czwartek, 30 sierpnia 2012

TOM JONES - "Spirit In The Room" - (2012) -

TOM JONES - "Spirit In The Room" - (UNIVERSAL ISLAND RECORDS) -  ***2/3



Tom Jones odegrał w moim dzieciństwie rolę szczególną, a to za sprawą jednej niezwykłej i pełnej dramatyzmu piosenki "Delilah", którą dosłownie katowałem z taką rozkoszą, jak wegetarianie te swoje ohydne surówko-sałatki.
Niestety, żadna jego następna piosenka nie zrobiła na mnie podobnego wrażenia, co nie przeszkodziło mi jednak docenić nagranej nieco później i przy okazji kapitalnej "She's A Lady" - z repertuaru Paula Anki. A i także typowo estradowo-festiwalowej "A Minute Of Your Time" - pochodzącej zresztą z tego samego 1968 roku co "Delilah".
W zasadzie przez całe lata 70/80-te o Tomie Jonesie nie słyszałem prawie nic, aż do momentu, kiedy to pod koniec lat 80-tych, przerobił on koszmarny utwór Prince'a "Kiss", i o zgrozo, uczynił z niego światowy przebój.  Z kolei, w 1991 roku popełnił uroczą płytę "Carrying A Torch", której produkcji podjął się sam Van Morrison. Muzyk ten nawet kilka utworów na nią skomponował, ale najładniejszą i tak okazała się  "Couldn't Say Goodbye" - niezawodnej Dianne Warren. Może dlatego, iż taki oto tradycyjnie brzmiący repertuar, najbardziej pasował do fenomenalnych wręcz warunków głosowych mistrza.
Kiedy w 1999 roku świat oszalał na punkcie płyty "Reload", ja przecierałem oczy ze znudzenia. Piosenka "Sexbomb" biła rekordy powodzenia, a Tom Jones czuł się młodo jak nigdy. Mnie najbardziej przypadły z niej do gustu te zaśpiewane wspólnie z The Divine Comedy oraz Jamesem Deanem Bradfieldem (liderem Manic Street Preachers).
Biłem brawo za udany powrót, jednak uszy uszczelniałem wacikami. Później ponownie maestro pozwolił o sobie zapomnieć, pomimo iż w międzyczasie nagrał przecież kilka płyt. Jednak dopiero wydany przed dwoma laty album "Praise & Blame", bardzo pozytywnie zaskoczył. Otóż, przy pomocy wziętego producenta Ethana Jonesa (m.in: Kings Of Leon, The Vaccines, The Boxer Rebellion,...) mistrzunio zrealizował jedenaście piosenek obcego autorstwa, pośród których można było znaleźć kompozycje Boba Dylana, Johna Lee Hookera, czy znaną najbardziej z wykonania Led Zeppelin (zmienioną znacznie z oryginału) "Nobody's Fault But Mine". Większość kompozycji była dla przeciętnego odbiorcy niemal nieznana.
A tymczasem na najnowszej "Spirit In The Room" jest całkiem podobnie. Ten sam producent, ten sam zamysł koncepcyjny, a nawet brzmienie.
Tom Jones czyni tutaj wszystko, by nie zgubić oryginalnej melodii, ale i stara się przy każdej okazji  spowolnić tempo, przearanżować co się da - to jest, podać w najskromniejszym, wręcz minimalistycznym wydaniu. Trochę to może przypominać przedśmiertne płyty Johnny'ego Casha, te wyprodukowane przez Ricka Rubina.
Na całej tej płycie rządzi przede wszystkim kapitalny głos Toma Jonesa, a z "pozostałych instrumentów" przeważnie gitara akustyczna, dostrojony bas, nienachalne pianino i perkusja. I to ta typowo rytmiczna, bez żadnej tam wirtuozerii.
Połowę albumu wypełniają kompozycje z repertuaru tak znanych artystów jak: Leonard Cohen ("Tower Of Song"), Paul McCartney ("/I Want To/ Come Home"), Paul Simon ("Love And Blessings", z ub.rocznego albumu P.Simona "So Beautiful Or So What"), Tom Waits ("Bad As Me", z ub.rocznego longplaya T.Waittsa "Bad As Me") czy Bob Dylan ("When The Deal Goes Down", z kapitalnej płyty B.Dylana "Modern Times" /2006/). Pozostałe kompozycje należą jeszcze choćby do Richarda i Lindy Thompson ("Dimming Of The Day"), bądź spółki Tom Jones-Ethan Johns (Lone Pilgrim"). Natomiast cała reszta należy już do wykonawców mniej lub jeszcze mniej nieznanych. Jak na przykład "Soul Of A Man" - autorstwa Billie Willie Johnsona, i nagrania oryginalnie stworzonego w 1930 roku przez tego czarnoskórego wokalistę i gitarzystę spirituals-bluesowego. Podobnie jak "Traveling Shoes" - należącej do także czarnoskórej amerykańskiej wokalistki folk/blues/country'owej Very Hall Ward.  Tych utworów nigdy nie udało mi się posłuchać w ich oryginalnych wersjach, pomimo iż zapewne na pirackim "jutjubie" wklejone czekają sobie beztrosko.
Podstawowy program albumu "Spirit In The Room" zawiera dziesięć kompozycji, natomiast limitowany, który polecam szczególnie, aż kompozycji trzynaście. Pomimo, iż jest to tylko bardzo fajna i interesująca płyta, której daleko do jakiejkolwiek rewolucji, polecam ją gorąco.
Cieszy znakomita dyspozycja wokalna mistrzunia, a i także świetny warsztat muzyczny oraz otaczanie się należytymi ludźmi. Biorąc pod uwagę, że Elvis Presley od 35 lat nie żyje, Engelbert Humperdinck zaszył się w niszowej norze na dobre, a Demis Roussos stracił głos całkowicie, Tom Jones niezagrożenie i z dumą spogląda w przyszłość ze swego piedestału.



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl

środa, 29 sierpnia 2012

Lista "moich" przebojów

Zrobiłem sobie podsumowanie ulubionych piosenek z ostatnich tygodni ,a nawet miesięcy.
"Nawiedzone Studio" nie posiada swojej listy przebojów, pomimo iż coś tam jednak lansuje. Jako młodzieniec lubiłem wszelakiego rodzaju listy, rankingi, itp.... W latach ostatnich przestałem się już im uważnie przyglądać, jednak z racji kończącego się lata, postanowiłem się letnio zabawić, dzieląc się z Wami piosenkami, które lubię szczególnie, a i każdą z nich udało mi się w niedawnym czasie także zaprezentować na 98,6 FM.
Piosenek jest dziesięć, choć pewnie gdybym musiał, nie byłoby mi żadnym kłopotem zestawić ich nawet dwadzieścia lub o jeszcze pięć więcej. "Dziesiątka" za to nie będzie w żaden sposób naciągana.
Jeśli macie jakiś własny Top, czy to jedno, czy to pięcio lub dziesięcio-utworowy, to bardzo będzie miło jak się tutaj dopiszecie. Kwestia tego co na 1-szym, bądź 8-mym miejscu, nie ma w moim zestawieniu większego znaczenia, ale każdy z Was może dokonać zestawienia po swojemu.
Acha, zestawienia tego proszę nie traktować w kategoriach "wielkości" kompozycyjnych, a po prostu zwyczajnej przebojowości. Pomijając sam fakt, że przecież dzisiaj tego typu piosenki, nie pojawiają się już na listach przebojów.

MOJE TOP 10 PIOSENEK 2012 z ostatnich kilku tygodnio - miesięcy.
1, ASIA "Ghost Of A Chance" - takie rzeczy komponuje się tylko jeden raz w życiu
2. LUCA TURILLI's RHAPSODY "Luna" - księżycowa pieśń, czyli  Upiór w Operze
3. BETH HART "Bang Bang Boom Boom" - trochę musicalu, trochę kabaretu, a nawet jazzu czy bluesa, ale przede wszystkim coś dla sympatyków Lizy Minelli
4. SUNSTORM "You Wouldn't Know Love" - cover Michaela Boltona, i ani trochę gorszy
5. LANA LANE "Moon God" - jeśli już koniecznie na dzwonek do komórki, to właśnie coś takiego
6. JOE WALSH "Spanish Dancer" - czyli Iberyjska Private Dancer
7. KEANE "Silenced By The Night" - bo o miłość trzeba walczyć
8. RUSH "The Wreckers" - szkoda, że w ostatnich 20 latach Rush napisali tylko jeden taki utwór dla swych starych fanów
9. SOULSAVERS "Bitterman" - być może na płycie są nawet i lepsze piosenki, ale ta trąbka i ten rytm żałobnego konduktu ...
10. RICHARD MARX "Through My Veins" - niby typowa Marx'owska ballada, ale za to jakie stopniowanie napięcia, najpierw fortepian , a później już pootwierane wszystkie futerały








Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl

wtorek, 28 sierpnia 2012

ASIA - "XXX" - (2012) -

ASIA - "XXX" - (FRONTIERS RECORDS) -  ****



Kiedy Asia tworzyła się tych trzydzieści lat temu, większość fanów rocka żyło nadzieją powstania kolejnego ambitnego projektu, w stylu U.K., King Crimson, Yes czy Emerson, Lake & Palmer. Tym bardziej, że ci czterej muzycy, wcześniej współtworzyli właśnie powyższe grupy, a co za tym idzie, przyzwyczaili publiczność do wymagającej odmiany rocka. Pełnej skomplikowanych przejść, fraz,  czy niełatwych melodii. Jakże wielkim zaskoczeniem okazała się piosenka "Heat Of The Moment", która wraz z końcem wiosny 1982 roku pojawiła się w stacjach radiowych. Nie miała ona prawie nic wspólnego z dotychczasowymi artystycznymi propozycjami kwartetu, który jak się później okazało, nie dość, że był pierwszą supergrupą lat 80-tych, to jeszcze najważniejszą w pierwszej połowie tamtej dekady.
"Jedynka" Asii zagościła na pierwszym miejscu Bilboardu, a ostatecznie Bractwo zza Wielkiej Wody zakupiło ją do dzisiaj w nakładzie ponad 4 mln egzemplarzy.  I choć drugi album "Alpha", nie powtórzył sukcesu rewelacyjnego debiutu, pokrywając się "zaledwie" jednokrotną Platyną, to mocna pozycja grupy była niepodważalna. A wyciągnięty na singiel "Don't Cry", podśpiewywały sobie pod nosem nawet małolaty z podstawówek.
Od tamtego czasu wiele się zmieniło w muzyce, w samym zespole także. Poprzez niemal ćwierć wieku każdy z muzyków Asii, tworzył lub współtworzył wiele projektów. Jedynie klawiszowiec Geoff Downes ambitnie trwał na posterunku pod zasłużonym szyldem zespołu, znosząc dzielnie małe sukcesy komercyjne, niejednokrotnie grając w ledwie zapełnionych salach czy klubach. O czym może poświadczyć także niżej podpisany, który na jednym z takich koncertów gościł przed laty w Berlinie.
Rok 2008, Asia powraca w oryginalnym zestawieniu personalnym, czyli Downes-Wetton-Howe-Palmer, i nagrywa fajną płytę "Phoenix". Z kilkoma pięknymi kompozycjami, ale też kilkoma nietrafionymi. Wydana dwa lata później "Omega", choć nieco równiejsza poziomem od poprzedniczki, także do końca nie zachwyca. Musiało się zatem wydarzyć coś szczególnego. Potrzebne było jakieś tsunami wewnątrz-zespołowe. Albo coś na zasadzie "do trzech razy sztuka". Zbliżała się właśnie nie lada okazja, nadchodziła bowiem trzydziesta rocznica zawiązania grupy. Trzeba było się tylko zmobilizować, zamknąć na dłużej w studio, popracować,... Przewietrzyć pokój ze źle zestawionych dotąd nut, a poukładać w już odświeżonym, wszystko jak należy - na swoim miejscu. Z dumą oznajmiając w tytule nowego dzieła "rzymską trzydziestkę", jako album rocznicowy, ale i nie składankowy, lecz z zupełnie premierowym repertuarem. Przy okazji, trzy "iksy" oznajmiły się dwojako, jako 30-lecie grupy, a także jako trzecia płyta najsłynniejszego składu po zejściu się ponownym.
"XXX" zawiera dziewięć piosenek w wersji podstawowej, a w wersji kolekcjonerskiej jedną więcej + jeden dodatkowy remix do utworu już wcześniej z niej znanego ("I Know How You Feel").
Pewnie przesadzę pisząc, że "XXX" jest pop-rockowym arcydziełem. Spoglądając jednak na większość współczesnych piosenek jestem przekonany o "nieprzesadnym" tonie mych słów. Zdaję sobie także sprawę, że podobna płyta ze ćwierć wieku temu, zginęłaby w zalewie tuzinów jej podobnych. Dziś jednak mało kogo stać na nagrywanie równie pięknych i podniosłych melodii. No, chyba, że posiada się takie nazwiska jak ci czterej dżentelmeni - to zobowiązuje.
W życiu nie spodziewałem się po tych Panach TAAAKIEJ PŁYTY !!!  Byłem pewien, że wszystko już z siebie wykrzesali. W ostatnich latach stać było muzyków na wiele kompozycyjnych przyzwoitości ,lecz na nic więcej. Tutaj opętały ich jakieś demony.  Ze swej łaski, okrywając białymi szatami.
Nie mogę sobie wyobrazić, by sympatykom ładnych melodii, serce nie podskoczyło ku górze przy na przykład takim "Tomorrow The World" , bądź  "Bury Me In Willow".  A to dopiero początek albumu - a tu już tchu brakuje. Tylko te durackie czasy, nie pozwalają takim piosenkom zaistnieć w naszej świadomości na długo. Do czegoż zatem służą obecnie fale eteru?
Nikt inny, jak tylko John Wetton, potrafi swym ciepłym i dostojnym głosem, należycie przytulić romantyczne nuty, jakie niosą ze sobą piosenki "Faithful", "Al Gatto Nero" czy "Face On The Bridge". Przy okazji, jakże wielka szkoda, że śliczna "Reno (Silver And Gold)", nie została włączona do standardowej edycji albumu. Nie wszystkim przyjdzie się nią nacieszyć, a przecież tak bardzo pasuje tutaj do pozostałych. Na szczęście, już wszyscy będą mogli zdjąć czapki przed , kto wie?, może i najpiękniejszą kompozycją zespołu w całej jego bogatej historii, jaką jest "Ghost Of A Chance". Śpiew Johna Wettona może rozwalić tutaj nawet najbardziej skamieniałe serca.  Z kolei, gitara Howe'a pomału buduje nastrój, przy jednostajnym (z początku) akompaniamencie pianina Geoffa Downesa. Coś niekontrolowanego dzieje się jednak z każdą kolejną sekundą tego utworu. Nie pamiętam także kiedy Steve Howe zagrał ostatnio tak cudownie i baśniowo na swych sześciu strunach. Zresztą na całej tej płycie gra on przepięknie, a co ważne - YES'owato !  Klawiszowe tło Downesa , choć podniosłe, szaleje tutaj niczym jakaś orkiestra, a serce słuchacza wyskakuje z zawiasów. To niemal tak piękna kompozycja jak Pendragon'owskie "Am I Really Losing You?".  Jeśli ktokolwiek z czytających ten tekst, pamięta jeszcze ten utwór sprzed lat dziewiętnastu.
Tylko jak po czymś takim później wrócić do rzeczywistości?  Jak wkomponować się w szary uliczny tłum, lub ponownie ujrzeć codzienne ludzkie troski, zmartwienia czy nawet tragedie.
Kolejna Płyta Roku! A jeszcze zapewne kilka takowych niebawem posłuchamy.

P.S. Oczywiście zapomniałem z pośpiechu dodać, że wydanie ekskluzywne (czyli 11-utworowe) posiada dodatkowe DVD , z dwoma teledyskami oraz relacją z przebiegu nad pracą przy tejże płycie. A konkretnie, wypowiedzi muzyków.



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl







poniedziałek, 27 sierpnia 2012

"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 26 sierpnia 2012 - Radio "Afera" Poznań 98,6 FM

"NAWIEDZONE STUDIO"
program z 26 sierpnia 2012
RADIO "AFERA" 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl







BETH HART - "Bang Bang Boom Boom" - (2012) -
- Bang Bang Boom Boom
- Caught Out In The Rain

LYNYRD SKYNYRD - "Last Of A Dyin' Breed" - (2012) -
- One Day At A Time
- Ready To Fly

LYNYRD SKYNYRD - "God & Guns" - (2009) -
- Storm
- Gifted Hands

JUDAS PRIEST - "Screaming For Vengeance" - (1982) -
- Riding On The Wind
- You've Got Another Thing Comin'

SCORPIONS - "Blackout" - (1982) -
- Now!

SCORPIONS - "Love At First Sting" - (1984) -
- Coming Home

DORO - "Raise Your Fist In The Air" - (2012) - maxi singiel
- Raise Your Fist In The Air

DORO - "Fear No Evil" - (2009) -
- Walking With The Angels - (duet with TARJA TURUNEN)

DIVLJE JAGODE - "Konji" - (1988) -
- Zaboravi

AC/DC - "Let There Be Rock" - (1977) -
- Let There Be Rock
- Whole Lotta Rosie

KROKUS - "Hoodoo" - (2010) -
- Hoodoo Woman
- Born To Be Wild

THE GUESS WHO - "A Retrospective" - (1993 - compilation) -
- American Woman - (oryginalnie na III LP "American Woman, 1970)

TOM JONES - "The Ultimate Hit Collection 1965 - 1988" - (1994) -
- Delilah - /1968/
- She's A Lady - /1971/

TOM JONES - "Spirit In The Room" - (2012) -
- Tower Of Song - /oryginalnie Leonard Cohen/
- (I Want To) Come Home - /oryginalnie Paul McCartney/

MARK KNOPFLER - "Kill To Get Crimson" - (2007) -
- Punish The Monkey

GLENN FREY - "After Hours" - (2012) -
- Route 66
- The Shadow Of Your Smile

THE ROLLING STONES - "The Rolling Stones" - (1964) -
- Route 66

ASIA - "XXX" - (2012) -
- Faithful

PENDRAGON - "The Window Of Life" - (1993) -
- Am I Really Losing You?

SQUACKETT - "A Life Within A Day" - (2012) -
- Aliens

GENESIS - "Seconds Out" - (1977) -
- Squonk
- The Carpet Crawl
- Afterglow
- Firth Of Fifth

LYNYRD SKYNYRD - "Pronounced 'Leh-nerd' Skin'-Nerd" - (1973) -
- Free Bird






 Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl


piątek, 24 sierpnia 2012

Piłkarska Pucharowa Jesień Nie Dla Idiotów !

Jeszcze daleko do prawdziwej piłkarskiej jesieni, a polskie kluby są już poza burtą europejskich pucharów.
Słabiutki Ruch , który wymęczył w poprzednim sezonie Wicemistrzostwo Polski, poleciał jako pierwszy, a tuż po nim Lech. Co prawda Lech nie miał tak kompromitujących wyników jak ich "koledzy" z Chorzowa, niemniej także nie pokazał niczego przyzwoitego.
Śląsk odpadł z hukiem o walkę w Lidze Mistrzów, a teraz przyszło mu pocierpieć w "obowiązkowej" ostatniej rundzie kwalifikacji do Ligi Europejskiej. Zaznaczyłem , że w rundzie "obowiązkowej", bowiem jest to "nagroda" tylko dla mistrzów danego kraju, którzy w końcowej fazie boju o Ligę Mistrzów, dostaną po dupsku, no i coś trzeba jeszcze z nimi zrobić. W przypadku Śląska, najuczciwiej byłoby dżentelmeńsko wycofać się z dalszej męki, bowiem poziom tej drużyny sięga dna. To najgorszy Mistrz Polski, odkąd pamiętam!
Występy tej drużyny na arenach międzynarodowych są dla fana futbolu spektaklami kompromitacji. Zespół prowadzony przez nieporadnego i przereklamowanego Oresta Lenczyka, nie ma żadnego pomysłu na grę. Jest kompletnie niepoukładany, a co gorsza wyczerpany sezonem w naszej siermiężnej lidze. Pisałem już wiosną, że Śląsk nic sobą nie prezentuje , a mistrzostwo wywalczył dzięki niezłym występom minionej jesienni i beznadziejnej postawie lepszych od niego zespołów wiosną już tego roku.
Wczorajszy występ przy opustoszałych trybunach wrocławskiego euru/obiektu, z przeciętniakiem I-szej Bundesligi, jakim jest Hannover 96, było spektaklem żałości i kopaniem leżącego. Pomimo nawet strzelenia niemieckiemu średniakowi aż trzech bramek. Otrzymanie w ripoście pięciu, było i tak najłagodniejszym wymiarem kary. Bo niejedna tyciu lepsza drużyna z Bundesligi, włoiłaby Ślązakom przynajmniej z dziesięć goli. Żal było patrzeć.
Najlepiej w pucharach prezentuje się Legia. Co piszę z bólem serca, jako kibic Warty i Kolejorza. Ale takie są fakty. Choć i ten zespół jest mocno przereklamowany, nad czym czuwa cały sztab piłkarskiej tzw.WarszaFki, media, itp... Ta przeciętno-europejska drużyna, na nasze krajowe warunki jest całkiem dobra, ale już w takiej konfrontacji jak we wczorajszym meczu z Rosenborgiem, obnaża mnóstwo niedostatków. Przyznam, że Ljuboja i reszta Żylety, walczyli bardzo dzielnie, i mogli wygrać nawet wysoko, co najmniej 3:0, no ale skoro nie wykorzystuje się tylu dogodnych okazji, to w konsekwencji dostaje się w czapę. Tak więc, Rosenborg pod koniec meczu ośmielił się przeprowadzić jedną z nielicznych akcji i skarcił pyszałków z Łazienkowskiej, i zarazem na Łazienkowskiej. Co pozostaje nie bez znaczenia, albowiem w przyszłym tygodniu w Trondheim, będzie dużo trudniej. Jako optymista, wierzę w odrobienie strat, ale rozsądek podpowiada "do widzenia - puchary nie dla nas".
Polski futbol cierpi od lat. I nikt nie potrafi wynaleźć lekarstwa na jego dolegliwości. Jeszcze piłka klubowa, raz na kilka lat, potrafi przyjemnie zaskoczyć. Przykładem Lech , Legia czy do niedawna jeszcze Wisła, ale futbol na poziomie orzełka na piersi, wali o pomstę do niebios. Przegrywamy ze wszystkimi. Straszne są dla nas: Słowacja, słabe Czechy, trzęsiemy portkami przed nadchodzącą Czarnogórą, Ukraina zleje nas zapewne na kwaśne jabłko, a o Anglikach wolę nawet nie myśleć. Towarzyski mecz z Estonią, postawił kropkę nad "i", i wybił z głowy nowemu trenerowi Fornalikowi marzenia snu o potędze. Moja żonka usłyszała w jakiś wiadomościach po meczu z Estonią, gdzie powiedziano, iż Polska Reprezentacja jest tak słaba, że przegrałaby nawet z Reprezentacją Bezludnej Wyspy.
Na szczęście istnieje na świecie futbol piękny, o czym przekonał mnie wczorajszy pierwszy mecz o Superpuchar Hiszpanii, pomiędzy Barcą a Realem. Skromne 3:2 dla Katalończyków. Tylko 3:2, i to przez błąd bramkarza Barcy. Piękno futbolu, mogło być 4:1 chwilę wcześniej, i spokój w rewanżu, a skończyło się na tylko 3:2. Może i dobrze, będzie ciekawiej w przyszłym tygodniu.
Na osłodę, na poniższym zdjęciu zamieszczam piękną bramkę Estończyków, jaką ładuje z wolnego Vasijlev do bramki Wojtka Szczęsnego. Nacieszmy oko, gdy sercu żal. Być może doczekamy czasów, w których gole będą padać we właściwym kierunku.






Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!, tylko z płyt)

nawiedzonestudio.boo.pl 


czwartek, 23 sierpnia 2012

Zachęcam, jedźcie na SCORPIONS do Wrocławia ! - 31 sierpnia 2012




Dzisiaj w porannym TVN'owskim "Wstajesz i Wiesz" jednym z gości był Paweł Mąciwoda (basista Scorpions). Zarówno on, jak i prowadzący z nim dyskusję Jarosław Kuźniar, zachęcali do koncertu Skorpionów we Wrocławskiej bodaj Zajezdni Tramwajowej, gdzie muzycy zagrają 31 sierpnia. O koncercie wiadomo już od dawna, bo nawet ja widziałem jego reklamę 1 maja, będąc we Wrocławiu na koncercie Europe.
Powiem krótko, kto był przed czterema laty w Ostrowie Wlkp. nie potrzebuje żadnej rekomendacji, jednak pozostałych gorąco namawiam. Co prawda ja teraz się już nie wybieram do popularnego Wrocka, ale gdybym mógł sobie na to pozwolić....
Jeśli ktoś myśli, że zespół tworzą jakieś dziadki podłączone do respiratorów, to jest w wielkim błędzie. Energia jaka dosłownie wali ze sceny jest niewyobrażalna. Pomijam cały warsztat muzyczno-sceniczny, albowiem to rozumie się samo przez sie.
Klaus Meine śpiewa bez najmniejszych potknięć, niczym z płyty. Złośliwym zaznaczę, że nie ma mowy o żadnym  playbacku. Zapytajcie moich przyjaciół, z którymi pojechałem przed czterema laty do Ostrowa. Nie stałem w miejscu ani chwili. Schudłem podczas tego koncertu ładnych kilka kilo, a i litrów tyleż samo. Koncert był genialny!!!, pomimo iż Miejski Stadion Żużlowy nie pękał w szwach.
Namawiam bezinteresownie wszystkich fanów Dyskretnego Szczęku Blach. To ostatnia okazja ujrzeć i usłyszeć tę legendę solidnego łojenia na żywo. Być może w ostatnich dwudziestu latach popularność grupy wśród "metali" nieco się zdewaluowała, jednak proszę mi wierzyć, że Skorpiony podczas  całego szoł grają ze 3-4 balladki, reszta to istny czad. I choć dzisiaj nazwa Scorpions nie pada już jednym tchem obok Judas Priest, Accept, AC/DC, Iron Maiden czy Whitesnake, jak to bywało te ćwierć wieku wstecz, to grupa wciąż kąsa należycie, a pretensje można mieć tylko do durnych stacji pseudoradiowych, ukazującym niedoinformowanym grupę jako podawcę słodkich balladek, rozwalających żarzące kobiece serca. Tak po prawdzie, często pięknych ballad, ale przecież nie jedynych w repertuarze tej, bądź co bądź, heavy rockowej grupy. Poza tym, ostatnie longplaye , jak: "Humanity Hour I" czy "Sting In The Tail" , dobitnie pokazują, że akcje muzyków znowu poszły mocno w górę.
Żal zatem, że przychodzi nam żegnać Skorpionów w takiej chwili, jednak rozumiem, że lepiej zejść ze sceny w chwale, pozostawiając po sobie lekki niedosyt, niż uczynić to w jakimkolwiek nietriumfalnym przypadku.
Na koniec dodam jeszcze, że pomimo zalewu koncertów w naszym kraju, niewiele jest tak melodyjno-czadowych, jakie oferuje ta niemiecka maszyna. A na bełkoty Red Hotowo / Kazikowo / reggae'ałowe , załapie się każdy nie raz, albowiem te wymioty ze scen nie zejdą chyba nigdy.

====================================================================



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!, tylko z płyt)

nawiedzonestudio.boo.pl

środa, 22 sierpnia 2012

już 7 września nowa LACRIMOSA "Revolution"

LACRIMOSA "Revolution"
7 września ukaże się nowy album Lacrimosy. Jego tytuł brzmi "Revolution". Pojawią się na nim także znamienici goście, jak: gitarzysta i wokalista Miland Mille Petrozza (KREATOR) czy perkusista Stefan Schwarzmann (znany głównie z ACCEPT, ale i z RUNNING WILD czy KROKUS).
Poniżej tracklista oraz okładka, którą nadesłała mi firma MYSTIC PRODUCTION - oficjalny dystrybutor tego wydawnictwa.

1. Irgendein Arsch ist immer unterwegs 5:00
2. If the world stood still a day 3:35
3. Verloren 7:29 
4. This is the night 5:29
5. Interlude - Feuerzug (Part I) 0:46
6. Feuerzug (Part II) 4:41
7. Refugium 4:42
8. Weil Du Hilfe brauchst 6:01
9. Rote Sinfonie 11:03
10. Revolution 5:23
 
 

 


 
================================================================================== 
 
 
Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - 
www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO", w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)
nawiedzonestudio.boo.pl 

LUCA TURILLI's RHAPSODY - "Ascending To Infinity" - (2012) -

LUCA TURILLI's RHAPSODY - "Ascending To Infinity" - (NUCLEAR BLAST) -  ***1/2



Włoskie Rhapsody podzieliło się niedawno na dwa obozy. Pierwszy z nich, nagrywa od 1997 roku (czyli od początku), a od kilku lat posługuje się przymusowo nazwą Rhapsody Of Fire (unikając ewentualnych procesów, po prostu muzycy zeszli z drogi jakiemuś raperskiemu prymitywowi), drugi zaś powstał niedawno, a założony został przez najważniejszą postać z tego "pierwszego". Przybierając stosowną nazwę Luca Turilli's Rhapsody, a także zatrzymując przy sobie oryginalne logo zespołu. Tak więc, od teraz będziemy mieć dwa zespoły o tej samej nazwie, które tylko za sprawą przedrostków i przyrostków, oznajmiać będą który jest którym.
Luca Turilli, od dawna dusił się w szablonie jaki wytworzył przez lata ze swymi dotychczasowymi kompanami. A, że jest nie tylko znakomitym gitarzystą czy klawiszowcem , ale i także wybornym kompozytorem, a przede wszystkim człowiekiem o duszy lidera, to wszystko było w jego rękach. Trudno zatem się dziwić, że muzyk postanowił coś zmienić.
Skompletował w krótkim czasie nową ekipę, podejmując z nimi próby będąc jeszcze członkiem Rhapsody Of Fire. Efektem tego jest album być może nie tak odległy stylistycznie od dawnych dokonań z panami Fabio Lione, Alexem Staropoli,..., za to głos Alessandro Contiego nadał nową jakość całemu jego aktualnemu przedsięwzięciu. Contiego należy uznać za sensacyjne odkrycie dla świata epickiego heavy metalu w latach ostatnich. Aż dziw bierze, że ten niesamowity śpiewak nie zapragnął wykorzystać swych strunowych możliwości na największych scenach operowych. Posługuje się szeroką tenorową skalą i mógłby z powodzeniem kontynuować tradycje Luciano Pavarottiego. Ten jednak wybrał świat dyskretnego szczęku blach, z całą plejadą "złowrogo" natężonych decybeli. Ponadto, bliższa mu okazała się publiczność przyodziana w czarne t-shirty, łańcuchy i ćwieki, oraz włosy po biodra.
Rhapsody Part 2, że tak sobie nazwę tę oby nie efemerydę, zamienili przy okazji dawne smoki i walczących z nimi śmiałych rycerzy na białych rumakach, na zjawiska duchowe, religijne, historyczne czy mistyczne.
"Ascending To Infinity", zgrabnie godzi ze sobą świat metalu, filharmonii czy opery. Przy okazji udowadniając, że od zawsze było im do siebie bardzo blisko. Dzielił je dotąd tylko czas, albowiem kto wie, jak brzmiałyby dzieła Mozarta, Dvoraka  czy Rossiniego, gdyby w swej epoce zostały poddane elektryfikacji.
Jest tutaj kilka wręcz obłędnych i wspaniałych utworów, jak choćby "Luna" (moja kandydatka na utwór roku!) , która mogłaby posłużyć jako główny motyw niejednej niedopieszczonej należycie arii. Conti śpiewa tę serenadę (po włosku) niczym wilk ku księżycowi. Nie można tutaj nie zauważyć również efektownej , choć delikatnej partii wokalnej, divy Sassy Bernert
Także tytułowy "Ascending To Infinity", robi wrażenie. W swych niespełna sześciu minutach, zawiera wszystkie cechy niejednej niepotrzebnie rozwlekłej suity, ale i też nawiązuje do klasycznych galopad dawnego Rhapsody. Tego jeszcze bez "Of Fire". Efektowne klasycyzujące wątki ze smyczkami w tle, zgrabnie mieszają się z chóralnymi zaśpiewami, a utwór pędzi niczym sanie na kuligu złożonym z tuzina koni. Tylko z obowiązku dodam, iż melodia tego numeru, jest absolutnie piękna.
Ponadto zgrabnie, Turilli i kompania, wpletli do kompozycji "Excalibur" fragment jednego z dzieł Franza Schuberta.
Niemniej, nawet jeśli nie bezpośrednio, to akcenty muzyki klasycznej wyczuwa się tutaj na każdym kroku. Dotyczy to zarówno opery jak i filharmonii. Proszę posłuchać wielowątkowego utworu finalizującego całość, jakim jest "Of Michael The Archangel And Lucifer's  Fall". Ta trwająca 16 minut pełna dramaturgii suita , efektownie miesza piękno i kunszt dawnych operowych scen, ze stęchłym klimatem klubów dla dusz spragnionych metalowego łomotu. Przy okazji owijając wątek Michała Archanioła w zwycięskiej konfrontacji z Lucyferem.
Pomimo, iż Rhapsody Of Fire starają się na każdej płycie posiadać przynajmniej jeden taki utwór, to właśnie Luca Turilli zasługuje teraz, by z dumą wypiąć pierś po zasłużony order.
Podobny charakter posiada poprzedzająca tę suitę kompozycja "Clash Of The Titans", o mitycznym Perseuszu, który idzie stoczyć bitwę z Hadesem. Tyle, że tę opowieść Turilli, Conti i koledzy, zamknęli w nieco tylko ponad czterech minutach.
Mimo tych zaznaczonych przeze mnie wyróżników, płyty słucha się wspaniale jako całość. I jest to wreszcie od dłuższego czasu, spójna i nad wyraz udana płyta, podpisana tą szlachetną i zasłużoną nazwą, jaką jest Rhapsody.  Po takim ciosie, obóz Fabio Lione powinien odpowiedzieć przy najbliższej okazji czymś równie mocnym. Na co zresztą liczę, choć obawiam się, że tamci co prawda dobrzy muzycy, nie posiadają na dzień dzisiejszy tak wytwornego kompozytora, jakim jest Luca Turilli.
Na koniec, pragnąłbym namówić wszystkich do zaopatrzenia się w limitowaną edycję tegoż albumu. Pomijając już cudowną digibookową oprawę, ze sztywną i lakierowaną okładką, ale właśnie ta wersja zawiera jeden bardzo cenny dodatkowy utwór. Mianowicie, kapitalną wersję Helloween'owskiego "March Of Time", z pamiętnej drugiej części "Strażnika Siedmiu Kluczy". A także coś tam jeszcze na ekstra załączonym DVD, dla słuchających poprzez oczy.  Trzeba mieć!



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!, tylko z płyt)

nawiedzonestudio.boo.pl

wtorek, 21 sierpnia 2012

Dostałem list na moją 18-tkę

 
 
 
Dostałem list.
Bardzo miły i przy tym szczególnie ważny.
Nie dostaję takowych zbyt wiele na co dzień, o ile w ogóle... 
Dlatego nie wypuszczę go z rąk.
"Nawiedzone Studio" w sierpniu 2012, obchodzi 18-te urodziny, 
i wchodzi w pełnoletność. Teraz przyjdzie mi brać odpowiedzialność 
za wszystkie słowa  i czyny. Ale co tam, wierzę iż niejedną głupotę 
jeszcze mi wybaczycie, skoro  jesteście ze mną tak długo. 
Być może nawet i tyle co "nasz" Andrzej z Zielonej Wyspy, 
którego poniżej wydrukowany list zamieszczam z dumą.
=================================================================================
 
 
 
 
 
"Witam Panie Andrzeju,


Osiemnaście lat Nawiedzonego Studia! Przeleciało zanim się 
spostrzegliśmy. Duch wiecznie młody, tylko siwych włosów przybyło. I jak 
się nad tym zastanowić to cholernie dużo się w tym czasie zmieniło w 
Polsce, na świecie i w ludziach niestety też. W 1994 roku moi rodzice 
jeszcze czekali na założenie stacjonarnego telefonu, a teraz przez 
komórkę rozmawiają z Irlandią. Muzyki słuchałem na malutkim 
radiomagnetofonie Sony, na kupno pierwszego odtwarzacza CD musiałem 
poczekać jeszcze trzy lata, a komputera sześć! W sklepach można było 
dostać Grodziską w szklanych butelkach, ludzie pisali do siebie listy, o 
premierach płytowych dowiadywali się z prasy muzycznej lub od lepiej 
poinformowanych pasjonatów. No i któregoś dnia kręcąc gałką od radia 
usłyszałem utwór "Refugees"rozpoczynający audycję Iwony Michałowskiej 
"Muzyka w Kwiatki", a później trafiłem na "Nawiedzone Studio". Tak to 
się zaczęło. W niedzielne wieczoro-noce z wypiekami na twarzy słuchałem 
muzyki, o której nic nie wiedziałem, na karteczkach zapisywałem 
fonetycznie tytuły utworów, płyt, nazwy zespołów, szukałem ich później 
na kasetach w poznańskich sklepach, zgrywałem bezpośredni z eteru... 
Otworzyły się dla mnie drzwi do fantastycznego świata, dużo innego od 
tego, który kreowały państwowe stacje radiowe. Świata, który trwa we 
mnie nadal, pomimo upływających lat, rozczarowań, goryczy i zmęczenia 
codziennością. Spotkałem w życiu ludzi, którzy wywarli na mnie jakiś 
dobry wpływ, zainspirowali do czegoś - Mariola, kilku przyjaciół itd, 
ale Pan Panie Andrzeju otworzył mi drzwi do świata muzyki. (pamiętam 
chyba 1997 lub 98 roku napisałem do Pana list - zielonym atramentem - 
mówiący mniej więcej to samo).

Rozumiem, że może się Pan czuć zmęczony prowadzeniem audycji, zwłaszcza 
że słuchacze się zmienili - starzy już wszystko wiedzą, wszystko 
słyszeli i do niczego ich się nie przekona, a młodzi mają youtuby, MP3 i 
przez ich uszy muzyka przelatuje jak przez sito. To trochę takie walenie 
głową o mur. Czasem sobie myślę, że te osiemnaście lat temu musiało się 
sympatyczniej prowadzić "Nawiedzone". Ludzie byli spragnieni muzyki, 
kontakt z prowadzącym był ograniczony - można było wysłać list, a to 
wymagało czasu i myślenia, tak że pisali je tylko ci, którzy mieli coś 
do powiedzenia, a teraz każdy może swoje humory odreagować szybkim 
SMSem. Dużo lepiej być "niedostępnym głosem z eteru", niż człowiekiem z 
krwi i kości, któremu, jak wielu myśli można wtrącać się w program. 
Pamiętam te plebiscyty, wysyłanie typów na kartkach pocztowych, muzykę 
którą się pasjonowaliśmy... I choć obecne czasy nie sprzyjają snuciu 
opowieści o muzyce, prezentacji długich utworów z zamierzchłej 
przeszłości, graniu rockowych petard z porywającymi wokalami, melodiami 
pozostającymi w pamięci, to trzeba mieć nadzieję, że znowu gdzieś w 
ciemności siedzi jakiś dziewiętnastolatek, kręcący radiową gałką, 
któremu Nawiedzone Studio otworzy uszy na piękno Prawdziwej Muzyki. No i 
jest jeszcze gromadka tych zramolałych słuchaczy takich jak ja, którzy 
nawet gdyby - nie daj Bóg - nie było Nawiedzonego, każdej niedzieli, 
między 22, a 2 w nocy zasiądą przed radioodbiornikiem i ślinić się będą, 
jak te psy Pawłowa... 
 
 
 
Pozdrawiam serdecznie
Andrzej"
 
==================================================================================
 
 
 
 
 
Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - 
www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)
nawiedzonestudio.boo.pl 

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Pogoda pogodą, a ja się pytam, gdzie są moje pieniądze?

Jakiś czas nie śledziłem żadnych wiadomości. No, może poza tymi sportowymi, albowiem te interesują mnie jakoś bardziej. Szczególnie teraz, gdy boiskowa kopaninka powróciła do łask. Ale do rzeczy. Relaksowałem się wczoraj przez cały dzień po szumnej imprezce ze znajomymi i przyjaciółmi, która miała miejsce dnia poprzedzającego świętą niedzielkę. Głównie przesłuchiwałem płyty, w mojej ukochanej pozycji leżącej - na dywanie. To już nie te czasy kiedy latałem po pokoju z kątomierzem imitującym gitarę, a w tle waliło co tchu AC/DC. Sympatia do łojenia pozostała, jednak serce nie daje już tyle poszaleć. Aby nie zwariować od tej muzyki, powróciłem do żywych punkt 19-ta, kiedy to na TVN-ie uaktywniły się "Fakty". Nie przepadam za nimi, choć i tak wolę je od sielankowych publicznych "Wiadomości". Tematem dnia okazała się znowu pogoda. Ta niesforna, wiecznie zła, a zarazem fascynująca pogoda. Z której można upleść niejeden ciekawy scenariusz, albowiem czy dobrze czy źle - zawsze jest niedobrze. Specjaliści z TVN-u posiadają niezwykły dar straszenia ludzi. A szczególnie dobrze im to wychodzi, gdy mamy w pamięci kilka niedawnych trąb powietrznych czy innych tam huraganów, a w innych news-owych sferach nie ma czym postraszyć. A zatem temat dnia! - UWAGA! - nadchodzi fala upałów !!!  Potrwają one nawet dziesięć dni !!!. Tylko z litości do widzów, nie powiemy im, żeby się najlepiej z domu nie ruszali. A jeszcze dobitniej, ukryli się w swych chłodnych piwnicach, bowiem temperatury na poziomie plus trzydziestu, mogłyby ich czasem zabić. Strach ma wielkie oczy, a więc jestem przekonany, że ta panosząca strach telewizja, kto wie czy nie ma podpisanych kontraktów na wspólne zbijanie zysków z jakąś siecią AGD-marketów. Wszak głupocie wcisnąć strach w gacie trudnym nie jest.
Zadałem sobie trud i namierzyłem prawdę. Nie było to skomplikowane. Okazało się, że wyemitowane chwilę później "Wiadomości", nic sobie w ogóle nie zrobiły z nadchodzącej "fali upałów", wciskając ten temat jako trzeci lub czwarty, w hierarchii ważności wydarzeń dnia. Mało tego, pani prowadząca zrobiła ze mnie niedoinformowanego należycie idiotę, oznajmiając, że przez najbliższych ileś tam dni, będzie pięknie, letnio i nieupalnie. Zachęcając przy tym do korzystania z uroków kończącego się w kalendarzu lata. I komu mam wierzyć? W środku dzisiejszego już dnia, wyskoczyłem na chwilkę z roboty do sąsiedniej "Żabki"- po zimniutką "Colę" (bo "Pepsi" ta sieć nie posiada). Idąc chodnikiem było mi przyjemnie i milutko , niczym w raju. Przestraszeni "upałami" ludzie zostawili mi na nim dużo miejsca. Na pewno leżą teraz upoceni i zniewoleni na swych domowych kanapach i czekają na kolejne "Fakty", w których zapewne znowu zostaną ostrzeżeni, by koniecznie się nigdzie nie ruszać. I tu przychodzi mi do głowy cytat z "Jołopa", z odcinka Kiepskich "Jak ten czas leci":
"W pustym pokoju uwiędłe kwiaty,
w fotelu siedzi Jołop wąsaty,
a zegar tyka, bo czas umyka,
z każdym browarem Jołop zanika
 
I co tak siedzisz Knurze Opasły?!!!
twojej nadziei gwiazdy już zgasły, Knurze Opasły

a Jołop jęczy, stęka i sarka,
nie wie, że grób mu kopie koparka,
a na tym grobie kamień niech stanie,
a na kamieniu poety wołanie:
"tu leży Jołop, mój przyjacielu,
który przepierdział życie w fotelu"

A zatem niech każdy spędza życie jak chce. Ja jednak wolę się nim cieszyć. Szczególnie w ten letni czas.
Czego wszystkim zniewolonym życzę. I zniewieściałym z tegoż powodu - także !!

Jak łatwo można manipulować ludem, niech zaświadczy choćby taka afera, jaka jest teraz z tą naciągalską firmą "Amber Gold", w której oszczędności swojego życia złożyło stado naiwnych i chytrych do bólu. Których notabene pazerność należycie zgubiła. Bo jaki idiota mógł uwierzyć w te fikcyjne procenty, przed którymi od dawna przestrzegali znawcy analitycy i ekonomiści. No, ale głupota zawsze stara się uwypuklić meniskiem swą mądrość. I ma za swoje. I dobrze! Zażalenie do Pana Boga, że głupie dzieci na świat wydał. A tak na marginesie, zapytam może, czym jest ten "Amber Gold" wobec takiej instytucji jak ZUS? Zamiast zaciemniać ludowi faktyczny obraz rzeczywistości zapytam: "gdzie są ku....a moje pieniądze?





Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!, tylko z płyt)

nawiedzonestudio.boo.pl 


"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 19 sierpnia 2012 - Radio "Afera" Poznań 98,6 FM

"NAWIEDZONE STUDIO"
program z 19 sierpnia 2012
RADIO "AFERA" 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl






YNGWIE J. MALMSTEEN - "Trilogy" - (1986) -
- Trilogy Suite Op:5

LUCA TURILLI's RHAPSODY - 'Ascending To Infinity" - (2012) -
- Ascending To Infinity

METAL CHURCH - "Metal Church" - (1985) - 
- Metal Church
- Highway Star

METALLICA - "Ride The Lightning" - (1984) -
- Fade To Black
- For Whom The Bell Tolls

MANOWAR - "Hail To England" - (1984) -
- Blood Of My Enemies

==========================================================================

z cyklu: "Szanujmy Wspomnienia - Czyli Cudze Chwalicie Swego Nie Znacie"

FATUM - "Demon" - (1993) -
- Demon (cz.1)
- Moja Modlitwa
- Mania Szybkości 93

==========================================================================


DIVLJE JAGODE - "Konji" - (1988) -
- Konji
- Zauvijek Tvoj
- Turski Mars

STRATOVARIUS - "Under Flaming Winter Skies - Live In Tampere - the Jorg Michael Farewell Tour" - (2012) -
- Burn
- Behind The Eyes

ASIA - "XXX" - (2012) -
- Al Gatto Nero
- Reno (Silver And Gold)

SQUACKETT - "A Life Within A Day" - (2012) -
- A Life Within A Day
- Divided Self

CHRIS SQUIRE - "Fish Out Of Water" - (1975) -
- Lucky Seven

GTR - "GTR" - (1986) -
- Imagining

DEAD CAN DANCE - "Anastasis" - (2012) -
- Agape
- Amnesia

I LOVE YOU BUT I'VE CHOSEN DARKNESS - "Fear Is On Our Side" - (2006) -
- Last Ride Together

SOULSAVERS - "The Light The Dead See" - (2012) -
- Longest Day
- Presence Of God

OST - "XANADU" - (1980) -
- Don't Walk Away - (ELECTRIC LIGHT ORCHESTRA)

ELVIS PRESLEY - "Suspicious Minds" - singiel - (1969) -
- Suspicious Minds

ELVIS PRESLEY - "King Creole" - singiel - (1958) -
- King Creole
- Dixieland Rock

ELVIS PRESLEY - "Blue Suede Shoes" - singiel - (1956) -
- Blue Suede Shoes

THE MOODY BLUES - "Every Good Boy Deserves Favour" - (1971) -
- My Song








Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl

piątek, 17 sierpnia 2012

"Nawiedzone Studio" bez "Nawiedzonych Nut"

Wpis ten posiada charakter informacyjno-refleksyjny. Nie wymaga on komentarzy. Chyba, że koniecznie ktoś ma ochotę mi dołożyć - a to proszę bardzo!
Poprosiłem Krzyśka (vide Jadis "Nawiedzone Nuty"), aby zaniechał powtórek "Nawiedzonego Studia" na swoim blogu. Jako, że według mnie radio posiada tylko sens kiedy tworzy się je "na żywo", uważam podjęcie takich kroków za właściwie. Poza tym dodam, że nie jest to jednowymiarowa zemsta za ub.niedzielną audycję, gdzie oglądanie telewizji okazało się ważniejsze od uhonorowania 30-rocznicy Budgie w Poznaniu (nie tylko zresztą!). Choć to mnie paradoksalnie skłoniło to podjęcia takiej decyzji. Poza tym , nagrywanie audycji nie do końca było zgodne z prawem, i tylko dobra wola pewnych ludzi nie doczepiała się temu. Ale najbardziej przykre dla prowadzącego jest przygotowanie się rzetelne do programu, podczas gdy w tym samym czasie jeden czy drugi człowiek, na których to liczę, oglądają sobie coś tam w tv, by w tygodniu "na kolanie" odsłuchać wypociny Masłowskiego, na zasadzie cóż ten Masłowski znowu męczył w tym swoim Nawiedzonym. Nie, i jeszcze raz nie. Nie pozwolę sobą majtać.
Cenię sobie szczerość u innych, tak więc i ja będę szczerym, otóż zdaję sobie sprawę, że iluś teraz ludzi się na mnie śmiertelnie obrazi, i już w życiu nie nastawi odbiornika w niedzielę o 22-giej. Trudno, mają do tego prawo. Przykro mi, lecz zatrzymywać na siłę także nie mam ochoty. Nie zależy mi na popularności, a na klimacie z niedzieli na poniedziałek. Jeśli więc ktoś takowy czuje, to jestem przekonany, że mnie (nas!) nie opuści. Z drugiej strony uważam, że audycja ma tylko sens "na żywo". Wówczas wiem, że słuchamy muzyki, o tej, a nie innej porze, wczuwamy się w nią, a co najważniejsze: jest to dla nas wszystkich tak samo ważne. Wiem, wiem,..., krzywdzę w tym momencie tzw. "drugą zmianę", ale niestety nie da się wszystkiego i wszystkich ze sobą pogodzić. Zresztą tak po prawdzie, okazuje się, że ta "druga zmiana", która zazwyczaj pryska do łóżka przed 23-cią, mętne zakończenie igrzysk, śledziła do samego końca, a więc jednak można wysiedzieć!!!  A jeśli komuś jest trudno to uczynić kiedy w tv wieje nudą, to znaczy, że to co gram, tak naprawdę go nie interesuje.
Zostawiam zatem technikę XXI wieku za plecami i wracam do epoki kamienia łupanego.

Przepraszam jeśli było mocno i kogoś szczególnie uraziłem. Nie chciałem tego, lecz po to jest ten blog, bym nie musiał powstrzymywać swoich emocji, a pisał co mi w sercu gra. Podpisując się pod tym z imienia i nazwiska. Co zresztą polecam choćby w formie nicku - każdemu!  Wszak blog nawiedzonego nie jest  onetem.pl, na który codziennie wchodzi zmasowana armia prostactwa i chamstwa, która pod anonimowością leje każdemu w mordę. Podczas, gdyby jeden z drugim, przymusowo musieli się jednak podpisać pod tymi swoimi wymiocinami, to z ogonem podwiniętym pod dupsko, zwiewałby do nory - tchórze bez miary!.

Na koniec pragnę serdecznie podziękować Jadisowi za ogromną robotę, którą przez te lata wykonywał. Jest ona nieoceniona, jak i zresztą On sam także. A może przede wszystkim! Dzięki piękne!!!

Wkrótce także na oficjalnej stronie Nawiedzonego Studia zniknie link do Nawiedzonych Nut.



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl

środa, 15 sierpnia 2012

by zrozumieć trza....

znalezione na półce nad łóżkiem

 Marie Von Ebner-Eschenbach:
"Ci, którzy rozumieją jedynie to, co da się wytłumaczyć, niewiele rozumieją."




 Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl

wtorek, 14 sierpnia 2012

Po/Olimpijska Ceremonia żałości i tandety

Dowiedziałem się wczoraj, że stacja Eurosport, pokaże retransmisję ceremonii zamknięcia londyńskich igrzysk. Pomyślałem - obejrzyj! Rozpoznaj swego niedzielnego pogromcę. Zobacz kto ci dołożył. Wszyscy tak się zachwycali i komentowali, że jaka to cudna oprawa, wspaniali artyści, ach! co za program artystyczny,.... Cholera, może ja tutaj się wściekam, a tam wydarzyło się coś epokowego. Coś, co zmieni  postrzeganie świata i  nada nowy ton sztuce.
Włączyłem więc spokojnie telewizor, z lodówki przyniosłem (dla ochłody wrażeń) butelkę zmrożonej Pepsi. Notabene, najlepszego niealkoholowego napoju świata!. Usiadłem wygodnie na moim kocu, i zarzuciłem oczy w ekran. Zaczęło się. Siedzę i czekam, cóż to się tutaj wydarzy. Troszkę już czasu przeleciało, pojawił się pierwszy blok reklamowy, myślę sobie - no, preludium mam za sobą i zaraz się naprawdę zacznie. Druga odsłona, coś tam się snują, uśmiechają, żel i lakier na włosach demonstrują, po czym obowiązkowe szczerzenie kłów, tak by Colgate mogła zgarnąć uczciwie swą dolę, no i czekam, czekam,... A tu druga porcja reklam. Taka mnie naszła obawa, że to może nie to, ale patrzę w telegazetę, a tu jak byk stoi napisane, że się nie mylę. Później pojawiają się jacyś tam wykonawcy, aktorzy tego niesamowitego show, o których w niedzielę w sms-ach zapewniano mnie, że "wypadli zajebiście!", albo co kulturalniejsi artykułowali słowami: "panie andrzeju, jakże śliczny program, ojej, ojojoj". A ju tu widzę jakiś teatr przebierańców, jakieś lale skaczące, wijące się z lewa na prawo. A gdy już ktokolwiek chwyci za mikrofon i próbuje kilka tonacji z siebie wydobyć, to nawet koty marcowe uszy zatykają. Dopiero, gdy komentator poinformował mnie, że na scenie znajduje się grupa Muse, to dotarło do mnie, że chyba na co dzień lubię tę grupę, jednak w TV ktoś sobie ze mnie jajca wyrabia, bo to z tym Muse, które lubię, łączy tylko nazwa.
Annie Lennox z kolei , zrobiła sobie fryz jakby ją przed chwilą piorun trzasnął. Zresztą mogło tak nawet być, bowiem jej głosu także nie mogłem rozpoznać, ale pomógł mi w tym nieoceniony telewizyjny konferansjer. Ale to nic, największym "skarbem" wieczoru, okazał się Monty Pythonowski "Always Look On The Bright Side Of Life". Mogli sobie i nam, organizatorzy podarować tę łzawą wersję kapitalnego niegdyś song-skeczu. Podczas tego wieczoru miał on posmak prosektoryjny. Dam już spokój Spice Girls, panom May'owi i Taylorowi, a także pozostałym występującym żałościom.
Jak nisko musiała upaść masowa rozrywka, skoro taka lura wzbudziła ogólny zachwyt. Po raz kolejny udowodniono mi, że dzisiejszym masom można zapakować gówno w świecący papierek, a ci przez cały czas trwania ceremonialnej męki będą go rozwijać, by na końcu ujrzeć nagrodę na jaką zasłużyli.
Oczom nie dawałem wiary, z czym przegrałem w niedzielę!!!.  No tak, ale moich świecidełek nie widać gołym okiem, więc na co liczysz masełkowy chłopaczku fetniaczku. Moje świecidełka mogą ujrzeć tylko posiadacze wyobraźni.
Nie doczekałem końca. Wyłączyłem daleko od przewidywanego końca tę artystyczną masakrę, i udałem się do łoża. Nastawiwszy sobie nowe Dead Can Dance, poczułem jak lekkość tej muzyki, unosi moje tłuste i sflaczałe cielsko ku górze, niczym pierzastą chmurkę.



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

24 września 2012 premiera płyty "Re-Machined" - a tribute to DEEP PURPLE'S Machine Head

24 września br. ukaże się płyta, będąca hołdem dla albumu "Machine Head" - grupy Deep Purple.
Okazją do tego jest 40-ta rocznica poczęcia tego niezwykłego dzieła.
Poniżej okładka oraz tracklista:







1. CARLOS SANTANA & JACOBY SHADDIX - "Smoke On The Water"
2. CHICKENFOOT - "Highway Star"
3. GLENN HUGHES & CHAD SMITH - "Maybe I'm Leo"
4. BLACK LABEL SOCIETY - "Pictures Of Home"
5. KINGS OF CHAOS (feat.JOE ELLIOTT, STEVE STEVENS, DUFF McKAGAN & MATT SORUM) - "Never Before"
6. FLAMING LIPS - "Smoke On The Water"
7. JIMMY BARNES & JOE BONAMASSA - "Lazy"
8. IRON MAIDEN - "Space Truckin' "
9. METALLICA - "When A Blind Man Cries"

Płytę wyda EAGLE RECORDS






Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl







Kurtynę czas opuścić

Wczoraj było najgorzej jak być mogło. I wcale nie chodzi mi o falstart realizatora, któremu pierwszy utwór w Nawiedzonym nie chciał odpalić. Złośliwość przedmiotów martwych wszystkim nam daje się we znaki, nie raz, nie dwa. Kilka tygodni temu wymyśliłem sobie , że uczczę trzydziestą rocznicę poznańskiego koncertu Budgie. Bardzo dla mnie znaczącego. Nie pisałem o tym na blogu, ani nie wspominałem w audycjach, tak by nikt mi tego tematu nie podebrał. Wszak życie nauczyło mnie, że gdy zbyt dużo pary z gęby wypuszczam, to zaraz ktoś to wykorzystuje. Oczywiście w tę drugą stroną. Tak więc, postanowiłem egoistycznie zatrzymać to ważne (dla mnie) wydarzenie - tylko dla siebie i dla moich cotygodniowych Słuchaczy, których przecież szanuję, i na to samo liczę z ich strony. Wczoraj dostałem po nosie za tę moją naiwność. Okazało się, że przegrałem z medialnie napompowaną maszyną. Zakończenie Olimpiady, a co za tym idzie, efektownie podane świecidełka i wytapirowane gwiazdy, pokonały mnie z uśmiechem na twarzy. A cotygodniowa niby niezależność obróciła się w źródło kiczu i tandety, podanych na najwyższym poziomie. Ze smutkiem przyjmowałem co rusz sms/y z gatunku: "panie Andrzeju, dzisiaj nie słucham, gdyż właśnie oglądam zakończenie Igrzysk", albo "jednym uchem słucham, a jednym okiem oglądam". Szkoda, że zamiast posłuchać wspomnień i przepięknej muzyki Budgie, bądź nie zawsze znanych nagrań z udziałem Marka Knopflera, większość wybrała rozkoszowanie się Spice Girls lub boleści połowy składu Queen z jakimś frajerem udającym gwiazdę rocka. Cóż, szkoda mi mojego czasu i serca włożonego w przygotowanie się do wczorajszego programu, skoro , i tu przepraszam za wyrażenie, ale tak właśnie myślę, olano mnie maksymalnie. Czuję się jak jakiś palant, który mielił jęzorem sam do siebie. Jak jakiś zblazowany kretyn przed lustrem. Moja to wina. Powinienem dać od siebie odpocząć w ten kanikułowy czas, a ja o tym zapomniałem ,i mam za swoje. Poszukam zatem zastępstwa i dam wkrótce od siebie odetchnąć. Obiecuję! Wczorajsza wieczoro-noc utwierdziła mnie w przekonaniu, że wiele się zmieniło. Bezpowrotnie. Zasiedziałem się. Pora ustąpić miejsca ludziom młodszym i "ciekawszym", że tak to ujmę w "cudzysłowiu", zamiast "cudzysłowie".


Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl

"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 12 sierpnia 2012 - Radio "Afera" Poznań 98,6 FM

"NAWIEDZONE STUDIO"
program z 12 sierpnia 2012
RADIO "AFERA" 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl


 zdjęcie dotyczy kącika "BUDGIE - 30-lecie koncertu w Poznaniu"
zdjęcie dotyczy kącika "MARK KNOPFLER - unikatowo i gościnnie"





IAN GILLAN & TONY IOMMI - "Who Cares" - (2012) -
- Get Away - /MIHALIS RAKINTZIS feat. IAN GILLAN z LP "Etsi M' Aresei' ", 1993/
- Don't Hold Me Back - /GILLAN z LP "Toolbox", 1991/


BETH HART - "Bang Bang Boom Boom" - (2012) -
- Baddest Blues
- Bang Bang Boom Boom


ROBERT CRAY - "Nothin But Love" - (2012) -
- I'm Done Cryin'


NEIL YOUNG WITH CRAZY HORSE - "Americana" - (2012) -
- Oh Susannah
- Gallows Pole


LED ZEPPELIN - "Led Zeppelin III" - (1970) -
- Gallows Pole


MICHAEL THOMPSON BAND - "Future Past" - (2012) -
- Can't Miss


---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------


wspomnienie o koncercie BUDGIE w Poznańskiej "Arenie" - 12 sierpnia 1982 roku - z okazji 30-rocznicy, przypadającej idealnie na tę niedzielę 



BUDGIE - "Never Turn Your Back On A Friend" - (1973) -
- Breadfan


BUDGIE - "Power Supply" - (1980) -
- Forearm Smash
- Crime Against The World


BUDGIE - "Deliver Us From Evil" - (1982) -
- Truth Drug


BUDGIE - "Nightflight" - (1981) -
- I Turned To Stone


BUDGIE - "In For The Kill!" - (1974) -
- Zoom Club


---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------




QUIET RIOT - "Metal Health" - (1983) -
- Breathless


ASIA - "XXX" - (2012) -
- Ghost Of A Chance


---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------


jednorazowy kącik: "MARK KNOPFLER - unikatowo i gościnnie"
na poniższych płytach (spiętych tutaj jedną klamrą) Mark Knopfler zagrał w n/w utworach na gitarze, a czasem i nawet dośpiewał chórki




JIMMY NAIL - "Big River" - (1995) -
- Big River


TINA TURNER - "Break Every Rule" - (1986) -
- Overnight Sensation
- Paradise Is Here


SONNY LANDRETH - "From The Reach" - (2008) -
- Blue Tarp Blues


THE JEFF HEALEY BAND - "Hell To Pay" - (1990) -
- I Think I Love You Too Much


ROD STEWART - "Human" - (2001) -
- If I Had You


BRYAN FERRY - "Boys And Girls" - (1985) -
- Valentine


JOHN ILLSLEY - "Streets Of Heaven" - (2010) -
- Streets Of Heaven
- Only Time Will Tell


TONY JOE WHITE - "Uncovered" - (2006) -
- Not One Bad Thought


PHILIP LYNOTT - "Solo In Soho" - (1980) -
- King's Call


STING - "...Nothing Like The Sun" - (1987) -
- The Dance Alone (Cueca Solo)


---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------




SOULSAVERS - "The Light The Dead See" - (2012) -
- In The Morning












Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl

piątek, 10 sierpnia 2012

RICHARD MARX - "Inside My Head" + bonus disc "Hits" - (2012) -

RICHARD MARX - "Inside My Head" + bonus disc "Hits" - (FRONTIERS RECORDS) -  ***



Gdy w 1989 roku moja Siostrzyczka przysłała mi z Ameryki nowiutką wówczas płytę "Repeat Offender" (druga w dorobku, a sprzedana ostatecznie w nakładzie ponad 4 mln.egz.), w załączonej do niej ulotce stało napisane, że oto nadchodzi następca Bruce'a Springsteena. Następne lata dowiodły, ze tak się nie stało. Artysta po odniesieniu gigantycznego sukcesu, dzięki tej pół-rockowej płycie, szybko odciął się od dalszych ewentualnych flirtów z Bractwem Rocka, i postawił na tworzenie efektownych ballad. To właśnie bowiem one, otworzyły mu sukces do wielkiej sławy.  A konkretnie jedna, ta niezwykle piękna i niepowtarzalna zarazem "Right Here Waiting", której fortepian zabił gitarę. Co praktycznie bywa przesz niemożliwe. Na następnej, już  dużo słabszej płycie "Rush Street", Marx nagrał kolejny mega przebój "Hazard", który nie przebił popularnością "Right Here Waiting", ale i tak zdobył suma sumarum Platynę. Niestety, poniesione sukcesy wkręciły Marxa do wiecznej krainy przynudnawych i łzawych piosenek, z których żadnej nie udało się później zbliżyć do tamtych choćby na krok. Muzyk zamiast się w końcu opamiętać, wciąż parł do przodu, aż się zagubił do tego stopnia, że gdyby nie grupka fanów w USA, Niemczech czy wiernej od lat Skandynawii, to musiałby grać do kotleta. Żartuję rzecz jasna, to mu akurat nie groziło, bowiem jak wszyscy wiemy, Marx od lat niemal masowo komponuje (udanie!) dla innych, z czego głównie żyje, a dla siebie pozostawia raptem strzęp kompozytorskiej twórczości. Co także dość dobitnie pokazują jego ostatnie (w większości bardzo przeciętne) albumy.
Ale dość narzekania, bo chyba nadchodzą dobre czasy. Wydany kilka tygodni temu podwójny album, ma sporo do zaoferowania. Przede wszystkim, pełną garść nowych i co najmniej w połowie bardzo udanych piosenek. Co ważniejsze, utrzymanych w dobrym starym stylu, zarówno koncepcyjnie, stylistycznie jak i nawet brzmieniowo. Niczym za dawnych lat, poza kilkoma obowiązkowymi super-balladami ("Like Heaven", "On The Inside", "Through My Veins" czy "Always On Your Mind"), Marx dołożył szczyptę rocka ("All Over Me" czy "Part Of Me"), a także poszybował w modne rytmy funky/soul ("Come Running" czy "Scars"). Powstała dzięki temu płyta ciekawa, kipiąca mnogością pomysłów i rytmów, pozwalająca docenić tego fajnego wokalistę, kompozytora i muzyka (gitara, bas, instr.klawiszowe), jako artystę umiejącego odnaleźć się na każdej płaszczyźnie, a nie tylko zamkniętego w zadusznym świecie łzawych, i nie zawsze udanych ballad.
Drugi dysk z tegoż albumu, przynosi zestaw 12 największych przebojów, jak wspomniane już powyżej "Right Here Waiting" czy "Hazard", ale i także: "Hold On To The Nights", "Too Late To Say Goodbye", "Angelia", i całą masę nie gorszych. Wszystkie zostały tutaj podane w nowych opracowaniach, lecz nie tak bardzo odbiegających od swoich pierwowzorów. Paradoksalnie do tych słów dodam, że niżej podpisany i tak by się nie zamienił na lubiane od lat stare wersje.  Mimo to, uważam pomysł odgrzania dawnych przebojów w takiej formule za niezły, bowiem nie byłoby przecież sensu powtarzać po raz kolejny zwyczajnej kompilacji, wydanej zresztą bodaj przed dwoma czy trzema laty.
Reasumując, wciąż daleko Richardowi Marxowi do lat chwały, ale pierwszy krok został właśnie wykonany. Co nie zmienia faktu, iż osobiście nie wróżę temu wydawnictwu żadnego sukcesu. Choć takowego przecież mu życzę .



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl

czwartek, 9 sierpnia 2012

KEN HENSLEY - "Love & Other Mysteries" - (2012) -

KEN HENSLEY - "Love & Other Mysteries" - (ESOTERIC ANTENNA / CHERRY RED RECORDS) -  ***



Muzyk, który był niegdyś jedną z najważniejszych postaci Uriah Heep, nie chce mieć nic wspólnego z obecnie działającą grupą, o tejże właśnie nazwie. Nazywając ją "tribute bandem". Tak przy okazji, ma on nawet po części rację, ponieważ od dawna pod nazwą Uriah Heep, ukrywają się muzycy, którzy z najlepszymi czasami nie mają związku, a jedyną oryginalną postacią (od samego początku zresztą) jest tylko gitarzysta Mick Box.  Bez względu na to, należy przyznać, iż ostatnie albumy Uriah Heep, są naprawdę niezłe.
Ken Hensley woli być w cieniu tej zasłużonej nazwy i dawnych jej dokonań, pomimo iż często na solowym gruncie tworzy przecież rzeczy do niej podobne. Teraz jednak stworzył album, jakiego większość sympatyków jego talentu mogło się nie spodziewać. A, że talent Hensley posiada, niech zaświadczy choćby kilka tytułów tak pomnikowych Uriah Heep'owskich kompozycji, jak: "The Park" czy "Lady in Black" (obie z genialnej płyty "Salisbury"), "July Morning" - stworzone wspólnie z nieżyjącym Davidem Byronem (pierwszym i najlepszym głosem Heep), rozpędzone "Easy Livin' ", a także obłędnie piękny i niedoceniany należycie "Pilgrim" - skomponowany również do spółki z Davidem Byronem.
"Love & Other Mysteries", jest zestawem dziesięciu nastrojowych kompozycji. Pełnych melancholii, smutku, dostojności. Takich, jakie zawsze lubił na swoich albumach wtykać gdzieniegdzie pojedynczo. Teraz utkał z takowych całą plytę . Zapraszając przy okazji sporą liczbę muzyków (o hiszpańsko brzmiących nazwiskach), najczęściej jednak nieznanych szerokiemu rockowemu audytorium. Za wyjątkiem byłego "purpurowego" Glenna Hughesa (obecnie w Black Country Communion), który zaśpiewał nieco ckliwą balladę "Romance", w duecie z Santrą Salkovą. Nie jestem jakimś wielkim fanem talentu Hughesa (choć czasem go lubię), ale przyznać muszę, że tę zaśpiewał fantastycznie. Zresztą Santra Salkova, pomimo dużo delikatniejszej barwy głosu, nie pozostała Hughesowi jakoś specjalnie dłużna. W zasadzie, kto wie, być może jest to najładniejsza piosenka na tej płycie, ale jednak na kilka innych także warto by zwrócić uwagę. Jak choćby na te zaśpiewane przez samego Hensleya, typu "(This) Bleeding Heart" - z ładnymi smyczkami, pojawiającymi się w refrenie, albo na znajdującą się w środkowej części miłosnej pieśni "Come To Me". Może i nazbyt rzewnej, ale na pewno nie pozbawionej swoistego uroku. Zresztą podobne uczucie może wywoływać nieco wcześniej zaśpiewana tutaj piosenka "No Matter", w duecie przez Irene Forniciari i Roberto Tirantiego. Bardzo oszczędna, pełna delikatności, z wyeksponowanymi głosami tejże pary, którym w tle akompaniują uroczo smyczki i pianino. Ładna rzecz. Dobrze się w takim śpiewaniu odnajduje Roberto Tiranti, który płuca wyrywa w przed zamykającym całość "Respiro Tu Amor" - zaśpiewanym po hiszpańsku. Ponadto w następnym i finalizującym całość "Little Guy", ponownie Tiranti tworzy duet z Irene Forniciari. Brzmienie tej piosenki jest już gęstsze i pełniejsze, ale smyczki także wkradają się w niejedną tu pozostawioną lukę. No i jeszcze na moment pojawia się tutaj taki chórek a'la gospel.
A o czym traktuje każda z piosenek, dowiemy się nie tylko z analizy tekstów, ale i także z krótkiej notki zamieszczonej w książeczce komentującej każdą z nich.
Płyta nosi jednolity charakter i może sobą zainteresować zdecydowanie nierockową publiczność. Zresztą o to właśnie chodziło Hensleyowi, który chyba nie chce do końca życia uchodzić tylko i wyłącznie za szarpidruta. A po prostu - za dobrego i otwartego na różne style kompozytora.



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl

środa, 8 sierpnia 2012

Zofia Klepacka - złota kobieta z brązowym medalem

Zofia Klepacka, windsurferka, nasza brązowa olimpijska medalistka. Kobieta z brązowym medalem i złotym sercem. Medal wywalczyła dla swojej sąsiadki, 5-letniej Zuzi. Medal, który pójdzie pod młotek, a pieniądze z niego, na leczenie dla potrzebującej dziewczynki. Ludzkie. Poruszające. Piękne.





Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl

Polska Olimpiada Żałości

Jedynymi, którzy nie próbują, a raczej nie mogą postrzegać porażki na londyńskich igrzyskach, są komentatorzy telewizji publicznej. Wykupiony pół-monopol na transmisje (wraz z Eurosportem) ,a także nabici w butelkę reklamodawcy, nie dopuszczają do siebie myśli, że wszystko już skończone. Codzienne nadzieje, albo nienaturalnie rozbudzane apetyty, z głowami w piasku zamykają niemal każdy dzień. Na pocieszenie kilka medali, najczęściej brązowych, które i tak nie ratują żałośnie niskiej klasyfikacji naszej kadry. Bądź co bądź, blisko 40-milionowego kraju. Wszyscy pewniacy zawodzą, a medale jeśli już, to zdobywają płotki.. Strach pomyśleć, gdyby tych płotek nam zabrakło. Wcale nie chodzi mi nawet o moje podejście do całej tej Olimpiady, ale o stan naszego sportu. Nie myślałem do tej imprezy, że jest on tak dramatycznie słaby. Bo pojedyncze potknięcia nawet da się wytłumaczyć. Trudno mieć pretensje do sztangisty, który z jakiejś blokady psychicznej spalił trzy próby i odpadł z turnieju. Będąc ponoć faworytem do złota. Jednak w taki sposób można by oczyścić każdego zawodnika, jak Anię Rogowską, siatkarzy czy kajakarki. Jak nie idzie, to nie idzie. Z przykrością oglądam niektóre wejścia na żywo w TVP 1 czy TVP 2. Mieszane pary prowadzących nie wiedzą już same co mówić, a gdzie tu jeszcze spojrzeć kamerze prosto w oczy. Fakt, że trudne to może być, szczególnie gdy posiada się tak wykoślawione gustowne okulary jak redaktor Kurzajewski. Nie chciałbym być w skórze jakiegokolwiek takiego prezentera TV i udawać zachwyty nad przeważnie brązowymi medalami. A kiedy już trafią się ze dwa takie cuda jednego dnia, jak ostatnio, to wypadałoby z euforii pokazać widzom przynajmniej dżdżysty pod z czoła, z rzecz jasna wyreżyserowanym uśmiechem od ucha do ucha.
Gigant naszej siatkówki Bartosz Kurek, chodzi tak oszołomiony po swoich przedolimpijskich zapewnieniach o perle w koronie, że zapomniał o dobrych manierach, wykazując się nie lada "szacunkiem" w stosunku do dziennikarzy  i reporterów. No proszę. A mnie wmawia się, że tylko futboliści są chamscy i prymitywni. Reszta to pełna kultura, klasa i osobowości. Pożyjemy zobaczymy. Właśnie reszta dyscyplin dobija do "czołówki" i wkrótce sięgnie poziomu naszej boiskowej kopaninki. Stanąć z uśmiechem do kamery po triumfie, to każdy potrafi. Panu Kurkowi i jego kolegom uśmiech szybko zmyli z twarzy ambitni Australijczycy. Bo zbytnia pewność siebie zawsze jest zgubna. Dobrze o tym pamiętać panowie Kurek i spółka. Słowa te piszę na kilka godzin przed meczem z Rosją. I choć życzę tym naszym pewniakom zwycięstwa, albowiem nasi to nasi, to jestem jakoś mało przekonany, że po tym co dotąd zobaczyłem, zostanę z ich strony czymś miło zaskoczony.
Kiedyś narzekano, nie ma sukcesu, bo nie ma baz, ani warunków treningowych. Ostatnio pojawiły się nowe halowe tory kolarskie, piękne sale do ping ponga, wielkie areny, nowe stadiony, a u nas średnio jeden medal przypada na cztery miliony mieszkańców. I nie jest to zwykłe narzekactwo czy malkontenctwo, a po prostu - żałosne stwierdzenie faktów.



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl

wtorek, 7 sierpnia 2012

SOULSAVERS - "The Light The Dead See" - (2012) -

SOULSAVERS - "The Light The Dead See" - (V2 Records) -  ****3/4



Zawsze lubiłem głos Dave'a Gahana. Tak samo zresztą jak całe dawne Depeche Mode. Niestety, w ostatnich latach muzyczne propozycje panów D.Gahana, M.Gore'a oraz A.Fletchera, zupełnie nie wzbudzały we mnie jakiś większych emocji. Żeby nie powiedzieć - żadnych. Dlatego też, niespecjalnie ciągnęło mnie w stronę nowych poszukiwań czy to zespołowych, bądź ewentualnych solowych projektów jego poszczególnych członków. Zapewnienia słowne bezkrytycznych fanów DM, że oto D.Gahan nagrał piękną płytę, nie wystarczały mi do momentu, w którym pewien mój znajomy po prostu się wściekł, zapakował płytę pod pachę, przyszedł z nią do mnie, i niemal zmusił do jej posłuchania. W efekcie czego odleciałem, a po niedługiej chwili już przyziemnie poleciałem po nią do sklepu, by móc spokojnie tego wieczoru przyłożyć głowę do poduszki.
Do teraz nie mogę się otrząsnąć. Proszę Państwa, oto leży przede mną płyta, tak piękna, że trudno będzie dobrać słowa, by opisać jej zawartość. Niewiarygodne, że powstała w czasach pełnych dehumanizacji czy wszech ogarniającego nas zobojętnienia. Mało tego, można by zadać sobie pytanie, ile dzisiejszych istnień ludzkich jest ona w stanie tak naprawdę poruszyć? Ale tak od serca. A nie na przykład, bo jest się obowiązkowym fanem DM, który łyka wszystko bez popitki, co tylko wychodzi spod pióra któregokolwiek z jego członków.
Dave Gahan śpiewa tutaj najśliczniej odkąd pamiętam. Z taką nawałnicą uczuć i subtelnego piękna, że świat rwie się na strzępy. Sam musiał wiele w życiu przejść, a i otrzeć się o tamten świat, by wiele przemyśleń czy zgorzknień z siebie wydusić. Nie trzeba nawet mocno wchodzić w teksty z tej płyty, by ją poczuć i zrozumieć.
Jak to dobrze, że nie ma na "The Light..." tych wszystkich syntetyków, laboratoryjnych syntezatorów, czy innych tam kłujących po uszach dźwięków, które mogłyby tylko zabić atmosferę, którą wytworzyły tutaj prawdziwe i ciepłe brzmienia instrumentów o pół-rockowej sile, bądź otulone dookoła nich smaczki w postaci pianina, trąbki, smyczków,.....
Dwie krótkie miniatury instrumentalne, a poza tym dziesięć piosenek. Melancholijnych, smutnych, dostojnych, z absolutnie cudnymi melodiami. Uwierzcie mi Państwo, że gdyby złożyć do kupy najokazalsze fragmenty płyt Depeche Mode z ostatnich prawie dwudziestu lat, to nie zajęłyby one nawet połowy czasu, tego skądinąd krótkiego, niespełna trzy-kwadransowego albumu.
O takich płytach zwykle mawia się "petarda!". Bowiem, aby przyładować, niekoniecznie trzeba mieć moc Slayera. Można po prostu doładować pięknem , takim, że dech zapiera. Jak tu.
Płyta roku? Kto wie...



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 5 sierpnia 2012 - Radio "Afera" Poznań 98,6 FM

"NAWIEDZONE STUDIO"
program z 5 sierpnia 2012
RADIO "AFERA" 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl


spółka Jim Vallance / Bryan Adams została zagrana z płyt zamieszczonych na tym zdjęciu






VAN HALEN - "Van Halen" - (1978) -
- Runnin' With The Devil

GUN - "Gun" - (1968) -
- Race With The Devil


IRON MAIDEN - "Fear Of The Dark" - (1992) -
- Be Quick Or Be Dead


AC/DC - "Back To Black" - (1980) -
- Givin The Dog A Bone


BLACK SABBATH - "Heaven And Hell" - (1980) -
- Heaven And Hell


LUCA TURILLI'S RHAPSODY - "Ascending To Infinity" - (2012) -
- March Of Time - (cover HELLOWEEN)


THE RODS - "Let Them Eat Metal" - (1984) -
- White Lightning
- Rock Warriors


-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

kącik z kompozycjami spółki JIM VALLANCE - BRYAN ADAMS

PAUL ANKA - "Classic Songs - My Way" - (2007) -
- Heaven

JOE COCKER - "One Night Of Sin" - "One Night Of Sin" - (1989) -
- When The Night Comes

KISS - "Creatures Of The Night" - (1982) -
- Rock And Roll Hell
- War Machine

THE LAW - "The Law" - (1991) -
- Nature Of The Beast

TED NUGENT - "Penetrator" - (1984) -
- (Where Do You) Draw The line

ROD STEWART - "Every Beat Of My Heart" - (1986) -
- Another Heartache

ROGER DALTREY - "Under A Raging Moon" - (1985) - zagrane z LP
- Let Me Down Easy
- Rebel

URIAH HEEP - "Head First" - (1983) -
- Lonely Nights

KROKUS - "The Blitz" - (1984) -
- Boys Nite Out

TINA TURNER - "Break Every Rule" - (1986) -
- Back Where You Started

LOVERBOY - "Wildside" - (1987) -
- Hometown Hero

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

SAGA - "20/20" - (2012) -
- Lost For Words

PAUL BUCHANAN - "Mid Air" - (2012) -
- Fin De Siecle

SOULSAVERS - "The Light The Dead See" - (2012) -
- Bitterman
- I Can't Stay
- Take
- Tonight

MARK KNOPFLER - "Get Lucky" - (2009) -
- Remembrance Day
- Get Lucky
- So Far From The Clyde
- Piper To The End

ECHO & THE BUNNYMEN - "Avalanche" - (2003) -
- It's All Over Now (Baby Blue) - (cover Boba Dylana)

THE NOTTING HILLBILLIES - "Missing... Presumed Having A Good Time" - (1990) -
- Railroad Worksong

KEN HENSLEY - "Love & Other Mysteries" - (2012) -
- Respiro Tu Amor - (śpiew ROBERTO TIRANTI)

SAYBIA - "Eyes On The Highway" - (2007) -
- Angel















Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl

czwartek, 2 sierpnia 2012

Sportowych porażek ciąg dalszy, czyli śmiech przez łzy, czy łzy przez śmiech?

Telewizja Polska (do niepisanej spółki z Eurosportem)  wykupiła pakiet (choć i tak natrętnie pokaźny) olimpijskiego nudziarstwa. Licząc na wielkie zyski - rzecz jasna. Na razie jednak przychodzi schować głowę w piasek, bowiem nasi fundują tylko same straty. Ta sztucznie nakręcana co cztery lata machina nadziei sportów, bądź nieistotnych, bądź mało kogo obchodzących, w tym roku dała się negatywnie we znaki jak mało co. Pokładane nadzieje na medale zawiodły na całej linii. Byłem pewien, że runie ten sztucznie stawiany jeszcze przed igrzyskami mur. Siatkarze zapewniali "oj, będzie się działo", i słowa dotrzymali, bo ponoć po pięknym meczu z Włochami (nie oglądałem z uwagi na niedzielne Nawiedzone Studio), Bułgarzy za to utarli naszym nochala, i pokazali ich miejsce w szeregu. A i pewność siebie, zmyli im z twarzy. Wcale się nie zdziwię, jeśli niżej notowani Argentyńczycy uczynią tej naszej pewności siebie tyleż samo bólu.
Poza tym, "sensacyjna" Agnieszka Radwańska, oberwała tak, że długo się nie pozbiera ona i jej fani. W meczu o prestiż, deblowy występ z siostrą Urszulą, nie pozwolił nawet na niczym oka zawiesić, ponieważ co ciekawsza piłka ze strony Amerykanek powodowała, że te nasze gwiazdy broniły się z rozpaczliwością tonącej klaczy. Nie wspomnę o Pawle Korzeniowskim czy Otylii Jędrzejczak przez delikatność, by zaoszczędzić goryczy tym niegdyś zasłużonym wodnym bateriom. Jednak po tak kompromitującym występie Otylii, przyjąłbym jej przedwczesną dymisję i doradziłbym udać się na sportową emeryturę. Podaruję sobie także uszczypliwości np. szermierzom, judokom, czy innym....
Przed wyjazdem do Londynu, wszyscy znawcy liczyli ilość medali do zdobycia, w taki sposób, jakby już one były zdobyte. Nie policzono jednak tylko tego (oby na razie) jedynego srebra, które niespodzianką się jawi, a i kto wie, może stać się jedynym trofeum z tej Olimpiady Niespełnionych Nadziei. Bo na razie wszystko co dało się przegrać - przegraliśmy. Nawet jeśli staramy się podbudować wszelakimi awansami do ćwierć czy półfinałów, w których to później dostajemy i tak zasłużone baty. Tak więc Moi Mili, nie interesując się dyscyplinami mało istotnymi, wiem co w nich słychać, bo i ucho czy oko, z lekka na nich zawieszam.
Telewizja Polska zainfekowała swe dwa podstawowe kanały sportami, którymi przeciętny Polak przez cztery lata kompletnie się nie interesuje, a co ważniejsze osiągnięcia w tej czy tamtej dyscyplinie, zapamięta tylko dlatego, że w futbolu jesteśmy beznadzieją od co najmniej ćwierć wieku. Dlaczego Hiszpanie czy Brazylijczycy, mając najlepszych futbolistów na świecie, na olimpijskich arenach prawie w niczym nie błyszczą? Na to pytanie niech odpowiedzą sobie przeciwnicy futbolu i sprzymierzeńcy zniczu olimpijskiego w jednych osobach.
Niech mi ktoś wytłumaczy, dlaczego szermiercze pierdoły czy nudziarskie pływanie delfinem, pokazuje się od dechy do dechy, a na przykład przeciętnie zapowiadający się mecz w nogę Śląska ze szwedzkimi herosami, których nazwy nie pamiętam, Telewizja Publiczna nie daje za friko, lecz tylko na płatnym kanale TVP Sport? Nie dlatego, by zrobić Masłowskiemu na złość, lecz po to, by na przyszłość zmusić do zakupu tegoż kanału. Wszak cwaniaki wiedzą, że mało kto zapłaciłby kilkadziesiąt złotych na olimpijski miesiąc, aby oglądać łucznictwo, siatkę plażową czy rwanie ciężarów. Choć to ostatnie , to i tak jedna z ciekawszych dyscyplin trwającej właśnie imprezy. O czym niech zaświadczą zawsze dobrze zapełnione trybuny. W przeciwieństwie do zainteresowania meczem sióstr Radwańskich, na których to przedstawieniu po obu stronach kortu, znajdowała się kilkurzędowa wynudzona jak mopsy publiczność.
A co do meczu Śląska Wrocław, to dzięki Ci Panie, że po 0:1 do przerwy, wyłączyłem laptopa i poszedłem z żoncią dotlenić się na obowiązkowym codziennym spacerku. Co prawda moja żoneczka z nieodłączną dymiącą rureczką, a ja na szczęście będąc już od równych trzech lat od niej wyzwolonym.
Całą rundę wiosenną Śląsk grał fatalnie, albo w najlepszym razie - źle.  I jakiś cud tylko sprawił, że nagromadzonych jesienią 2011 punktów, nie zgubił całkowicie. No, zasługa w tym także sprzymierzonej Wisły Kraków, która w ostatniej kolejce, i to w meczu przyjaźni, dała przysłowiowej dupy, podkładając się Ślązakom, przez co konsekwencje i wstyd dla Polskiej Piłki, zbieramy ponownie wszyscy, niczym robotniczo- chłopski lud stonkę, zrzuconą niegdyś na nasze urodzajne pola przez jankesów.
Orest Lenczyk, któremu udał się dosłownie jeden jakiś tam wcześniejszy sezon, miał ze Śląska uczynić mistrza, co mu się zresztą zupełnym przypadkiem udało, bowiem pozostali uczestnicy Ekstraklasy grali w tym momencie jeszcze gorzej. Obserwując tę wrocławską beznadzieję od dawna, byłem pewien, że nie mają oni szans w żadnej międzynarodowej klasie rozgrywkowej. Co też się właśnie stało. Bo choć fuksem wymęczyli mistrzostwo kraju, to brakiem pomysłów, czy  jakiegokolwiek stylu, ich miejsce jest w conajmniej o jedną klasę rozgrywkową niżej. Ci natomiast, apetytów narobili sobie na Ligę Mistrzów, jakby luster w domach nie mieli.  Tylko sobie i reszcie naszego pięknego kraju wstyd przynosząc.
Patrząc na to wszystko, chyba lepiej zaopatrzyć się w kijki i śmigać pieszo chodnikami mego miasta. Zdrowiu nie pomoże, medalu nie przyniesie, lecz gdy upodobnię się do reszty tychże idiotów, uśmieję się do łez. Choć już sam nie wiem co lepsze: śmiech przez łzy, czy łzy przez śmiech.



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl