piątek, 30 listopada 2012

moje "top 5" znienawidzonych polskich przebojów

Sporządzić listę ulubionych piosenek lub płyt, wydaje się rzeczą prostą. Gorzej, gdy przychodzi zastanowić się nieco wspak, i wybrać Top spośród dzieł nielubianych, lub wręcz znienawidzonych. Z doświadczenia także wiem, że zawsze człowieka jako istotę, interesują bardziej historie złe , niż właśnie te pozytywne. Gdybym w tym momencie ogłosił ranking na album roku, najprawdopodobniej na tym blogu wzięłoby w nim udział góra kilku stałych czytelników. Jako, że postanowiłem dzisiaj kilku dziełkom dokopać, liczę na zwielokrotniony odzew.
Bo zastanówcie się, czy kupując płytę w Allegro od sprzedającego pana "x" (vide "Mr.X" jako u Ultravox), sprawdzacie jego wiarygodność poprzez przeglądanie pięciu tysięcy pozytywnych komentarzy? Oczywiście, że o wiele bardziej podniecającymi wydają się być kropnięte od kilku wredniaków te negatywne. Podobnie jest z przeglądem wydarzeń w programach informacyjnych. Na pierwszy rzut idą tragedie, morderstwa, skandale, kłótnie sejmowe, itp...., a dopiero na szarym końcu w ramach ciekawostki podaje się dla przykładu, że pan Ziutek nie miał za co żyć, to mu się bractwo ze wsi zrzuciło na opał i żywność.
Idąc tym tropem, postanowiłem w ramach zabawy zestawić dzisiaj listę najbardziej znienawidzonych przez siebie pięciu polskich piosenek. I od razu słowo wyjaśnienia. Na pewno tych piosenek znalazłbym dużo więcej, lecz to właśnie o tych pamiętam zawsze, i nie musiałem się teraz nad ich wyborem ani chwili zastanawiać. Ponadto dodam, że zdaję sobie sprawę, iż są rzeczy jeszcze gorsze, jak choćby cały polish fuckin' hip hop lub disco polo. Jednak o tych "dziełach", wolałbym po prostu całkowicie zamilknąć, bojąc się, że zwymiotuję. Najlepiej byłoby całkowicie zapomnieć, lecz to bardzo trudne.
Życząc miłej zabawy Moi Drodzy, podaję poniżej swoją "piątkę", a Wy jeśli macie czas i ochotę, dopiszcie swoją. Tylko jedna prośba, niech to będzie maksymalnie "piątka", a nie np. "piętnastka", gdyż w taki sposób to i ja mógłbym sporządzić również "topową setkę", i nie byłoby końca.

mój "TOP 5" najbardziej znienawidzonych polskich przebojów (kolejność obowiązkowa):
1. FELICJAN ANDRZEJCZAK & BUDKA SUFLERA - "Jolka, Jolka Pamiętasz"
2. KAYAH & BREGOVIĆ - "Prawy Do Lewego"
3. FORMACJA NIEŻYWYCH SCHABUFF - "Lato"
4. ICH TROJE - "A Wszystko To Bo Ciebie Kocham"
5. ROBERT CHOJNACKI & ANDRZEJ PIASECZNY - "Niecierpliwi"

Podaruję sobie i Wam ewentualny komentarz do poszczególnych piosenek, gdyż mógłbym wejść niechcący na terytorium brzydkich słów i zarazem złego smaku, tak więc bez wylewności czy też przywoływania niemiłych wspomnień, postawię w tym miejscu "kropkę".

P.S. Acha, jeszcze tylko jedna uwaga. Proszę mi nie zadawać pytań w rodzaju "panie Andrzeju, a dlaczego...., przecież to nie są rzeczy najgorsze, więc o co panu chodzi...." Odpowiadam: "nie znam rzeczy gorszych".

====================================================================







Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl





środa, 28 listopada 2012

JADIS - "See Right Through You" - (2012) -

JADIS - "See Right Through You" - (JADISMUSIC) -  ***3/4



Jadis był jednym z tych zespołów w odnowicielskiej fali rocka artystycznego, który choć powstał w latach 80-tych, to zaistniał na dobre dopiero wraz z początkiem lat 90-tych. Kiedy to do głosu doszli także inni spadkobiercy twórczości po Genesis, Yes, Pink Floyd, Marilllion, i tym podobnych twórcach. Były to bardzo ciekawe czasy. Po jednej stronie rządził hałaśliwy i przybrudzony grunge, by po przeciwnej swą drugą młodość przeżywał nurt skazany nieco wcześniej na wieczne zapomnienie. Nurt, pukający do odbiorcy wrażliwego, melancholijnego, ceniącego sobie ponadto muzykę nieszablonową. Świetnie się wówczas miały grupy pokroju: Pendragon, IQ, Chandelier, Final Conflict, Aragon, i jeszcze tuziny podobnych, wśród których także znaczącą rolę pełnił również Jadis. Zespół dowodzony przez nad wyraz uzdolnionego Gary'ego Chandlera. Wokalistę, gitarzystę, okazjonalnego klawiszowca, a także, a może przede wszystkim - kompozytora, producenta, i aby nie było tego mało, dodatkowo jeszcze projektanta i wykonawcę albumowych i singlowych okładek grupy. Jednymi słowy - człowiek orkiestra. Dlatego, nie straszne wydają się w Jadis roszady personalne, do których w ciągu lat dochodziło, jak i fakt, że ze starego Jadis, obok lidera uchował się do dzisiaj jedynie perkusista Stephen Christey. G.Chandler jest niekwestionowanym mózgiem zespołu, a więc jego liderem, narratorem, biorącym za swe czyny pełną odpowiedzialność, podczas gdy jego koledzy, co może nieco nieelegancko zabrzmi, pozostają tylko sprawnymi odtwórcami pomysłów swego szefa.
Wczesne dzieła grupy , jak: "More Than Meets The Eye" czy "Across The Water", są albumami tak pięknymi, iż trudno mi oddać słowami wzruszenia jakich mi dostarczyły do tej pory. Nie pojmuję jak to możliwe, że taka muzyka nie dotarła do szerszego grona odbiorców. Po raz kolejny przemysł muzyczny udowodnił, że zakopać do grobowca wiecznej niepamięci prawdziwe arcydzieła, to najczęstsza sprawka niewielkiej grupki establishmentu fonograficznych "speców", u których poczucie dobrego smaku pozostaje tylko w sferze marzeń. Dlatego to cud, ze grupa Chandlera bez żadnego wsparcia, potrafiła przetrwać blisko dwadzieścia lat, po czym niestety wyczerpana brakiem sukcesu zmuszona była się rozwiązać, a teraz po blisko sześciu latach od tamtego wydarzenia, spróbować swych sił raz jeszcze. Realizując płytę pełną muzycznego bogactwa. Niezwykle poruszającą, piękną, sentymentalną i co ważne - bardzo melodyjną. Pomimo, iż owa "melodyjność", jest czymś zupełnie innym, niż ta standardowo pojmowana w piosenkach. Tutaj melodie układają się niczym kolory na płótnie wykwintnego malarza. By je dostrzec, należy poruszyć wodze fantazji i wyobraźni. Jadis zawsze dobijali się do takiego odbiorcy, choć na ostatnich dwóch / trzech płytach, nie wszystko było jak należy. Dlatego, nie obiecywałem sobie zbyt wiele po najnowszej płycie. A jeszcze dodatkowo źle nastawił mnie do tej muzyki pewien znajomy, który chyba nie przesłuchał dobrze tej płyty, i sprzedając mi ten oto egzemplarz, próbował mnie zniechęcić słowami: "kiepścizna". Na szczęście, zwykłem polegać na swoich uszach, a nie na recenzjach innych, czy tym podobnych "dobrych radach" przesłuchujących najczęściej płyty na kolanie.  Dzięki temu, i niech to zabrzmi nawet nieskromnie, jest mi dane doceniać tak śliczne, romantyczne i jesienne płyty jak właśnie TA.
Drodzy Państwo, "See Right Through You", jest płytą stworzoną do marzeń, rozmyślań, ale i także do ogrzania zziębniętych mroźną porą domowych murów. Jest płytą dla ludzi, którzy czynią wszystko, by życie nie uleciało im ot tak po prostu! Można nie lubić pełnego tęsknoty głosu Gary'ego Chandlera, można nie dostrzegać jego malowniczej gitary, czy jeszcze piękniejszych wygrywanych solówek. Można w chaosie dnia codziennego przegapić takie utwory jak: "You Wonder Why", "What f I Could Be There", "Learning Curve" czy "See Right Through You". Pewnie ,że można. Można przecież w ogóle przejść przez życie nie zauważając jeszcze wielu innych pięknych rzeczy po drodze.




Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl





poniedziałek, 26 listopada 2012

suplement do relacji z sobotniego koncertu Andrzejkowego w poznańskiej Arenie

Poniżej parę telefonicznych fotek z piątkowego Andrzejkowego koncertu w Arenie (PAPA D., SHEYLA BONNICK, SANDRA, SAMANTHA FOX). Relację napisałem trzy dni temu, także te kiepskiej jakości obrazki, są tylko suplementem.

jedyne zdjęcie z występu Pawła Stasiaka, czyli Papa D.


poniżej już tylko fotki z występu Samanthy Fox:







==================================================================






Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl





o najnowszym wydawnictwie LED ZEPPELIN, piórem nasza Słuchacza - Pawła Bąkowskiego




Poniżej zamieszczam recenzję napisaną przez naszego Słuchacza Pawła Bąkowskiego, który poprosił mnie o to kilka dni temu. Dla mnie z kolei, sporą frajdą jest zamieścić słowa napisane przez młodego człowieka o zespole, który miał przeogromny wpływ na wiele muzycznych pokoleń.

            "OSTATNI LOT ZEPPELINA"



LED ZEPPELIN - "Celebration Day" - (2012) -

Pamiętam bardzo wyraźnie atmosferę ekscytacji i niedowierzania, która towarzyszyła rozlicznym pogłoskom mówiącym o reaktywacji Ołowianego Sterowca, w składzie z synem niezapomnianego „Bonzo” na perkusji. Niemniej jednak, 10 grudnia 2007 roku, pogłoski przeistoczyły się w fakty i panowie Page, Plant, Jones oraz Jason Bohnam, wystąpili wspólnie na jedynym koncercie Led Zeppelin. Koncert ten odbywał się w londyńskiej O2 Arenie. Pięć lat później, wydarzenie to doczekało się oficjalnego wydawnictwa pod nazwą "Celebration Day". Owo wydawnictwo, dostępne jest na rynku w 9-ciu wariantach. Niemniej jednak chciałbym się skupić w tym miejscu, tylko i wyłącznie na muzyce zawartej na dwóch płytach kompaktowych.
Koncert rozpoczyna wiekowe "Good Times Bad Times", zagrane w sposób szlachetny i mocny. Jimmy Page czaruje swoją grą jak w najlepszych czasach, a śpiew Planta jest dojrzały. Niemniej jednak nie można oprzeć się wrażeniu, iż Robert Plant sprawia wrażenie onieśmielonego i z lekka skrępowanego pierwszym od 27 lat wspólnym występem z pozostałą dwójką kolegów.  John Paul Jones jest skupiony, powoli cyzeluje dźwięki gitary basowej. W późniejszych utworach, Jones czaruje swoją grą także na instrumentach klawiszowych. Jeżeli chodzi o partie perkusyjne wykonywane przez Bohnama juniora, to możemy śmiało stwierdzić iż jest on właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. Uderzenie i miłość do utworów Led Zeppelin ma podobną bądź taką samą jak ojciec, niemniej jednak nie możemy tutaj mówić o odtwarzaniu czegokolwiek. Każda perkusyjna zagrywka, nosi piętno oryginalnego stylu młodszego Bohnama. Owa charakterystyka poszczególnych członków zespołu pozostanie aktualna już do ostatnich minut tego wyjątkowego widowiska. Cały zespół w sposób mistrzowski będzie dawkował emocje serwując zestaw takich klasyków jak "Ramble On" - zagrany z większą finezją niż przed laty. Po "Ramble On", następuje eksplozja w postaci "Black Dog". Utwór ten, zagrany jest z niesamowitą werwą i energią. Czuję się wyraźnie, iż pomimo tak długiej przerwy, muzycy są w stanie czerpać radość ze wspólnego grania. Nawiasem mówiąc, po tremie wokalisty, o której wspominałem na początku, nie ma już śladu. Kolejnymi utworami serwowanymi przez artystów, są "In My Time Of Dying", "For Your Life" oraz "Trampet Under Foot". W pierwszych dwóch, pierwsze skrzypce odgrywa Page, który czaruje czy to techniką slide, czy też w tym drugim przypadku ostrym rockowym brzmieniem. Utwory takie jak "No Quarter" czy wspomniany wcześniej "Trampet Under Foot", należą bezapelacyjnie do Johna Paula Jonesa, który poprzez swoje partie klawiszowe, nadaje im niesamowity wymiar oraz swego rodzaju zmysłową tajemniczość. Pomiędzy wspomnianymi "Trampet Under Foot" a "No Quarter", lokuje się "Nobodys Fault But Mine" - z ciekawą partią Planta na harmonijce ustnej. Atmosfera wielkiej rockowej uczty nie opada ani na chwilę, każdy kolejny utwór jest świadectwem absolutnego geniuszu piątki występującej na scenie. W wiekowym "Dazed And Confused", Jimmy Page wykonuje niesamowite solo przy pomocy smyczka,  Plant urzeka dramatyzmem w głosie - jak za dawnych lat, a sekcja rytmiczna jak zwykle działa bez zarzutu. Po absolutnie zjawiskowym wykonaniu "Dazed..." , Zeppelini serwują tak niesamowite utwory jak "Stairway To Heaven", "Songs Remains The Same" czy "Misty Mountain Hop". Ukoronowaniem koncertu są trzy bisy: "Kashmir", "Whole Lotta Love" oraz "Rock And Roll".  Każdy z nich jest czymś niesamowitym. Osobiście największe wrażenie wywarł na mnie "Kashmir", wykonany niemalże w sposób kanoniczny z pasją i energią, której współczesne pseudo rockowe zespoły mogą Zeppelinom tylko zazdrościć rzecz jasna. "Whola Lotta Love", czy zamykający set "Rock and Roll", w niczym "Kashmirowi" nie ustępują. Reasumując, chciałbym stwierdzić, iż "Celebration Day" jest wspaniałą pamiątką dokumentującą jedno z najważniejszych wydarzeń popkulturowych ostatniego półwiecza. Muzyka brzmi naprawdę znakomicie. Wykonania poszczególnych utworów zawieszają poprzeczkę na poziomie nieosiągalnym dla współczesnych muzycznych celebrytów. Dla fanów Ołowianego Sterowca jest to tzw. „jazda obowiązkowa”. Gorąco polecam tą płytę nie tylko fanom Led Zeppelin, ale też wszystkim tym, którzy chcieli by rozpocząć swoją przygodę ze starym poczciwym rock and rollem, oraz wszystkim tym, którzy chcieliby poczuć wyjątkową atmosferę rockowego święta.


Paweł Bąkowski 


===================================================================


z cyklu: "mądrego i przyjemnie posłuchać" - zasłyszane od Mariana Opanii

 

Marian Opania:

"Komunizm nas tak nie podzielił jak Jarosław Kaczyński. Nie mogę jako osoba myśląca godzić się na udział w czymś takim, co sugerowałby, że w Smoleńsku doszło do zamachu. Ja Lecha Kaczyńskiego w filmie o katastrofie nie zagram."

 


===================================================================

Teoretycznie aktor, to taki zawód, który wymaga zagrania każdej powierzonej roli, niemniej jeśli owa rola uderza w czyjąś godność, bądź mocno kłóci się z "moralnymi zasadami" - należy odmówić.
Oczywiście, każdy powinien to zrozumieć. Rzecz jasna poza tymi, o których rzekł Pan Marian Opania. 







Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl


"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 25 listopada 2012 - Radio "Afera", Poznań, 98,6 FM

"BLUES RANUS" - zastępstwo za Krzysztofa Ranusa - godz. 21.00 - 22.00
program z 25 listopada 2012
RADIO "AFERA" 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl



TADEUSZ NALEPA - "Live 1986" - (1986) -
- Modlitwa

ROMUALD I ROMAN - "Z Archiwum Polskiego Radia, Vol.5 - Nagrania Radiowe Z Lat 1968-1976" - (2007) -
- Talizmany - {sesja z 1970 r.}

GARY MOORE - "Still Got The Blues" - (1990) -
- Too Tired

STEVIE RAY VAUGHAN and DOUBLE TROUBLE - "The Boxed Set!" - (2000) -
- Willie The Wimp - {previously unreleased - live} - recorded at the Mann Music Center, Philadelphia, Pennsylvania, 30.06.1987

ALVIN LEE - "Still On The Road To Freedom" - (2012) -
- Nice & Easy
- Back In 69

URIAH HEEP - "Wake The Sleeper" - (2008) -
- Tears Of The World

URIAH HEEP - "Sea Of Light" - (1995) -
- Time Of Revelation

PAUL RODGERS - "Muddy Water Blues - A Tribute To Muddy Waters" - (1993) -
- Good Morning Little School Girl (Part 2) - {na gitarze RICHIE SAMBORA}

THE ROLLING STONES - "Sticky Fingers" - (1971) -
- Bitch

===================================================================


"NAWIEDZONE STUDIO"
program z 25 listopada 2012
RADIO "AFERA" 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl



GREAT WHITE - "The Final Cuts" - (2002) -
- Bitches And Other Women

JEFF HEALEY - "Mess Of Blues" - (2008) -
- Shake, Rattle And Roll

CETI - "Czarna Róża" - (1989) -
- C.E.T.I'a
- Like An Eagle

SIRENIA - "The Enigma Of Life" - (2011) -
- A Seaside Serenade

SIRENIA - "The 13th Floor" - (2009) -
- Led Astray
- Sirens Of The Seven Seas

AMORPHIS - "The Beginning Of Times" - (2011) -
- Battle For Light
- Escape

MAGNUM - "So Let It Rain" - MAXI CD - (2012) -
- So Let It Rain - {full album version}
- Wild Angels - {live from Aschafenburg - Germany}

COLDPLAY - "Live 2012" - (2012) -
- In My Place
- Princess Of China - {feat. RIHANNA}
- Viva La Vida

QUEEN - "Bohemian Rhapsody" - SINGIEL CD okolicznościowy - (1991) -
- Bohemian Rhapsody (1975)

AEROSMITH - "Music Frrom Another Dimension!" - (2012) -
- Luv XXX
- Oh Yeah
- Beautiful

LED ZEPPELIN - "Celebration Day" - (2012) - 
recorded live December 10th, 2007, O2 Arena, London
- No Quarter
- Since I've Been Loving You
- Stairway To Heaven

NEKTAR - "A Spoonful Of Time" - (2012) -
- Riders On The Storm - {cover The Doors}

ANITA LIPNICKA - "Wszystko Się Może Zdarzyć" - (1996) -
- I Tylko Noce

COLIN MOLD - "Girl On The Castle Steps" - (2012) -
- Girl On The Castle Steps
- Realm Of The Free

STEVE HACKETT - "Genesis Revisited II" - (2012) -
- ...In That Quiet Earth - {instrumental} - m.in. na basie NICK BEGGS
- Afterglow - {śpiew JOHN WETTON}
- Entagled - {śpiew JAKKO JAKSZYK}

SUZANNE VEGA - "Retrospective - The Best Of" - (2003) -
- In Liverpool

JADIS - "See Right Through You" - (2012) -
- What If I Could Be There

SALLY OLDFIELD - "Femme" - (1987) -
- This Is My Song










Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl
 

piątek, 23 listopada 2012

Dobry koncert Sandry, lecz Samanthy Fox kapitalny !

Dzisiejszy dzień mienił mi się różnymi nastrojami. Spotkało mnie kilka miłych rzeczy, ale i nie zabrakło chwil , o których chciałbym zapomnieć. Na dokładkę powiem, że na Andrzejkowym koncercie w Arenie było podobnie.
Po powrocie z roboty do domu złapało mnie totalne przesilenie i niemal miażdżące zmęczenie. Dobiła mnie jeszcze kolacja, która wzmogła uczucie senności. Nie mogłem sobie na to pozwolić, ponieważ mniej więcej godzinkę później miał przyjechać po mnie Peter, który na ostatnią chwilę zdecydował się pójść także na koncert do Areny. Kupił bilet z samego rana, i zaproponował mi swoje towarzystwo, pomimo iż samo zaproszenie wręczył mi nieoceniony Sebastian Kończak z MC Radia (dziękuję Ci Sebcia!).  Z Radia, które notabene zorganizowało całą tę imprezę. Dzięki temu dowiedziałem się jeszcze kilku ciekawostek. Aby zatem dojść do jako takiej równowagi, zaaplikowałem sobie kilkunastominutową kąpiel w wannie (tak, w wannie - a nie pod jakimś koszmarnym prysznicem!!!), po czym strzeliłem sobie trzy głębsze, i wypiłem pół butelki Pepsi. Dopiero po tym wszystkim poczułem, że zaczynam wracać do żywych. Niestety nie miałem czasu (ani też specjalnej ochoty) by z całego tego dziwnego dnia, wyspowiadać się przed pewnym kolegą , przez co ten po prostu się na mnie obraził. Nie zapomnę tak propos, tego dzisiejszego podania sobie dłoni na niby przywitanie, a później tego obrócenia się do mnie tyłkiem. Trudno będzie zapomnieć.

O samym koncercie napiszę krótko.
Jako, że spóźniliśmy się nieco z Piotrkiem (vide - Peterem), niestety nie zobaczyłem mojego darczyńcy biletowego Sebastiana Kończaka w roli konferansjera. Czego cholernie żałuję, gdyż Sebcia na scenie czuje się jak ryba w wodzie. Do dziś pamiętam jego wodzirejowanie sprzed meczu Pucharu Polski Lech-Legia na Bułgarskiej. Było to kilka lat temu, no i na dokładkę jeszcze wygraliśmy wtedy 2:0. Nie to co teraz.
Załapałem się ledwie na cztery czy pięć piosenek Papa D., czyli na zespół Pawła Stasiaka i jego kompani. Miło zabrzmiały "Naj Story" czy "Kamikadze Wróć", ale nie wywołał we mnie ten mini występ jakiś szczególnych emocji. Choć przyznam, że jako młody człowiek lubiłem Papa Dance. Może dlatego, że ich muzyka fajnie komponowała się niegdyś z ładnymi dziewczynami, brudnymi ulicami, pustymi sklepami i kolorowymi dyskotekami.
Później już widziałem wszystko do samego końca, czyli do po pierwszej w nocy!
Jako druga wykonawczyni weszła na scenę Sheyla Bonnick, z dawnego Boney M., w towarzystwie dwóch wspomagających wokalistek i przepraszam za wyrażenie, pewnego afro-amerykanina (bo powiedzieć dzisiaj murzyn, równa się dostać w czapę - taki głupi ten świat), który robił za nędzną kopię zmarłego niedawno Bobby'ego Farrella. Grupa ta zaserwowała przeboje Boney M., ale nie tylko, albowiem wykonali jeszcze na przykład "One Way Ticket" - z rep.Eruption.  Żal pisać, co me oczy ujrzały, a uszy przecierpieć musiały. Kto to wpadł w ogóle na pomysł, by takie fajtłapstwo zaprosić.
Byłem mocno wynudzony, a czekałem w zasadzie tylko na Sandrę. Reszta zupełnie mnie tego wieczoru nie obchodziła. I tutaj zdarzył się cud ! Ale po kolei. Otóż, Sandra, która miała wystąpić jako czwarta, znaczy ostatnia, i jako gwiazda zarazem, została zapowiedziana jako trzecia !!!! Myślałem, że śnię, ale organizatorzy zmienili kolejność Samanthy Fox z Sandrą, ponieważ następnego dnia taki sam koncert odbyć się miał w Gdańsku, i ponoć Sandra  zażyczyła sobie roszadę, bo musi się wyspać! Na dokładkę dowiedziałem się, że Sandra ponoć za kulisami rżnie się na gwiazdę pierwszej wielkości, i dla przykładu podam z innego pola ciekawostkę, otóż organizatorzy musieli pani Sandrze wykupić w samolocie klasę business za 14 tysięcy złotych, a dla porównania taka Samantha Fox zgodziła się na przylot zwykłą linią za 800 złotych. Nie przeszkodziło mi to jednak wczuć się w cały dalszy przebieg koncertu. Przyznam, że podobał mi się występ Sandry. Nie zaśpiewała mego "Midnight Man", który traktuje przecież o mnie (ha ha ha), ale co tam, była ogromna paleta innych jej hitów, jak i także nowych piosenek. Co prawda około 3-4-tysięczny tłum bawił się w miarę poprawnie, ale ku memu zdziwieniu o wiele słabiej, niż na badziewiastej kopii Boney M. Ale to jeszcze nic. To co się wydarzyło chwilę później można nazwać skandalem nad skandalami. A winę za to ponosi sama publiczność. Niestety durna !!! Po koncercie Sandry większość zaczęła po prostu wychodzić. Po mniej więcej drugim, trzecim nagraniu, zrobiło się niemal pusto. Raptem w ciągu kilku minut wyszło w cholerę kilka tysięcy osób, a została garstka ludzi przed sceną i może kilkadziesiąt na koronce. A Samantha Fox rozkręcała się z każdą minutą, zatykając gębę nie tylko mnie, ale i tym, którzy jednak postanowili zostać do końca. Dziewczyna skakała po scenie niczym pchełka, a jej ciało wyginało się jakby było z gumy. Do tego doznałem szoku jak Ona świetnie śpiewa !!! Nie przesadzam - Artystka pełną gębą.  Absolutnie na najwyższym poziomie. Nie mniejsze wrażenie zrobił na mnie jej akompaniujący zespół. Gitarzysta i basista - kolesie , którzy wyglądali jakby grali w The Strokes, Kings Of Leon, The Vaccines czy Coldplay. Do tego dołóżmy sprawnego klawiszowca, perkusistę i dwuosobowy bardzo dobry żeński chórek. Jako, że banda prymitywów czekać by musiała półtorej godziny tylko na "Touch Me", bo nic innego ich już nie interesuje, to sobie poszli won, a ci co pozostali, mogli w nagrodę zobaczyć najlepszy koncert tego wieczoru. Co tam najlepszy - kapitalny!  Zaśpiewane, zagrane, zaaranżowane - wszystko na mega wysokim poziomie. Szybko zdałem sobie sprawę, że Sandra przegrała z Samanthą na całej linii. Kiedyś mocno lekceważyłem tę artystkę. Jakże mi teraz głupio. Byłem w jednej grupie z samcami prymitywami, dla których Samantha stanowiła tylko za dobre cycki i sympatyczny tyłeczek. Po dzisiejszym występie nie pozwolę nigdy nikomu powiedzieć o Samancie Fox złego słowa. Pomimo, iż nadal przecież jako kobieta - wygląda zajebiście!. A te dzisiejsze jej białe króciutkie spodenki, plus te białe adidaski, i koszulka UWAGA - z logo MOTORHEAD, plus symbolem grupy, czyli motorową głową - zrobiły spore wrażenie chyba nie tylko na mnie. Na dobitkę dodam, że poza trzema hitami jakie znałem, i kilkoma świetnymi piosenkami (o różnej stylistyce!) , które usłyszałem dzisiaj po raz pierwszy, Samantha dołożyła fajne covery, jak choćby "La Isla Bonita" - Madonny, "Sex On Fire" - Kings Of Leon, czy na ostatni bis "Rock and Roll All Nite" - KISS'ów.
W chwili, w której kończę pisać te słowa jest godzina 3.02. Jestem wykończony. Kładę się spać. Jutro wkleję kilka zdjęć, gdyż dzisiaj po prostu brakuje mi już sił.



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl 


 

czwartek, 22 listopada 2012

Złoty Krzyż Zasługi dla Grzegorza Kupczyka

Dzisiaj Polskę obiegła niesamowita wieść. Taka nawet na miarę Wydarzenia Roku !
Otóż, Proszę Państwa, Grzegorz Kupczyk zostanie 28 listopada br. uhonorowany w Poznaniu Złotym Krzyżem Zasługi za wybitny wkład w Kulturę Narodową. Nagroda zostanie przyznana przez Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego.
Po usłyszeniu tego pomyślałem: "nareszcie!". Ucieszyłem się z tego niesamowitego wyróżnienia dla Grzegorza Kupczyka, zupełnie tak, jakbym to ja sam został nią obdarowany.
Pragnę Grzegorzowi gorąco i serdecznie pogratulować. A czynię to słuchając sobie właśnie "Czarnej Róży" - kapitalnego debiutu CETI, którego polecam wszystkim lubiącym "dobre granie, dobre wymiatanie i rzecz jasna dobre śpiewanie". Numery typu: "C.E.T.I'a" , "Ogień i łzy" , "Na progu serca" czy "Like An Eagle" należy znać jak amen w pacierzu. Serio!

Kłaniam się uniżenie Grzegorzu - tak trzymać!
Pozdrawiam
Andrzej Masłowski



=========================================================================


Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl






kto mi wyciął ten numer? - czyli "niewidzialna ręka"

Niedawno w pewnym wpisie wspomniałem o "niewidzialnej ręce". Zjawisku rozpropagowanemu młodzieży doby socjalizmu, którą to młodzież uczono w "Teleranku" bezinteresownych dobrych uczynków względem ludzi starszych i często zniedołężniałych. Jako młody człowiek, słuchając co niedzielę tych mrożących krew w żyłach opowieści,  miałem także ambicję dokonać w swym życiu kilku równie porywających wyczynów, jak posprzątanie komuś ogródka, narąbanie drewna na opał, czy wymalowanie płotu. Po czym szybko dać nogę z miejsca zdarzenia, pozostawiając osobę obdarowaną wspomnieniem o ludzkiej szlachetności, z którą to ta musiałaby żyć w tej pięknej niewiedzy do końca swych dni. Niestety, moje raczej leniwe życie potoczyło się zgoła odmiennie, i zamiast być przykładnym chodzącym niebiaństwem, wyrosłem na kawał gnojka, który dla przykładu siadając w tramwaju na krzesełku, modli się, by mu obok nie stanęła sapiąca babcinka, która w taki przecież "delikatny" sposób, upomina się o ustąpienie ciężko zdobycznego wolnego miejsca. Dlatego, jako typ perfidny, siadam zawsze z dala od drzwi wejściowych, tak aby wcześniej ubiegli mnie z przykrym obowiązkiem ustąpienia wolnego ludzie młodszej daty, i co gorsza, często dobrze na tym wychodzę.
Pomimo całego skrywanego w sobie chamstwa, niestety brak mi asertywności. Bo na przykład, zdarzyło mi się niedawno, że w jednym z megasamów stałem grzecznie w kolejce do kasy, z solidnie załadowanym koszykiem sprawunków. W pewnej chwili stanęła za mną niewiasta, której mocno się spieszyło, a w jej małym koszyczku walały się dwa, może trzy drobne artykuły. Widząc jej niecierpliwe wiercenie, spoglądanie do tyłu, na bok, pomyślałem, że na pewno zaraz będzie próbowała się wedrzeć przede mnie. W środku duszy zacząłem nawet szeptem układać myśli, typu: "kurde nie daj się!". Nie wpuszczaj babsztyla choćby nie wiem co. Im to się zawsze wszędzie spieszy. A ty baranie (mówiąc już do siebie) będziesz stać upocony, bo "pinknej kobitce" ulegniesz jak cię znam. Ale nie, oj nie znasz mnie bratku. Skończyły się te czasy. Nie wpuszczę, choćby mnie prosiła na kolanach. Przede mną stojący ludzie właśnie skończyli zakupy, i regulowali należność. Zaczynają zatem ostro upychać zakupy po siatkach, no i przychodzi moja kolej. Już mam wyciągać swe zdobycze na jeżdżącą ladę, a tu zza pleców dobiega mnie delikatny głosik: "przepraszam kochaniutki, mogę? Mam tylko te drobiażdżki, a już jestem spóźniona....". Nie zdążyłem nawet pomyśleć, a mój bio-automat rzucił za mnie: "oczywiście, nie ma problemu, proszę bardzo". Poczułem się taki fajny, że niby dobry to uczynek. Rozejrzałem się dookoła i zobaczyłem raptem skupiony wzrok pewnej kobiety na mnie. Bynajmniej wcale serdecznością mnie za to nie oklaskiwał. Pomyślałem: "widzisz, śmieją się z ciebie, żeś frajer, bo nikt tak dzisiaj nie postępuje, o czym sam teoretycznie nawet niby dobrze wiesz. A  teraz dałeś się nabrać, pomimo obietnic, że niby absolutnie nie , boś ty twardziel bez znieczulenia".
Ale po co ja to wszystko napisałem? Ach tak, już wiem. Bo wiecie co moi Drodzy, otóż wczoraj spotkało mnie coś, co w takiej formie (o  której właśnie poniżej) nie spotkało mnie jeszcze nigdy, a w skali miłych uczynków spotyka także rzadko - pomimo iż jednak spotyka!  Podaruję sobie w tym momencie jednak przykładów opartych na konkretnych personaliach, by nie wyjść na lizusa, lub ewentualnego żebraka, a ponadto nie wyzwolić złych myśli u zazdrośników - albowiem tych jakoś bywa najwięcej.
Przychodzę wczoraj po robocie do domu, myślami jestem już przy gorącej misce jadła, no ale najpierw trzeba zrzucić z siebie ciężką katanę, szal, rozsznurować obuwie, a jeszcze torbę rżnąć w kąt. Już chciałem do łazienki , by obmyć łapska, ale patrzę, na kanapie leży zaklajstrowana biała koperta. Gładka, bez naklejonego znaczka, bez stempla, bez żadnej nalepki, ot po prostu śnieżno biała, i tylko napisane: "Sz.P. Andrzej Masłowski.....". Zapytałem jeszcze przed jej otwarciem żonki: "a cóż to?". "Nie wiem" - padło z jej ust. "Była w skrzynce" - dodała po chwili. Myślę, nie otwieraj - może jaka bomba! Filmy sensacyjne nauczyły mnie , by nie otwierać podejrzanych pakunków. Jedynie w asyście brygady antyterrorystycznej, a raczej saperskiej. Ale myślę, zaryzykuj, raz kozie śmierć. W końcu i tak co najpiękniejsze w życiu, to już masz za sobą. Otwieram kopertę, zamykam oczy, słyszę: "ciszę", a więc nie wybuchło! Rany Julek - przeżyłem. Z lekkim dreszczykiem emocji zaglądam do środka, a tam... No właśnie, zobaczcie na zdjęciu sami. To jest "real photo". Niewidzialna Ręka podrzuciła mi najnowszy Coldplay (CD+DVD). Nowiuśki Coldplay, który premierę swą miał raptem kilka dni temu!!! Ktoś mi to podarował. Na odwrocie koperty ów Anonim (vide "niewidzialna ręka") podpisał się: ":)" .  I tyle.  A teraz się bracie głów do końca swych dni, kto ci "ten numer" wyciął. !!! Prezent, no bosko, a jeszcze lepiej , że wymarzony. Z tym, że nikomu o tym marzeniu przecież nie mówiłem. "Niewidzialna Ręka" wzięła to ryzyko na siebie.
Serce waliło mi z podniecenia jeszcze długo. A później na wieczornym spacerze dochodziliśmy z żoncią, niczym porucznik Columbo, kto by tak mógł, a kto raczej nie. I nic nie wymyśliliśmy. Zapewne mógł to być prezent akonto imienin, ale do tych jeszcze trochę czasu. Z tego wszystkiego, zostałem z tym upominkiem sam na sam. I z myślami , od kogo to? Żoncia powiedziała mi jeszcze: "widzisz, ktoś cię musi bardzo lubić". No właśnie, jak to możliwe? Ktoś mnie aż tak lubi? Oprócz wydania niemałej forsy, "niewidzialna ręka" musiała przecież jeszcze zainwestować w czas, a ponadto w bąbelkową zaklejaną kopertę, i jeszcze dostać się do mojej skrzynki pocztowej. No a wcześniej zapewne wciskając guzik od domofonu, nakłamać jakiemuś sąsiadowi, że jest pocztylionem lub roznosicielem ulotek. Bo inaczej pewnie by nie wszedł na klatkę schodową. A tak, to proszę, można być "niewidzialną ręką" w dosłownym słowa tego znaczeniu. Najgorsze jest co innego. Teraz będę musiał uważać na każdego w gronie swych znajomych i przyjaciół, gdyż każdy z nich przecież mógł mi wyciąć "ten numer". A może jeszcze ktoś inny?. Ktoś, kogo mogę koniec końców w ogóle nawet nie brać pod uwagę.
Jeśli "ten ktoś" czyta tego bloga, to chciałbym mu po prostu pięknie podziękować!



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl 



środa, 21 listopada 2012

w najbliższą niedzielę o godzinkę dłużej


Noga Krzysztofa Ranusa wciąż nie doszła jeszcze do pełni sprawności, tak więc również w najbliższą niedzielę, tj.25 listopada, nie będzie On mógł poprowadzić swojego "Blues Ranus". Poproszony zostałem przez Krzysztofa o pogranie za niego przez godzinkę, tak więc niniejszym zapraszam już od 21-szej.









Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl

poniedziałek, 19 listopada 2012

"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 18 listopada 2012 - Radio "Afera", Poznań, 98,6 FM

"NAWIEDZONE STUDIO"
program z 18 listopada 2012
RADIO "AFERA" 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl






MEAT LOAF - "Blind Before I Stop" - (1986) -
- Rock'n'Roll Mercenaries - {duet with JOHN PARR}

BON JOVI - "The Circle" - (2009) -
- We Weren't Born To Follow

BON JOVI - "Slippery When Wet" - (1986) -
- I'd Die For You
- Wild In The Streets

ALVIN LEE - "Still On The Road To Freedom" - (2012) -
- Save My Stuff
- I'm A Lucky Man

URIAH HEEP - "Into The Wild" - (2011) -
- Believe

RICHIE SAMBORA - "Aftermath Of The Lowdown" - (2012) -
- You Can Only Get So High
- World

RICK SPRINGFIELD - "Rick Springfield's Greatest Hits" - (1989) -
- State Of The Heart - {oryginalnie na LP "Tao", 1985}

RICK SPRINGFIELD - "Songs For The End Of The World" - (2012) -
- A Sign Of Life
- My Last Heartbeat

NEKTAR - "A Spoonful Of Time" - (2012) -
- Wish You Were Here - {cover Pink Floyd}
- Can't Find My Way Home - {cover Blind Faith}
- Blinded By The Light - {cover Manfred Mann's Earth Band}

HEAVEN AND EARTH - "Windows To The World" - (2000) -
- Dogs Of War
- If Only Love
- Years Gone By

THE ENID - "Tears Of he Sun" - (1999) -
- Song For Europe

JADIS - "See Right Through You" - (2012) -
- You Wonder Why

GARY BROOKER - "No More  Fear Of Flying" - (1979) -
- Say It Ain't So Joe

STEVE HACKETT - "Genesis Revisited II" - (2012) -
- The Lamia
- Fly On A Windshield
- Broadway Melody Of 1974

TOTO - "Fahrenheit" - (1986) -
- Lea
- Don't Stop Me Down

MICK HUCKNALL - American Soul" - (2012) -
- The Girl That Radiates That Charm

NENA - "Nena feat. Nena" - (2003) -
- Leuchtturm (new version)

SANDRA - "The Long Play" - (1985) -
- Little Girl

SANDRA - "Close To Seven" - (1992) -
- Don't Be Aggressive
- I Need Love
- No Taboo

LIMAHL - "Colour All My Days" - (1986) - zagrane z LP
- Love In Your Eyes
- Tonight Will Be The Night
- Don't Send For Me
- Inside To Outside

TEN - "Heresy And Creed" - (2012) -
- The Last Time





 
Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl

niedziela, 18 listopada 2012

DARE - "Calm Before The Storm 2" - (2012) -

DARE - "Calm Before The Storm 2" - (LEGEND) -  ***1/2



Darren Wharton nie chciał być jedynie klawiszowcem słynnych Thin Lizzy, i pozostać w cieniu jego słynnego lidera Phila Lynotta. Dlatego w drugiej połowie lat osiemdziesiątych powołał własny zespół, nadając mu nazwę Dare, będącą skrótem od jego imienia. Zespół powstał jeszcze za życia Phila Lynotta, a sam Darren Wharton pragnął bardzo, by ten pierwszy wystąpił kiedyś gościnnie na płycie jego nowego zespołu. Co podkreślał niejednokrotnie w wywiadach. Niestety jak wiemy, nie starczyło czasu.
Z początku Dare marzyli o podbiciu Europy (album "Out Of The Silence", 1988), wplatając do solidnego hard rocka elementy folku Wysp Brytyjskich. Po odniesieniu umiarkowanego sukcesu, apetyt Whartona i jego kolegów sięgnął lądu zza oceanicznego (album "Blood From Stone", 1991), który idealnie skomponował się z komercyjno-metalowymi grupami typu Whitesnake, Def Leppard, Kingdom Come czy Bonfire - bijącymi wówczas rekordy powodzenia. Niestety, choć obie płyty były znakomite, to nie wpasowały się idealnie w czas, ani w gusta odbiorców. To podcięło skrzydła Whartonowi, który rozwiązał Dare na długich siedem lat, a gdy po nich powrócił, przedstawił nowych muzyków, jak i niemal całkiem odmienione muzyczne oblicze swego nowego tworu. Muzyka Dare została całkowicie wyzbyta metalowego czadu. Ponadto maestro oszlifował ją z jakiejkolwiek drapieżności, proponując repertuar melancholijny, tylko lekko podbarwiony i przybrudzony siłą rocka. Nowe utwory bardziej przypominały irlandzkie szanty lub pochwalne pieśni rodem z pięknej Zielonej Krainy. Krainy, zewsząd otoczonej wodami, będącej samej w sobie poetyckim natchnieniem do tworzenia niekończącej się ilości serenad. I choć to co napisałem przed chwilą może wzbudzić grymas na twarzach ortodoksyjnych wyznawców rocka, to odpuszczenie sobie muzyki tego zespołu, nie posłuchawszy go, będzie frajerstwem samym w sobie.
Od czasu "Calm Before The Storm", powstały jeszcze trzy kolejne podobne dzieła. Mało tego, śmiem twierdzić, iż najpiękniejszym z nich jest "Beneath The Shining Water" (2004), ale to właśnie "Calm Before The Storm" (1998) zdobyło największe uznanie wśród fanów grupy, jak i u samego jej lidera. Stąd też nietrudno zrozumieć, dlaczego "tej płyty" słuchamy ponownie po 14 latach . Tak oto powstał sequel o nazwie "Calm Before The Storm 2", choć gdy na pierwszy rzut oka tytuł zasugerować może całkiem nowe kompozycje tylko nawiązujące do "jedynki". Szkoda nawet, że tak się nie stało. Bywały przecież cuda w przeszłości, jak choćby piękne "Tubular Bells 2" - Mike'a Oldfielda, ale i także pamiętajmy wtopy, jak chociażby "Oxygene 7-13" - J.M.Jarre'a.  Przykładów można by mnożyć, ale nie w tym rzecz.
Dwójka "Calm Before The Storm" jest równie piękna co jej pierwowzór. Pełna uniesień i poetyki. Nietypowa rockowa sztuka zyskuje tutaj miano arcydzieła, bo tylko skamieniałe serce może pozostać zobojętniałe na takie granie. Delikatny, z lekka zachrypnięty, ale i czarujący przy okazji śpiew Whartona, wydaje się być idealnym balsamem na ogólną nerwowość czasów obecnych. Słuchając muzyki Dare, można zapomnieć o panoszącym się złu na tym świecie, o wojnach, tragediach,... Za to poruszając wyobraźnię, łatwo jest za jej pomocą przenieść się do krain wciąż nieodkrytych.
Nowe wersje piosenek, czy to "Walk On The Water", "Someday", Crown Of Thorns", "Cold Wind Will Blow", "Deliverance", czy wszystkich pozostałych, pozostają niemal bliźniacze i wydają się być znane od zawsze. Nawet jeśli ich czas trwania różni się od poprzedniczek, bądź z lekka zmienione aranżacje wprawiają nas w niewielkie i chwilowe zakłopotanie. Także przecież okładka idealnie pasuje do wszystkiego o czym sobie teraz rozmawiamy.
Można żałować jedynie, że zabrakło w tym zbiorze miejsca dla nowych wersji "Still In Love With You" czy dla "Run To Me" (znanej z edycji Japońskiej), ale nie upatrywałbym tego jako strat okrutnych. Zawsze możemy przecież powrócić do starszych płyt. Poza tym, grupa najwyraźniej (a raczej chyba jej lider) nie miała ochoty odtwarzać wszystkiego idealnie toćka w toćkę. Co nawet zasługuje w mych oczach na pewnego rodzaju komplement.
Absolutnie przepiękna płyta. Nie bójmy się tych słów. Nawet, pomimo braku jakichkolwiek zaskoczeń.



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl 

sobota, 17 listopada 2012

ALVIN LEE - "Still On The Road To Freedom" - (2012) -

ALVIN LEE - "Still On The Road To Freedom" - (RAINMAN, INC.) - ***1/2



Kiedyś nazywano go najszybszym gitarzystą świata. Zapewne z powodu ultra szybkiej solówki w "I'm Going Home" - kompozycji grupy Ten Years After, której to grupie Alvin Lee w tłustych dla niej latach przewodniczył. Było to nieco ponad czterdzieści lat temu, a więc w czasach, w których wielu "grajków" nieźle wycinało na gitarach - jak choćby Jimi Hendrix, Jimmy Page czy Jeff Beck. A jednak, pomimo upływu tylu lat, nadal - myślisz najszybszy - mówisz Alvin Lee.
Dziś ten blisko 70-letni dżentelmen, nigdzie się już spieszyć nie musi. Od lat tworzy zresztą w cieniu dawnego blasku jupiterów, bez swoich trzech byłych partnerów z Ten Years After, którzy ambitnie nadal ciągną wózek o tej szlachetnej nazwie. I wszystko wydaje się być w porządku. Dzisiejsze Ten Years After wciąż przyjemnie kołysze stare ciała swych fanów, pomimo iż o wypiekach na ich twarzach raczej jednak mowy już nie ma.  Z kolei Alvin Lee, bawi się teraz muzyką ile wlezie. Troszkę nawet eksperymentuje, i to z klimatami, których niegdyś z różnych powodów zbyt często nie tykał.  Jednak przede wszystkim, tworzy co chce i jak chce. Bez niczyjej ingerencji. A to oznacza pełne wyzwolenie. O tym marzy bardzo wielu artystów, lecz niestety tylko część z nich może sobie na to pozwolić - jak właśnie Alvin Lee.
Jego najnowsze dzieło "Still On The Road To Freedom", ewidentnie nawiązuje do debiutu (swą okładką także), powiedzmy że "solowego", jakim było "On The Road To Freedom" (1973) - nagrane z dawnym gwiazdorem amerykańskiego rocka Mylonem LeFevre'em. Tamta płyta świeciła świetną muzyką, ale i znakomitą gwiazdorską obsadą (m.in: Mick Fleetwood, Steve Winwood, Jim Capaldi, Boz Burrell). Teraz na jej kontynuacji, blasku gwiazd być może zabrakło, za to ustabilizował się silny skład spleciony z muzyków doświadczonych i solidnych (jak chociażby perkusista Ian Wallace, czy choćby klawiszowiec Tim Hinkley).
Na repertuar albumu złożyło się 13 kompozycji, plus 14-ta ukryta (króciutka, instrumentalna, na gitarę akustyczną). Kompozycji swobodnych, nieszybkich, a także zupełnie nieostrych. Za to, pokrytych bluesem ("Save My Stuff", ponadto uroczo prymitywny "Blues Got Me So Bad", czy "Back In '69" - w takim nieco Dylanowskim klimacie), r'n'rollem ("I'm A Lucky Man", plus instrumentalny "Down Line Rock" ), psychodelią (piękna ballada tytułowa ), a czasem i nawet country-rockiem ("Walk On, Walk Tall",a i również "Nice & Easy"- utrzymanym w stylu J.J.Cale'a), bądź z lekka przypominając dawne Ten Years After (choćby w "Listen To Your Radio Station", czy za sprawą kontynuacji klasycznego "Love Like A Man" - z obowiązkowym numerkiem "2"), nie uciekając także od flirtu z rytmami funky (w "Rock You").
Na całej płycie rządzi niemal niepodzielnie podstawowa sekcja rockowa, czyli gitary, bas, perkusja, które bywają wspomagane partiami organowymi, jak i okazjonalną harmonijką zainstalowaną na ustach samego mistrza.
Wszystkie kompozycje popełnił także sam Alvin Lee. I są to rzeczy, raczej ku memu smutkowi - zbyt krótkie. Albowiem, najkrótszy utwór trwa półtorej minuty, a najdłuższy ledwie minut cztery i pół.
Skłamałbym także pisząc, że płyta ta jakoś szczególnie mnie zachwyciła czy uwiodła. Absolutnie nie. Nie ma na niej niestety choćby jednej perły na miarę "The Bluest Blues", tak więc serce z zawiasów nie wyskakuje. A jednak całości słucha się z nieukrywaną przyjemnością. Mimo wszystko, brak także tutaj i jakiś gniotów, a więc suma sumarum, miło jest posłuchać "tego" głosu, i "tej" gitary, w kompozycjach, które także od razu słychać, iż skomponowała "ta", a nie inna ręka.



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl 

środa, 14 listopada 2012

podejrzane z ukrycia...

Nasz Czytelnik Hubert, podjął ciekawy wątek w swoim wpisie pod ostatnią rozpiską z Nawiedzonego Studia. Hubert jest miłym człowiekiem o dobrym sercu - na ile go znam. I widzę, że ujął wielu z Was tymże wpisem. To bardzo dobrze. Cieszy mnie, że tak myślicie. Bo wiecie, ja znam takiego sprzedawcę w pewnym sklepie, w pewnym mieście naszego pięknego kraju, który nie ma wokół siebie aż tylu dobrych serc. A to nie jest wcale zły człowiek, choć wielu tak o nim myśli. Mimo to, odwiedzają go kumple, znajomi,... Przychodzą do niego, by mu poopowiadać o swoim niesamowitym życiu. Przychodzą, by pochwalić się swymi zdobyczami, trofeami, często nie zastanawiając się ,że u tego człowieka jest także nie mniej świetnej muzyki. Ale oni u niego niczego nie szukają. Nie próbują nawet. Być może z jakiś innych powodów nie smakuje im kupowanie u tego człowieka. Nie wiem, nie znam się na psychologii. Ale zastanawiam się dlaczego mają potrzebę mu opowiadać o sobie, nie interesując się w zamian jego życiem. Nie chcąc także dołożyć od siebie przysłowiowej cegiełki szczęścia do jego przetrwania. A przecież jest tam u niego tyyyllleeee płyt. Często tak Świetnych , że ach!!! . Dziwne to, ale patrzę na to wszystko i coś pojąć nie potrafię. Świat muzyki jest przebogaty, a płyty dzisiaj często tanie. Naprawdę. Wystarczy sięgnąć okiem, i samemu znaleźć, zamiast zadawać tuziny zbędnych pytań. Dlaczego więc łatwiej kupuje się w jakimś drogim empiku, czy tym podobnym sieciowym molochu, a w tym jego małym sklepiku choć wala się na półkach sporo płyt, których w tamtych sklepach często nie ma, to jednak kupowanie w qlturalnym empiku, lub wcale nie takim często tanim internecie (jak powszechnie się uważa!) sprawia ludziom większą frajdę od choćby jednej płyty wynalezionej u ich kolegi (znajomego). Nie wiem dlaczego tak jest?  Szkoda mi tego gościa, bo zapewne jutro lub pojutrze, znów go odwiedzą kumple (bądź po przeczytaniu tego wpisu sam pogrzebię niechcący sprzedawcę biedaczychę)- z niepotrzebnymi mu do szczęścia wieściami o ich zdobytych skarbach. A jego sklepowe skarby z kolei, nadal będą kurzyć się na niechcianych i zapomnianych półkach.
Ten wpis dołożyłem z potrzeby serca. Nie wymaga on komentarzy, a raczej refleksji.









Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl

wtorek, 13 listopada 2012

URIAH HEEP zagrają w Poznaniu 3.XII.2012. Ostatnie bilety po 90 zł !!!

URIAH HEEP zagrają w Poznańskim "Eskulapie" 3 grudnia 2012 r. Będzie to pierwszy w historii koncert zespołu w Poznaniu, choć rzecz jasna nie pierwszy w Polsce w ogóle.
Do 18 listopada bilety kosztować będą 90 zł, a od 19 listopada cena biletu wzrośnie do 110 zł, tak więc ostatnia szansa do końca tego tygodnia, by nie przepłacać.

Warto także dodać , iż dzień wcześniej, tj. 2 grudnia, grupa wystąpi w Bielsko-Białej w klubie "Klimat".
Wszelkie informacje o Polskiej trasie Uriah Heep dostępne są na stronie Organizatora:  www.ranus.pl

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------










Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl


poniedziałek, 12 listopada 2012

"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 11 listopada 2012 - Radio "Afera", Poznań, 98,6 FM

"NAWIEDZONE STUDIO"
program z 11 listopada 2012
RADIO "AFERA" 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

"BLUES RANUS" - zastępstwo za Krzysztofa Ranusa



TEN YEARS AFTER - "Live At The Fillmore East" - (2001) -
recorded at the Fillmore East on 27 & 28 February 1970
- Love Like A Man

URIAH HEEP - "Celebration" - (2009) -
- Sunrise
- Look At Yourself

CANNED HEAT / HENRY VESTINE - "I Used To Be Mad (But Now I'm Half Crazy)" - (1981) -
- On The Road Again

BLOODROCK - "U.S.A." - (1971) -
- Crazy 'Bout You Babe

HUMBLE PIE - "Humble Pie" - (1970) -
- One Eyed Trouser Snake Rumba

AEROSMITH - "Get Your Wings" - (1974) -
- Spaced

LED ZEPPELIN - "BBC Sessions" - (1997) -
- Black Dog - {Paris Theatre, London, 1.04.1971}

GARY MOORE - "Blues For Jimi" - (2012) -
recorded live at the London Hippodrome, 25.10.2007
- Foxey Lady

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

"NAWIEDZONE STUDIO"










ZZ TOP - "La Futura" - (2012) -
- I Don't Wanna Lose, Lose,, You

ALVIN LEE - "Still On The Road To Freedom" - (2012) -
- Still On The Road To Freedom
- Listen To Tour Radio Station
- Love Like A Man 2

KEITH RICHARDS - "Talk Is Cheap" - (1988) -
- Take It So Hard

RICK SPRINGFIELD - "Songs For The End Of The World" - (2012) -
- I Hate Myself
- You & Me

RICHIE SAMBORA - "Aftermath Of The Lowdown" - (2012) -
- I'll Always Walk Beside You

MANOWAR - "The Lord Of Steel" - (2012) -
- Manowarriors

TEN - "Heresy And Creed" - (2012) -
- Raven's Eye

DARE - "Calm Before The Storm 2" - (2012) -
- Deliverance

TASTE - "Taste" - (1969) -
- Blister On The Moon
- Born On The Wrong Of Time

CREAM - "Disraeli Gears" - (1967) -
- Strange Brew

ROBIN TROWER - "Caravan To Midnight" - (1978) -
- My Love (Burning Love)
- Caravan To Midnight
- I'm Out To Get You
- Sail On

KROKODIL - "An Invisible World Revealed" - (1971) -
- Lady Of Attraction

RAY CHARLES - "The Very Best Of - Georgia On My Mind" - (1994) - kompilacja
- Lonely Avenue - {kompozycja Doc Pomus, 1956}

MICK HUCKNALL - "American Soul" - (2012) -
- I'd Rather Go Blind
- Lonely Avenue
- Don't Let Me Be Misunderstood
- Hope There's Someone

ARRAKEEN - "Patchwork" - (1990) -
- Le Monde Du Quoi

THE PINEAPPLE THIEF - "All The Wars" - (2012) -
- Last Man Standing
- All The Wars
- Build A World

ANANKE - "Shangri-La" - (2012) -
- Lustra

JADIS - "See Right Through You" - (2012) -
- More Than Ever
- Learning Curve

IQ - "Frequency" - (2009) -
- Closer

ELOY - "Silent Cries And Mighty Echoes" - (1979) -
- The Apocalypse
a) Silent Cries Divide The Nights
b) The Vision - Burning
c) Force Majeure

KANSAS - "Audio-Visions" - (1980) -
- Hold On

MUMFORD & SONS - "Babel" - (2012) -
- Below My Feet

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------









Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl


sobota, 10 listopada 2012

o drogach - głównie tych do szczęścia

Stale się narzeka na nasze drogi, a raczej na ich brak. A ja gdziekolwiek się nie ruszę, to napotykam nie tylko na nowe drogi, ale i chodniki, a nawet drogi szybkiego ruchu. Z moją żoncią odkryliśmy niedawno kolejną takową. Nazywa się S5, i prowadzi z Franowa do Gniezna. A może nawet jeszcze dalej? Tego już nie wiem, bowiem w Gnieźnie robimy zawsze obowiązkową wysiadkę.  Ale wiem jedno, w tamtym rejonie panuje jeden wielki plac budowy. Ślimaki, zjazdy, podjazdy, na dół, pod górę, na lewo i prawo,... Stoją spychacze,, traktory, kolosy ciężarówki, itd...  Niedawno jechałem w kierunku na Nowy Tomyśl, i do granic Otowa piękna droga z powstałymi rozgałęzieniami. Jechałem do Łodzi, a tam pędzi autostrada. Do Warszawy też takowa jest. Fakt, obie płatne, ale gdzie nie są płatne, jedynie w Niemczech. A to w końcu najbogatszy kraj w Europie, obok nieco skromniejszej Francji. Także, nie dziwne. Nie jest zatem źle, a nawet powiem więcej - jest dobrze. Co nie zmienia faktu, że znajdą się marudy, którym zawsze w dupskach źle.
Żonka uświadomiła mi, że jutro święto "marcińskie", i że powinienem kupić sobie na jutro napoje i łakocie, bo jak stwierdziła: "jutro wszystko pozamykane - nic nie kupisz". Zaproponowałem, podskoczmy zatem do Carrefoura, to przy okazji zajrzę sobie do Saturna po nową płytę Aerosmith. Podjeżdżamy na parking, a tam nie ma gdzie szpilki wetknąć. Myślę, kurcze co się dzieje, wojna nadchodzi czy co? Otóż nie Drodzy Państwo, wszyscy ruszyli do sklepów po zapasy.  Koszyki napchane po menisk wypukły, wszystko się przelewa, i pędzą ludziska, i gonią, nie mając ni chwili na uśmiech czy życzliwe spojrzenie. Obrazek jawił się tylko jeden - otóż, wkurwiony świat zapierdalał, by lodówki załadować, bo jutro święto!. Gdyby to była normalna niedziela, wszystkiego by im starczyło, ale nie - jutro święto, więc trzeba zrobić zapasy. Wyglądałem jak kosmita z dwupakiem Pepsi i dwoma cytrynowymi piwami przy kasie. Patrzyli na mnie wszyscy "normalni" jakbym z Saturna spadł, bo dzisiaj wypadało napierdolić do koszyka chlewu za przynajmniej trzy stówy. A ode mnie pani poprosiła ledwie dwadzieścia złotych.
Odwiedziłem na pięterku Saturn. Tam też, wszyscy gdzieś pędzą, ocierają się o siebie, i potykają wzajemnie także. Nerwowo jakoś. Myślę, weź co trzeba i spadaj człowieku do domu, bo cię staranują.  I tu ocieram się o coś nietypowego dla dzisiejszych realiów, otóż wyłania się zza regałowego zaułka Pani Asia z działu muzycznego, i wita mnie z uśmiechem na twarzy, dodając: "panie Masłowski, dużo fajnych płyt, proszę zobaczyć - jest to, jest tamto,..." . Inny świat myślę.  Są jeszcze normalni ludzie. A co gorsza - sympatyczni! Nie uczą tego w dzisiejszych szkołach. A szkoda, gdyż to coraz rzadszy obrazek na gruncie prozy życia. Na szczęście Pani Asia jest pozytywna, i tak trzymać Pani Asiu!  Ale Pani Asia zapytała mnie jeszcze, widząc mój błąkający wzrok po dziale z nowościami: "czego pan tak wypatruje?", na co ja: "nie powiem :-), lubię sam znaleźć. Wolę na końcu usłyszeć, że nie ma". Nie znalazłszy, w końcu się poddałem i zapytałem: "najnowszy Aerosmith, w wersji limitowanej z dodatkowymi trzema numerami, czyli edycja 2 CD + DVD ?". No i padło czego nie chciałem: "aaa to Sony nawalili w tym tygodniu, poprzysyłali to i tamto, a nie dosłali Celine Dion i Aerosmith także. Na pewno dojedzie na poniedziałek lub wtorek. Odłożę panu".  No dobra pomyślałem, ale co wyjdę ze sklepu płytowego z pustymi rękoma? Skądże, głupio jakoś. Tyle płyt, wstyd niczego nie znaleźć. Każdy kto kocha muzykę zawsze pokus ma wokół zbyt wiele. Rzut okiem ponownie na nowości - i jest! - nowy Mick Hucknall. Super! Myślałem o tej płycie, no więc skoro się właśnie trafiła - biorę!
Ledwo wróciłem do domu, biorę telefon do ręki, patrzę, a tam znajomy Pan Sławek napisał, że na TVP Kultura właśnie leci film o Judas Priest. A konkretnie historia ich kapitalnej płyty "British Steel". Cóż, załapałem się ledwie na dziesięć minut. Dobre i to. Zawsze miło popatrzeć, posłuchać,...
Po wieczornym spacerku włączyłem raz jeszcze na tę samą stację, by obejrzeć już w całości kapitalny koncert Rory'ego Gallaghera z Montreux, z 1994 roku. Ależ Rory miał tam formę niesamowitą. Wierzyć się nie chce , że rok później już nie żył.
Poza tym, różnie bywa ostatnio. Szkoda, że w gronie ludzi mi bliskich, czy znajomych, jedni się rozstają, a niektórym szwankuje zdrowie. Szkoda, że nie na wszystko wynaleziono złote środki.
Fajnie napisał mi dzisiaj kolega w sms-ie. Taki kolega, który właśnie kupuje sobie nowiuśki gramofon. Napisał, że miał kiedyś gramofon i sprzedał, i że bardzo tego żałuje, a teraz stwierdził, że jak szaleć to szaleć. Że nie chce używanego, tylko ma być nowy i już.  I tu cytat: "mam samochód używany, karabin używany, nawet żonę używaną, to choć gramofon chcę mieć nowy". Z tym karabinem to prawda, bo kolega jest z kółka łowieckiego. I proszę nie mylić z łowickimi strojami ludowymi, serwetkami czy haftami. Odpisałem koledze, ze to okropieństwo, by w dobie kryzysu tak sobie dogadzać. Na szczęście kolega nie należy do PiS-u , dlatego zna się na żartach.
Kończąc, pragnę tylko jeszcze przypomnieć, a i zaprosić przy okazji na jutro do "Nawiedzonego Studia", które rozpocznę wcześniej, bo już o godzinie 21-szej. W zastępstwie za Krzyśka Ranusa, któremu zwichnęła się girka, no i przyszedł czas na rekonwalescencję. Zdrowia Drogi Krzysztofie!
A zatem - do usłyszenia!

=======================================================================

poniżej fotki z dzisiejszej podróży drogą szybkiego ruchu. Drogą widmo, gdyż z tego co powszechnie wiadomo - nowych dróg w Polsce nie ma.





































Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl 






piątek, 9 listopada 2012

DEMON - "Unbroken" - (2012) -

DEMON - "Unbroken" - (SPACED OUT MUSIC) -  ***4/5



Kiedy pod koniec lat 70-tych, tworzyła się na Wyspach, Nowa Fala Brytyjskiego Heavy Metalu, Demon byli jednym z przedstawicieli owego kierunku. Ów nurt niczym siewca na polu, sypnął w jednej chwili pełną garścią młodych wykonawców, jak: Def Leppard, Iron Maiden, Diamond Head, Praying Mantis, Saxon, Angel Witch, i tuziny innych. Jedne z nich zdobyły gigantyczną popularność (np. Iron Maiden czy Def Leppard), a inne cieszyły się uznaniem tylko w pewnych kręgach, nie wychodząc poza ich obręb. Wśród tych drugich byli: Praying Mantis, Diamond Head czy właśnie Demon. Grupa, która nagrała kilka fantastycznych płyt ("The Plague" - to ta najsłynniejsza, czy wzorcowa debiutancka "Night Of The Demon"), a także i dzieł wybitnych , jak: "Taking The World By Storm" oraz "Hold On To The Dream". Poza tym, zespół dowodzony przez charyzmatycznego wokalistę Dave'a Hilla, szybko odszedł od typowego prostego łojenia, dążąc do bardziej wyszukanych form. Przez co, dzieła miały charakter często rockowych oper, teatrów, spektakli, popartych co prawda melodyjnymi kompozycjami, lecz nieszablonowymi. W tekstach muzycy wyrażali swoje przerażenie wojnami nuklearnymi lub zastanawiali się nad światem jako pobitewnym gruzowiskiem. Nie uciekając także od innych nurtujących problemów.
O ile, Demon to klasyka sama w sobie, a także mnóstwo kapitalnej muzyki rzecz jasna, o tyle nie znajdziecie moi drodzy tego zespołu powszechnie w stacjach radiowych , zwących się często na wyrost rockowymi. Oprócz tego, muzyka zespołu nadaje się raczej do słuchania z całych płyt. Zatem minimalizowanie jej do roli pigułki, w postaci jednego najbardziej melodyjnego kawałka, jest zbrodnią samą w sobie.
Ostatnio grupa rzadko nagrywała, a także zmieniała składy. Właściwie jej stabilność była na tyle zachwiana, że trudno było nawet wiedzieć czy nadal istnieje, czy nie. Poza tym, po genialnym "Hold On To The Dream" (1991), płyty Demonów były albo delikatnie mówiąc przeciętne, albo jeszcze bardziej przeciętne. Dlatego, na wieść o najnowszym "Unbroken", najpierw podskoczyłem radośnie tak, że sobie guza o sufit wyrobiłem, a później dopiero porozstawiałem po kątach wszelkie obawy i nadzieje. Teraz spieszę donieść, że "Unbroken", to nie tylko najlepsza płyta od niepamiętnych czasów, ale używając prostego rock'n'rollowego języka mogę śmiało rzec - kapitalna !!!
Forma głosowa Hilla , jak i gra jego kolegów, jest pełna radości i pasji. Przy takim entuzjazmie, nie mogły się nuty błąkać po śpiewniku. Posłuchajcie tytułowego "Unbroken", czyż nie jest to stary dobry Demon z czasów pierwszych dwóch płyt? Albo następującego tuż po nim "Wings Of Steel". Ni to pół ballada, ni pół hymn, a przede wszystkim piękna melodia, pełna romantyzmu, żalu, a nawet pewnego smutku. A zatem jakby nawiązanie do czasów "Taking The World By Storm" i genialnych pereł w rodzaju "Remembrance Day" czy "Time Has Come".
Jako, że jest to dzieło bardzo urozmaicone, nie zabrakło na nim także kandydatów na przeboje ("Fill Your Head With Rock", "Take Me To Your Leader", czy kapitalny "What About The Night" - z gitarą pod starych Iron Maiden), a i pojawiła się także niezwykłej urody i mocy ballada "I Still Believe".
Takie płyty jak ta, dają nadzieję, że nigdy nie wszystko jest stracone. Gdy w kogoś powątpiewamy, ten może nam zagrać na nosie. A diabeł różki ma.



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl 



środa, 7 listopada 2012

w najbliższą niedzielę 11.XI.2012 zapraszam przed odbiorniki już od godz. 21-szej !!!

W najbliższą niedzielę, tj. 11 listopada zapraszam wszystkich przed odbiorniki już o godz. 21-szej. 
Skapnęło mi się zastępstwo za Krzysztofa Ranusa, który to biedaczysko skręcił dzisiaj nogę. Na tyle poważnie, że wylądował w szpitalu, by przebadano co i jak należy. Życząc mu zdrowia, zagram za niego najlepiej jak potrafię.

< RADIO "AFERA" , 98,6 FM, niedziela 11.XI.2012, od godziny 21.00 do 2.00 - 5 godzin najlepszej muzyki w Poznaniu o tej porze !!! >

===============================================








Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl