAMIEN RICE - "My Favourite Faded Fantasy" - (2014) -
- The Box
- It Takes A Lot To Know A Man

LACRIMOSA - "Revolution" - (2012) -
- Feuerzug (Part II)

INTERPOL - "El Pintor" - (2014) -
- My Desire

TANGERINE DREAM - "Rockoon" - (1992) -
- Lifted Veil

CHRIS DE BURGH - "Power Of Ten" - (1992) -
- Heart Of Darkness

PEARL JAM - "Ten" - (1991) -
- Once

THE CULT - "Ceremony" - (1991) -
- Wild Hearted Sun

ELECTRONIC - "Disappointed" - (1992) - MAXI CD
- Disappointed (7" mix)

THE MISSION - "Masque" - (1992) -
- Never Again
- Sticks And Stones
- Like A Child Again

THE CURE - "Wish" - (1992) -
- Apart

EMERSON, LAKE & PALMER - "Black Moon" - (1992) -
- Farewell To Arms

THE JESUS AND MARY CHAIN - "Honey's Dead" - (1992) -
- Good For My Soul

XYMOX - "Phoenix" - (1991) -
- The Shore Down Under
- Crossing The Water

ELECTRONIC - "Electronic" - (1991) -
- The Patience Of A Saint
- Getting Away With It

NEW MODEL ARMY - "Between Wine And Blood" - (2014) -
- Happy To Be Here







Andrzej Masłowski
 

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)
=========================
"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP

niedziela, 9 listopada 2014

ROYAL BLOOD - "Royal Blood" - (2014) -

ROYAL BLOOD
"Royal Blood" - (IMPERIAL GALACTIC LIMITED / WARNER MUSIC) -
*1/2 


Sporo szumu wywołał ten album. Jedni ochrzcili go debiutem roku, inni ujrzeli w Royal Blood apostołów, byli i tacy co usłyszeli drugie Cream, bądź Led Zeppelin.
Dziennikarze uwielbiają co pewien czas wmówić wszystkim jakimi to oni są odkrywcami i znawcami rzeczy. Częstokroć bardzo umiejętnie manipulując na emocjach żądnych czegokolwiek nowego fanów rocka. To działa - naprawdę. Przecież na tej zasadzie zaistniały te wszystkie White Stripesy czy inne tam Queens Of The Stone Age'dże. Można to nawet zrozumieć, trudno by kolejne pokolenia nie miały własnych idoli i tylko słuchały muzyki ojców czy dziadów. Choć jeśli mają słuchać te swoje dziadostwa... Inna sprawa, że te dzisiejsze nudziarstwa Jacka White'a czy beznamiętne naparzanki Josha Homme'a, trudno postawić w równym rzędzie obok dawnych arcydzieł Led Zeppelin, Aerosmith, Free czy Jimiego Hendrixa. A to, że nawet w przypływie chwilowego zgłupienia sam Jimmy Page ujrzał w Royal Blood przyszłość rocka, można potraktować raczej jako miły komplement, jaki każdy z nas serwuje nieurodziwej damie, gdy ta wreszcie coś na siebie założy.
Royal Blood jest kolejną odpowiedzią na modne w ostatnich latach duety, których nieco się namnożyło. Z jednym pozytywnym i naprawdę twórczym wyjątkiem - w postaci The Black Keys. Choć Dan Auerbach i Patrick Carney stanowią za zupełnie inną parę kaloszy i nie mieszajmy ich do tego całego incydentu.
Co zatem przynosi debiut Royal Blood? Ano dziesięć króciutkich kawałków - na tej nieco ponad półgodzinnej płycie. Dziesięć podrasowanych i podładowanych decybelami jednolitych naparzanek. Z do bólu przeciętnymi melodiami i żadnymi chwytliwymi riffami, że o solówkach nawet nie wspomnę, bo tych po prostu nie ma. Z drugiej strony lepiej ich nie grać, skoro to problem. Dlatego Royal Blood nie chwytają za gitary, zamiast tego łupie bas (często robiąc właśnie za samą gitarę) i perkusja. Resztę zipie produkcja.
Naprawdę bardzo pragnąłem wyłowić z tego całego gruzowiska przynajmniej jednego nieklapniętego kwiatka, ale niestety wszystkie jakieś takie powiędłe. Coś czuję, że ta "piękna przygoda" dla Royal Blood skończy się prędzej niż zdążyła rozpocząć, trzeba tylko poczekać na drugą płytę, by zrozumieli to wszyscy, którzy pochopnie dali się na ten knyf nabrać.
Dużo tu napinania jak w spuchniętym balonie, któremu wystarczy tylko niewielkich rozmiarów szpilka, by pierdnął z hukiem.

P.S. Dodatkowe pół gwiazdki za ciekawą okładkę, jedyną godną uwagi rzecz w tym całym zamieszaniu.

P.S.2. Płyta z zasobów mego syna Tomka.



Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP





KOMPENDIUM - Beneath The Waves - (2013) -

KOMPENDIUM
"Beneath The Waves" - (TIGERMOTH) -
***


Pomysłodawcą projektu Kompendium jest niejaki Robert Reed - postać być może szerzej nieznana, jednak wśród sympatyków muzyki art rockowej myślę, że dość ceniona. Współczesnemu odbiorcy jego nazwisko skojarzy się zapewne z grupą Magenta, której przez ostatnie lata przewodniczył. Osobiście nigdy nie przepadałem za tą formacją, za to od dwudziestu lat jestem sporych rozmiarów fanem grupy Cyan. Ze szczególnym naciskiem na ich drugi i pełen uroku album "Pictures From The Other Side". To właśnie na nim, poza okazałym utworem tytułowym, świeciła cudowna ballada "Solitary Angel" czy pełna rozmachu finałowa suita "Nosferatu (Requiem For A Vampire)". Nigdy później Robert Reed nie nagrał niczego równie porywającego. Był tam jeszcze taki podniosły fragment "All Around The World", który to w 2005 roku Reed nagrał ponownie w kilku wersjach i umieścił na specjalnym charytatywnym maxi singlu - własnego projektu ProgAid - na rzecz ocalałych z tsunami, jakie dotknęło wówczas Indonezję, Sri Lankę i jeszcze kilka innych miejsc. Obok mistrza wystąpiło tam kilkudziesięciu "gwiazdorów" rocka progresywnego (m.in. muzycy z Marillion, Pendragon, IQ, Mostly Autumn,....). Po latach Reed spotkał się tam z byłym wokalistą Cyan - Nigelem Voylem - który przecież po odejściu Fisha z Marillion, był jednym z kandydatów na jego miejsce. Długa to historia, ale myślę, że istotna dla sprawy.
Album "Beneath The Waves" jest kolejnym dziełem konceptualnym Roberta Reeda. Tym razem idąc tropem jednorazowego przedsięwzięcia z ProgAid, artysta postanowił ponownie zwołać okazałe (choć już nie tak liczne) grające gremium i zrealizować album pełen rozmachu, na miarę wiekopomnych dzieł. W dzisiejszych czasach zadanie to niezwykle trudne, tym bardziej, że "The Wall", "The Lamb Lies Down On Broadway"czy "Harbour Of Tears" powstały już przecież jakiś czas temu.
Maestro postanowił jednak zmierzyć się z niełatwym zadaniem, do którego zaprosił chociażby takie osobowości, jak: Steve Hackett (ex-Genesis), Gavin Harrison (Porcupine Tree), Nick Beggs (ex-Kajagoogoo, Steven Wilson, ...), Nick Barrett (Pendragon), Troy Donockley (Iona), Jakko Jakszyk (King Crimson), Mel Collins (Circus, Camel, King Crimson, ...) i kilku innych.... Do pełni szczęścia zaangażował orkiestrę, chór, a nawet operowych śpiewaków, natomiast dwoma głównymi wokalnymi rolami obdarował mało do tej pory znaną Angharad Brinn oraz coraz prężniej pnącego się w górę Steve'a Balsamo (Eric Woolfson, Meat Loaf, Jon Lord, ..... )
Powstała płyta przesiąknięta melancholijnym prog rockiem i brytyjskim folkiem. Choć nie tylko, bowiem w utworach "Lost" czy "Sole Survivor" pojawiają się również echa muzyki afrykańskiej, przywołującej na myśl twórczość popowych Red Box. Całość została zestawiona w formie suity, dlatego trudno tę płytę podzielić na pojedyncze i wyrwane z kontekstu fragmenty, pomimo iż z takowych przecież ta się składa.
"Beneath The Waves" jako concept album niesie ze sobą także opowiedzianą historię. Tym razem jest nią romantyczna i zarazem mroczna opowieść o człowieku dręczonym wyrzutami sumienia. Naszego bohatera żona popełniła samobójstwo po śmierci ich dziecka, przypisując mu tym samym winę za całokształt. Pewnego razu podczas sztormu ten cudem się ratuje, nabiera przez to przekonania, że pomógł mu w tym duch jego żony, jednak po pewnym czasie znika na zawsze w innych i zarazem niewyjaśnionych okolicznościach.
Szkoda tylko, że całemu dziełu nieco brakuje jakiegoś większego urozmaicenia, gdyż wszystko jawi się taką do bólu "ładnością". Całość brnie sobie tempami wolno-średnimi, a symfoniczno-podniosłe tło tylko grzecznie stoi u boku tych niemal pieśni czy hymnów - a czasem i nawet pewnego rodzaju szant. Brakuje tu jakiegoś szaleństwa, a nawet brzydoty - tak dla kontrastu. Czegoś co potrafiłoby raz po raz oderwać, a później przykuć ponownie. Panujący tu podniosły nastrój powagi tworzy nieco rzewny, żeby nie powiedzieć mdły rodzaj patosu.
Mimo wszystko polecam "Beneath The Waves". Najbardziej chyba fanom Genesis czy Marillion, a nawet miłośnikom Camelowskiego "Harbour Of Tears". Choć miłośnicy grupy Iona czy późnego Dare, także powinni znaleźć tu nieco dla siebie. I choć nie sądzę, by ta płyta ujęła ich jak dzieła powyższych, to jednak warto jej posłuchać.



Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP





sobota, 8 listopada 2014

PENDRAGON - "Men Who Climb Mountains" - (2014) -

PENDRAGON 
"Men Who Climb Mountains" - (TOFF RECORDS) -
***1/2


Niedawno gościliśmy w Polsce Pendragon na kilku koncertach, które zresztą okazały się niemałym sukcesem. Wraz z nimi muzycy przywieźli także nową płytę, a jedną trzecią z jej materiału grupa zaprezentowała na żywo na każdym z przedstawień. Reszty należało już sobie posłuchać w domowych czterech ścianach.
Przyznam, iż nowego albumu nieco się obawiałem. Po genialnym "Passion" (2011) można było spodziewać się kroku wstecz, albo przynajmniej delikatnej obniżki formy. Nie da się przecież wiecznie nagrywać samych arcydzieł, do każdego muszą w końcu zawitać chwile słabości. I w tym względzie poczułem nawet pewną ulgę, ponieważ niespecjalnie chciał mnie zachwycić ten ich nowy album. Od samego początku było w nim coś nie tak. Pilotażowy "Beautiful Soul" coś nie poruszał, a przecież ten zespół z reguły zawsze czymś urzekał. Do tego, przeczytałem jeszcze wszystkie promocyjne materiały, także wywiady, z których jasno wynikało, że będziemy mieć do czynienia z albumem konceptualnym, a tego typu dzieła nie zawsze dają się całościowo obronić. Może dlatego, iż te największe już dawno temu powstały? Poza tym, im więcej medialnego szumu i tłumaczenia własnemu odbiorcy czego i jak ten ma słuchać, z reguły wywołuje odmienne reakcje. I w tym momencie pisania tego tekstu, powinienem sprowokować nagły zwrot akcji i oświadczyć, że oto mamy jednak przed sobą kolejne wielkie dzieło Pendragon, a najlepiej jeszcze dołożyć całości szczyptę pikanterii o cechach jego wybitności. I proszę mi wierzyć, najchętniej tak bym właśnie postąpił. Już choćby za same dotychczasowe zasługi (płyty "The World", "The Window Of Life", "The Masquerade Overture", ..... ) przypiąłbym Pendragon kolejny błyszczący order. Gdybym tylko miał ku temu przekonanie. I kto wie, być może za czas jakiś...  Lecz jeszcze nie teraz. Bo choć "Men Who Climb Mountains" jest autentycznie płytą bardzo dobrą, a momentami nawet wspaniałą, to nie noszę w sobie poczucia obcowania z czymś niezwykłym - jak to bywało w przypadku przynajmniej połowy kompozycji na dwóch jak dotąd ostatnich płytach, by już nie cofać się do bardziej odległej przeszłości.
U Pendragon znajdziemy jednak zawsze niepoliczalne zasoby pięknych melodii, z rozmarzonym i naszpikowanym wrażliwością śpiewaniem Nicka Barretta , który jeszcze okazalej potrafi malować i czarować swą gitarą. Lecz, poza samym Barrettem, każdy z muzyków tego zespołu również gra ze sporym przejęciem i najpiękniej jak to tylko możliwe. Bo choć "Men Who Climb Mountains" nie jest jak to dawniej bywało żadną baśniową opowieścią, to jednak z muzyki Pendragon wciąż unosi się pewien element magii i zapach czarodziejskich krain. Nawet jeśli Nick Barrett tym razem zachłysnął się tematyką alpinizmu, zgrabnie porównując wyczynowe wspinaczkowe wyprawy do chęci zdobywania najwyższych celów przez każdego z nas. Jako, że człowiek także przez całe swoje życie o coś walczy, do czegoś dąży, chcąc sobie i innym wiele udowodnić. I takie kolory jakie ze sobą niesie życie każdego z nas znajdziemy właśnie na tej płycie. Ze światłem i mrokiem, piekłem i niebem, smutkami i radościami - w celu dążenia do doskonałości.
Tak jest tutaj począwszy od intro "Belle Ame" i jego rozwinięcia w "Beautiful Soul" ("...świat jest pełen głupców, którzy są zbyt przestraszeni, by wspiąć się na szczyty prawdy...") aż po ostatni "Netherworld" ("... nie ma dla nas przyszłości jeśli zapomnimy kim jesteśmy...."). Z wieloma porywającymi w środku fragmentami, jak choćby w blisko 11-minutowej mini suicie "Come Home Jack", w której dramaturgia narasta z każdą postawioną na pięciolinii nutą. Od nieco rozmytej i na pół przybrudzonej gitary, poprzez delikatne rozwinięcie, aż po "hałaśliwą" część późniejszą.
Jednym z moich faworytów tego albumu pozostaje "Faces Of Light". Rozpoczyna go prosta fortepianowa melodia, która ewidentnie z każdą sekundą brnie ku prześlicznej partii gitarowej, odpowiednio dopasowanej do głosu Barretta i towarzyszących mu dodatkowych zaśpiewów. Muzycy wykorzystali w brzmieniu tej kompozycji wszystko co obecnie jawi się nowoczesnością, plus tylko dobrze sobie znaną przebojowość.
Proszę się przyjrzeć również kolejnemu 11-minutowemu "Explorers Of The Infinite". Niesamowite wrażenie robi tu takie niby uczucie towarzyszenia kilku akustycznych gitar grających na raz, a zagranych przecież na ledwie tej jednej jedynej - Barrettowskiej. Nastrojowa zwrotka, melodyjny podniosły refren, dostojność Nolanowskich klawiszy, no i ta "mandolinowa" gitara, która nie opuszcza nas nawet na krok. Nie dziwi mnie, że muzycy grają to obowiązkowo na swoich ostatnich koncertach. To taki Pendragon w koronie.
Proszę posłuchać jak cudownie ta sama gitara maluje w "In Bardo", bądź jaką wielobarwność proponują "Faces Of Darkness" czy "For When The Zombies Come". To także są bardzo udane kompozycje. Nawet jeśli nigdy nie staną w równym szeregu z "It's Only Me", "Indigo", "Empathy" czy "The Green And Pleasant Land" (że posłużę się tylko tymi z ostatnich dwóch płyt) nie można im odmówić charakteru i swoistego uroku. Tak samo jak całej "Men Who Climb Mountains" - płycie bardzo udanej, nawet jeśli tym razem Pendragon nie wspięli się na samej góry szczyt.




Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP