czwartek, 27 września 2012

ANDY WILLIAMS nie żyje

ANDY WILLIAMS (3.XII.1927 - 25.IX.2012)



Dzisiaj przeczytałem, że zmarł Andy Williams. Bardzo popularny niegdyś piosenkarz, o wspaniałym mocnym i pełnym ciepła głosie. W ostatnich latach znany już tylko starszemu pokoleniu. I bez obrazy, ale temu właśnie pokoleniu, które potrafiło słuchać muzyki wnikliwie, uczuciowo, i doceniać wielkich, a nie czynić "wielkich" z castingowych ulicznych łapanek.
Andy'ego Williamsa poznałem dzięki pewnemu już dziś starszemu dżentelmenowi, znajomemu moich rodziców, właściwie to raczej ich bliskiemu przyjacielowi, do którego często niegdyś z rodzicami chodziłem na różne spotkania. W dużym pokoju owego dziś już starszego Pana, przy stole zazwyczaj siedziała starszyzna i bawiła się dobrze, a ja zawsze w takim dużo mniejszym, wręcz kanciapce, w której stał gramofon i sporo płyt, chłonąłem muzykę Binga Crosby'ego, Franka Sinatry, Barbry Streisand czy właśnie Andy'ego Williamsa. Bo takie płyty miał w swoich zbiorach tenże Pan, którego całe życie nazywałem i nazywam wujkiem. I choć, mym wujkiem genealogicznie nigdy nie był, to uważam go od serca za jedynego prawdziwego wujka.  I wcale bynajmniej nie z powodu płyt, których był (jest) właścicielem, a po prostu z powodu bycia wspaniałym człowiekiem. Co od razu podkreślę, by uniknąć ewentualnych uszczypliwości.
Może to i wstyd, że do dzisiaj dorobiłem się tylko jednego winyla tak wspaniałego piosenkarza, jakim był Andy Williams. Za to, są na nim choćby temat z "Ojca Chrzestnego", jak i  "McArthur Park" - piosenka, którą w minioną niedzielę nastawiłem w Nawiedzonym Studio, w wersji brytyjskiej grupy Plastic Penny z 1969 roku. Cóż za zbieg okoliczności zatem, w życiu bym nie pomyślał, że w kolejną niedzielę zapragnę nastawić w radio tę samą piosenkę, tyle że w wykonaniu Andy'ego Williamsa, którego to właśnie świat muzyki żegna.



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl







środa, 26 września 2012

Savoir Vivre a boiskowa kopaninka

Byłem w robocie w chwili, w której Warta grała mecz z Wisłą Kraków w Pucharze Polski. Niestety przez to nie udało mi się zobaczyć nawet najmniejszego fragmentu tego spotkania. Ciśnie się automatycznie na usta słowo: "szkoda", jednak po obejrzeniu dzisiaj rano pomeczowego wywiadu z Tomaszem Magdziarzem, który to wywiad zademonstrował mi dzisiaj rano w internecie mój syn, myślę sobie: dobrze, że jednak nie oglądałem tego meczu. Jako żem człowiek porywczy i choleryczny niekiedy, mógłbym przypadkiem sam zainterweniować, widząc sędziowskie kanty, jakich Warciarzom nie poskąpiła wczorajsza trójka arbitrów. To co opowiadał po meczu Tomasz Magdziarz , mogło wzbudzić żal i złość , ale i współczucie dla tak okropnie potraktowanych graczy Zielonych, którzy na podstawie przeczytanych przeze mnie relacji, wcale nie odstawali poziomem od swych wyżej notowanych rywali. Mało tego, gdyby nie błędne decyzje sędziowskie, to kto wie ...  Ale jak to w życiu, biednemu zawsze wiatr w oczy. Choć szkoda to wielka dla klubu, bowiem ewentualne zakwalifikowanie się do 1/4 Pucharu Polski, odbiłoby się nie tylko samym prestiżem, ale i znacznie wspomogłoby kasę klubową. A tak, co z tego, że komisja ukarze sędziów za złą pracę, skoro meczu nie da się już powtórzyć. Nawet ,gdyby te sędziowskie łapciuchy miały już teraz tylko za karę wypaczać wyniki na poziomie klas okręgowych, to Warciarzom nikt honoru nie zwróci, a także ogromnego wysiłku w dotarciu na tak wysoki szczebel tychże rozgrywek.
Na poprawę humoru popatrzyłem sobie na inną boiskową kopaninkę, w której kilka godzin później spotkały się Ruch Chorzów z Koroną Kielce. Zasłużenie po dogrywce wygrał Ruch 3:1, choć nerwowo na niecałe dwadzieścia minut przed końcem Chorzowianie przegrywali przed własną publicznością 0:1. 
Ruch był wyraźnie lepiej dysponowany tego dnia, także wygrał zasłużenie. A za najlepszego piłkarza całego spotkania uznałbym czeskiego napastnika Pavla Sultesa z obozu Chorzowian.
Najbardziej rozbawił mnie telewizyjny komentator (nazwiska nie pamiętam, ale tworzył on do spółki z Maciejem Terleckim) tego spotkania. Zresztą, to o czym za chwilę, zdarza się bardzo często, wprawiając niejednokrotnie komentujących w zakłopotanie. Na zasadzie, to co my kibice widzimy i słyszymy oglądając dany mecz w TV, nie zawsze pokrywa się z tym co nam donoszą relacjonujący dane spotkanie. Z drugiej strony, należy uszanować takie ich postępowanie, gdyż po prostu nie mogą wszystkiego powtarzać co wydobywa się niecenzuralnie z trybun rozśpiewanych czy rozkrzyczanych kibiców.
I tak, jeden z zawodników Ruchu Chorzów w pewnej chwili, został potrącony przez piłkarza przeciwnych, a sędzia puścił grę dalej, po czym dosłownie chwilkę później wydarzyła się rzecz podobna na tym samym graczu, a sędzia nadal twardo obstawał przy opcji "gramy dalej". Kilka sekund później po niewielkim starciu przewrócił się za to piłkarz  Korony Kielce, a sędzia od razu zatrzymał grę, co zostało odczytane przez Chorzowskich kibiców jako niesprawiedliwość, i z trybun zaczęło wzmagać się głośne "sędzia chuj! , sędzia chuj!...". Nie wszystko da się zatuszować, zagłuszyć, czego nie udało się także wczoraj uczynić realizatorom TVN Turbo, transmitującej to spotkanie, no a powiedzieć coś trzeba było, ponieważ przy milczeniu komentatora, widz słyszy nic, tylko "sędzia chuj!,...".  No, i co tu miał powiedzieć biedaczysko w takiej sytuacji?  Problem nie lada.  Tak więc, komentator zagłuszył owe skandowane słowa z trybun kulturalnym: "no, nie podobają się publiczności takie decyzje sędziego...". Brawo, cóż za styl ! Trzeba być nie lada fachurą, by tak wybornie tuszować niejedną potoczność, płynącą z piłkarskich trybun, salonowym savoir vivrem.



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl






wtorek, 25 września 2012

LITA FORD - "Living Like A Runaway" - (2012) -

LITA FORD - "Living Like A Runaway" - (STEAMHAMMER) - ****



Lita Ford nie walczyła zbytnio o prymat w świecie żeńskiego metalu, chociaż niewiele przecież zabrakło, by tak się właśnie stało. W końcówce lat 70-tych, kiedy to Lita wraz z czterema koleżankami z The Runaways, wymiatały swą punk/metalową mocą kurz spod głośników, konkurencja wielkimi oczyma zazdrości, spoglądała na ich wyczyny, szybko konstruując własne armie i stając z nimi ramię w ramię. I tak dla przykładu, dziewczyny z Girlschool, zaprzyjaźniły się z chłopakami bijącego rekordy popularności Motorhead do tego stopnia, że wzajemne reklamy na t-shirtach czy wspólne koncerty,  były tylko sympatycznym podziękowaniem za niezliczoną ilość wspólnych libacji i innych tam nocnych atrakcji.
Kiedy o Girlschool ucichło, szybko na ich miejscu pojawiły się kolejne konkurentki , a wśród nich sex bomba Lee Aaron , która samozwańczym albumem "Metal Queen" z 1984 roku, próbowała zająć tron na wieki. Dziś wiemy, że ta rozpoczynająca od zdjęciowej pornografii artystka , wykorzystała także i metal w czasach jego świetności do celów tylko jej dobrze znanych, aż na końcu wplątała się w sieć jazzu.
Na szczęście, Lita Ford nie przejmując się epizodami swych konkurentek, dzielnie brnęła przez te wszystkie lata własnymi drogami, osiągając sporo sukcesów artystycznych i komercyjnych. Dzisiaj zaś, stać ją na wydanie albumu z niepodległą nikomu twórczością, pokazując przy okazji dumnie swe metalowe piersi, nie obwisające ciężarem życiowego niespełnienia.
Jej najnowsze dzieło "Living Like a Runaway", przynosi porcję solidnego metalowego wymiatania. Ta nieco ponad 50-letnia dziewczyna, nie straciła głosu ni trochę, a i gitarę swą wzmocniła odpowiednio, i na współcześnie zarazem.
Nie znajdziemy tu rozwalających serca pieśni w rodzaju: "Lisa" czy "Close My Eyes Forever" (słynny duet z Księciem Ciemności Ozzy'ym Osbourne'em). Nie ma tu także żadnych wypolerowanych produkcji , które wychodząc dawniej spod skrzydeł Mike'a Chapmana czy Lance'a Quinna, dawały gwarancję szybko powielanych zer na bankowych kontach. Artystce nie zależy już dziś na mainstreamowym towarzystwie, a na samospełnieniu jako twórczyni rocka.  Na tej oto płycie, Lita chciała powrócić do swych muzycznych korzeni, dawnych wspomnień, pierwszych fascynacji, czyli do prostoty punk rocka i siły surowego metalu. Nie zapominając wszak o Ritchie'im Blackmore'rze, swoim najważniejszym nauczycielu, dzięki któremu wzięła gitarę do ręki i pobiegła w siną dal.
"Living Like A Runaway", nie jest zapewne płytą, którą pokocham równie mocno co pełne porywających melodii albumy "Dancin' On The Edge" czy "Stiletto", ale cieszy mnie ona, gdyż pokazuje Litę w bardzo dobrej kondycji. A co ważniejsze, dziewczyna śpiewa i wymiata na wiośle wręcz z energią naiwnej małolaty.
Nie ma tu żadnego kombinowania, niepotrzebnego mącenia wody, ani wspinania się na niezrozumiałe artystyczne szczyty, z których upadek nie boli tylko bohaterów kreskówek. Dlatego "Living Like A Runaway" dostarcza dziesięć prostych metalowych songów, przy których obu mym stopom trudno było zachować kulturalne milczenie. Szczególnie przy miażdżących riffach w "Branded", "Hate", "The Mask", "Relentless" czy "Devil In My Head". W tychże numerach, Lita chłosta bezlitośnie mocnymi akordami swej gitary, do której jak ulał zostało przyssane jej gardło. Wibrujące chrypką, niczym przepuszczone przez ścierny papier.
Ale Lita, to nie tylko typowa metalówa, ale i także kobieta i matka zarazem. Co pięknie wyznaje w osobistym "Mother" - jedynej tutaj prawdziwej balladzie, bowiem tytułowa "Living Like A Runaway" jest tylko z pozoru miękką melodią i soczystym refrenem, a tak naprawdę pokazuje nam twardość współczesnej kobiety, dającej ciepło domowego ogniska w zetknięciu z brutalnymi realiami życia, szczególnie jako kobiety artystki. Podobnie można odebrać inną (niby) balladę "Asylum". Także osobistą, ze słowami o życiu, śmierci, przeznaczeniu czy Bogu.
Nie każdy musi paść przy tej płycie na kolana, bo i nie dla każdego wszak ona jest. Niemniej, polecałbym ją ludziom kochającym takie oto solidne wymiatanie, ale i mądrym na swój sposób, dla których termin metal, nie kojarzy się tylko z odzieraniem ze skóry, czy różnymi tam diabło-szatanami.
Proszę koniecznie zainteresować się wersją wydaną w digipacku. Zawiera ona efektowny plakat Lity, a także dwa dodatkowe utwory, tj. mięsisty i naprawdę fajny "Bad Neighborhood", a także na swój sposób uroczą przeróbkę przeboju Eltona Johna "The Bitch Is Back", której tytuł posiada w przypadku Lity jako artystki, także pewną symbolikę, i bynajmniej tylko takowo artystycznie i symbolicznie powinien być postrzegany.



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl






poniedziałek, 24 września 2012

"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 23 września 2012 - Radio "Afera", Poznań, 98,6 FM

"NAWIEDZONE STUDIO"
program z 23 września 2012
RADIO "AFERA" 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl






OST - "COBRA" - (1986) -
- Loving On Borrowed Time (Love Theme From "Cobra") - śpiew GLADYS KNIGHT & BILL MEDLEY

JENNIFER WARNES - "The Hunter" - (1992) -
- Rock You Gently

LITA FORD - "The Best Of" - (1992) -
- Close My Eyes Forever - {oryginalnie na LP "Lita", 1988}

LITA FORD - "Living Like A Runaway" - (2012) -
- Hate
- The Mask

LITA FORD - "Stiletto" - (1990) -
- Lisa

JOAN JETT - "The Hit List" - (1990) -
- Love Hurts
- Pretty Vacant

ZZ TOP - "La Futura" - (2012) -
- I Gotsta Get Paid
- Chartreuse

HESS - "Living In Yesterday" - (2012) -
- Living In Yesterday
- What If
- Where To Run

VISION DIVINE - "Destination Set To Nowhere" - (2012) -
- Beyond The Sun And Far Away
- Message To Home

ECLIPSE - "Bleed & Scream" - (2012) -
- After The End Of The World

PRIMITIVE INSTINCT - "Floating Tangibility" - (1994) -
- Slaves

ANNIE HASLAM - "Live Under Brazilian Skies" - (1998) -
- Moonlight  Shadow

ANNIE HASLAM'S RENAISSANCE - "Blessing In Disguise" - (1994) -
- Raindrops & Leaves

ILLUSION - "Out Of The Mist" - (1977) -
- Face Of Yesterday

PENDRAGON - "Kowtow" - (1988) -
- Saved By You
- The Haunting

MOSTLY AUTUMN - "The Ghost Moon Orchestra" - (2012) -
- Wild Eyed Skies
- Top Of The World

MARILLION - "Sounds That Can't Be Made" - (2012) -
- Sounds That Can't Be Made

PLASTIC PENNY - "Currency" - (1969) -
- McArthur Park
- Turn To Me

ANDY GIBB - "After Dark" - (1980) -
- After Dark
- Wherever You Are
- Warm Ride
- Rest Your Love On Me

MARK KNOPFLER - "Privateering" - (2012) -
- Corned Beef City

CHRIS FARLOWE - "Farlowe That!" - (2003) -
- I'll Sing The Blues For You








Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl

sobota, 22 września 2012

nowy album BLACK COUNTRY COMMUNION "Afterglow" ukaże się 29 października 2012

znana jest już okładka nowego albumu BLACK COUNTRY COMMUNION "Afterglow",  który ukaże się w Polsce 29 października br.
Oficjalnym dystrybutorem albumu na terenie naszego kraju jest firma Mystic Production.